– Prawo do obrony jest jednym z fundamentalnych praw, wszelkie jego ograniczenia muszą więc być bardzo ostrożne i precyzyjnie określane – uzasadniał wyrok sędzia Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego. Ustawa musi zatem jasno wymieniać sytuacje i przypadki, w których prawo zezwala na obecność policjanta podczas rozmowy zatrzymanego z adwokatem.

Sprawa trafiła do Trybunału na wniosek rzecznika praw obywatelskich, do którego skarżyli się obywatele zatrzymani przez policję.

Chodzi o art. 245 § 1 kodeksu postępowania karnego. Pozwala on osobie zatrzymanej na nawiązanie niezwłocznego kontaktu z adwokatem. Na jego mocy może on również zażądać bezpośredniej rozmowy z adwokatem, wówczas  jednak zatrzymujący (najczęściej policjant) może zastrzec swoją obecność.

Zdaniem rzecznika kwestionowany artykuł zawiera gwarancję prawa do obrony. Wątpliwości budzi to, że zatrzymujący może zastrzec, iż będzie obecny podczas tej rozmowy, a ustawa nie określa sytuacji, w których może dojść do kontrolowanej rozmowy.

– Ustawodawca pozostawił zatrzymującemu całkowitą swobodę w decydowaniu o jego obecności podczas rozmowy z adwokatem. Swoboda ta i sposób jej wykorzystania nie podlega w dodatku żadnej weryfikacji, skoro decyzja o obecności zatrzymującego  nie może być zaskarżona – twierdzi rzecznik. I podkreśla, że w takiej sytuacji policjant może w sposób dowolny i niepodlegający zewnętrznej weryfikacji kształtować treść przysługującego zatrzymanemu prawa do obrony, co w ocenie wnioskodawcy jest sprzeczne z konstytucją. W myśl art. 42 ust. 2 Konstytucji RP każda osoba, przeciwko której prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony na wszystkich etapach postępowania.

Trybunał przyznał rację rzecznikowi. Zanim do tego doszło, sędziowie dociekali, jak często funkcjonariusze towarzyszą adwokatom w rozmowie z zatrzymanym, czy taka obecność zakłada możliwość nagrywania obrazu i dźwięku oraz czy policjant może być przesłuchany na okoliczność tego, co usłyszał podczas spotkania (sygnatura akt K 37/11).

Komenda Główna Policji, która w tej sprawie zabrała także głos, przekonywała Trybunał, że możliwość udziału w takiej rozmowie jest dla zatrzymującego wręcz konieczna. Może bowiem dojść do kontaktu zatrzymanego z osobami niepowołanymi.

Przepis będzie funkcjonował jeszcze przez 12 miesięcy. W tym czasie Sejm musi go tak poprawić, aby nie pojawił się zarzut niekonstytucyjności. Po roku (od publikacji wyroku TK) przestanie istnieć.