Po zaledwie czterech miesiącach pobytu w więzieniu, 1 października 2025 r. Wojciech R. wyszedł na wolność. Przerwy w wykonywaniu kary pozbawienia wolności udziela mu Sąd Okręgowy w Krakowie na okres czterech miesięcy. Powodem są „względy zdrowotne (ciężka choroba w rozumieniu art. 150 k.k.w.)”. Rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Krakowie sędzia Maciej Czajka odpisuje na nasze pytania: „W sprawie sąd zapoznawał się m.in. z opiniami biegłych lekarzy Aresztu Śledczego w Krakowie oraz zaświadczeniami lekarskimi przedłożonymi przez obrońcę”. Dlaczego nie może – jeśli to prawda – być leczony w warunkach zakładu karnego np. na oddziałach szpitalnych?
Sędzia Maciej Czajka wyjaśnia, że „w tym konkretnym wypadku dotyczy to szeroko planowanej diagnostyki i ewentualnych zabiegów operacyjnych”.
Wojciechowi R. nie wydano nawet zakazu opuszczania kraju. Potwierdza to sędzia Czajka: „Skazany nie został objęty dodatkowymi obostrzeniami na wolności. Leczenie za granicą nie zostało wprost wskazane we wniosku, sąd nie ma możliwości zakazania skazanemu opuszczania kraju. Zaświadczenia lekarskie przedłożone przez obrońcę skazanego były informacją o stanie zdrowia i planowanym leczeniu. Zawierały także opinię psychologiczną, która jednak nie dotyczyła kwestii związanych z planowanym leczeniem”.
13 października Wojciech R. pojawił się w sosnowieckim sądzie w otoczeniu swoich obrońców. Wyglądał niepozornie: łysawy, w kwadratowych okularach, w szarym garniturze. – Nie wyglądał na chorego, zresztą wiemy, że po wyjściu z zakładu karnego ruszył do pilnowania swoich interesów. O odsiadce mówi, że to była tylko pomyłka – mówi jeden z oszukanych, który monitoruje działalność Wojciecha R.
Wojciech R. nie ma sobie nic do zarzucenia
Wojciech R. sprawę skazania za oszustwo rodziny krakowskiego milionera uznaje za zamkniętą. „Ja nie mam żadnego naprawienia szkody, rozliczyłem się z rodziną Państwa P.” – odpisuje „Rzeczpospolitej” mailem.
Sprawę z rodziną Świderków podważa. „Sprawa obecnie jest przed sądem i trudno powiedzieć, jak się zakończy. Ja odniosłem się do stawianych mi zarzutów i to moje stanowisko przekażę Pani. Moim zdaniem osią sprawy jest bezzasadne obciążenie spółki, którą reprezentowałem (tu podaje nazwę – red.) wekslem na 50 mln zł” – pisze. Ten weksel miała wystawić siostra Bartosza Świderka. Zdaniem W. – „bez żadnego ekonomicznego powodu”.
Najwięcej miejsca poświęca Mariuszowi. „Pan Mariusz twierdzi, że zawsze wszyscy go oszukują, gdy w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie” – pisze nam Wojciech R. Zarzuca mu „notoryczne unikanie zobowiązań podatkowych i działanie na szkodę Skarbu Państwa” i że prowadzi „milionowe interesy w szarej strefie”. Wysyła maile z litanią win Mariusza, nazywając je „szeregiem informacji do weryfikacji” – choć w żadnej nie porusza kwestii swojego udziału ani roli, jaką odegrał. Na kilku stronach punkt po punkcie wylicza, komu jest co winien. Podaje adresy, numery ksiąg wieczystych.
Co na to Mariusz? – Większość tych „faktów” jest nieprawdziwych, a część, jak przenoszenie wierzytelności, to inspirował on sam – stwierdza. Zobowiązania wobec skarbówki? – To efekt moich kłopotów finansowych, z których próbuję wyjść. Mam na to dokumenty, maile.
„Jeżeli uzna to Pani za stosowne, to proszę przekazać te informacje do weryfikacji do Małopolskiego Urzędu Celno–Skarbowego w Krakowie” – zachęca nas Wojciech R.
Bilans Mariusza ze znajomości z Wojciechem R. to depresja, długi, sprawy sądowe, rodzinne życie w rozsypce. – Nie mam nic – mówi z żalem. – Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze. Za to, co zrobiłem swojej rodzinie. Pozbawiłem ich środków do życia. I nie mam siły, by zaczynać od początku – przyznaje.
Poza milionami, które utopił w Gerdzie, a które miał odzyskać dla niego R. (a tylko przejął wierzytelności), Mariusz stracił jeszcze ponad 3 mln zł. – 1,7 mln zł w gotówce na wspólne inwestycje z R., które nie wypaliły, m.in. w biogazownie i budowę osiedla bliźniaków pod Krakowem, plus dwie działki o wartości 1,5 mln zł. Wojciech przywłaszczył podstępem nawet 0,5 mln zł w formie działki pod Nowym Tomyślem. Otrzymałem je jako zwrot od pośrednika Gerda Broker, który wcisnął mi obligacje jednej spółki – wylicza Mariusz.
Wojciech R. z dochodem 8 tys. zł. Nie wraca już do więzienia
W akcie oskarżenia przeciwko Wojciechowi R. do sprawy rodziny Świderków prokurator podał, że jest on kawalerem, ojcem trójki dzieci, ma wykształcenie wyższe, z zawodu menedżer, który prowadzi działalność gospodarczą w Krakowie, gdzie osiąga miesięczny dochód w wysokości 8 tys. zł. I że posiada kilkanaście nieruchomości. – To jest jakiś żart – kwituje jeden z oszukanych. Mariusz podkreśla, że zarówno spółki, jak i inne składniki swojego majątku, w tym wiele nieruchomości Wojciech R. przepisał w ostatnich latach na swoją rodzinę, głównie żonę i jednego z synów.
Mariusz złożył zawiadomienie w prokuraturze o przestępstwo świadomego oszustwa na kwotę 33 mln zł. Sprawa trafiła do wydziału przestępstw gospodarczych policji miejskiej w Krakowie. „Same twierdzenia zawiadamiającego o istnieniu ustnych ustaleń, bez poparcia ich obiektywnymi dowodami, nie pozwalają na przyjęcie, iż doszło do powstania zobowiązania, którego niewywiązywanie się mogłoby stanowić realizację znamion oszustwa” – napisał prowadzący dochodzenie w odmowie wszczęcia śledztwa. Po zażaleniu śledztwo wszczęto ponownie. Sprawę prowadzi prokurator Agnieszka Miller-Uszczyńska.
Wojciech R. nie wrócił już do więzienia. 18 grudnia złożył ponownie wniosek o przerwę w karze, która kończyła mu się 4 stycznia tego roku. W sprawie nic się jednak nie wydarzyło. 21 stycznia krakowski sąd penitencjarny wstrzymał – do czasu rozstrzygnięcia jego wniosku – wykonanie kary pozbawienia wolności.