Dzisiejsze kary nie działają na kierowców – uważa minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Proponuje więc zmiany. Kierowca, który nie zatrzyma się do kontroli drogowej, a potem będzie uciekał przed policyjnym pościgiem, ma trafiać do więzienia nawet na pięć lat. Dziś zignorowanie policyjnego lizaka to wykroczenie, za które grozi grzywna. Także pięć lat więzienia ma grozić tym, którzy prowadzą auto mimo odebrania im przez sąd prawa jazdy.

W walkę z pijanymi kierowcami bardziej mają zaangażować się sądy. Minister chce, by pijany sprawca wypadku śmiertelnego trafiał bezwzględnie za kratki. – W takim przypadku nie może być mowy o zawieszaniu kar – argumentują autorzy projektu. Projekt zmian w kodeksie wykroczeń i karnym trafił już do Rządowego Centrum Legislacji.

Co na to eksperci? Wszyscy pytani przez „Rzeczpospolitą" są za wyeliminowaniem pijanych, odurzonych lub nieodpowiedzialnych kierowców z dróg. Metody, jakimi chce to robić minister Ziobro, budzą jednak wątpliwości.

– Samo zaostrzanie kar na niewiele się zda. To populistyczne działanie – uważa prof. Ryszard Pokora, specjalista do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego. I przytacza zmiany, które wprowadzono w maju 2015 roku: odbieranie praw jazdy na drodze, obowiązkowe alkomaty dla skazanych za jazdę po pijanemu.

– Nikt nie sprawdził, jak te przepisy zadziałały, a już szykują się kolejne zmiany. Pokażmy analizy, że to, co zrobiono, to za mało. W innym przypadku to tylko psucie prawa – twierdzi prof. Pokora.

Sami kierowcy uważają, że kolejne zaostrzenie na niewiele się zda. – Kierowca, który wsiada za kierownicę po pijanemu, nie bierze pod uwagę groźby, że zostanie zatrzymany – mówi Antoni Chmura z dolnośląskiego stowarzyszenia kierowców.

Co więc robić? Edukować, zmienić zasady szkolenia kierowców, pokazywać skutki wypadków drogowych, odbierać prawo jazdy i przede wszystkim kontrolować – dodaje Chmura.