Potwierdziły się obawy sędziów i prokuratorów: nowy kontradyktoryjny proces karny, obowiązujący od 1 lipca, zamiast przyspieszyć procesy, znacznie je wydłuży.
Powód? Sądy nie mają szansy przeprowadzić zaplanowanych na lipiec rozpraw. Wszystko przez to, że pokrzywdzonych i oskarżonych trzeba pouczyć o ich prawach i obowiązkach. To nowy wymóg. Problem w tym, że oskarżeni pouczeni o prawie do obrońcy najczęściej żądają, by im go przyznać. Sąd musi więc odroczyć proces, by adwokata czy radcę prawnego wyznaczyć.
Są też sprawy, w których obecność oskarżonego nie jest obowiązkowa. Nie ma go wtedy jak pouczyć o przysługujących mu prawach. I znowu: sędzia musi odroczyć proces do czasu uzyskania oświadczenia o zapoznaniu się z pouczeniem.
Wszystko to powoduje, że setki spraw, zamiast iść do przodu, stoją w miejscu. Kolejne terminy najczęściej wyznaczane są dopiero na jesień. To zaś oznacza, że każdy pojedynczy proces będzie trwał kilka miesięcy dłużej.
W dwóch szczecińskich sądach rejonowych tylko w ciągu pierwszych dwóch tygodni lipca odroczono 35 spraw, w okręgu warszawskim aż 89, w Katowicach – 32. Podobnie jest w sądach poznańskich.
– Mają miesiąc opóźnienia – mówią nam sędziowie.
Prokuratorzy straszą, że to nie koniec komplikacji. – Trzeba było poczekać z reformą i ją dopracować – mówi prok. Jacek Skała i przypomina, że prokuratorzy apelowali o to niemal do samego końca. Ich zdaniem wkrótce pojawią się trudności z dużymi procesami. Przy 15-osobowej ławie oskarżonych odroczonych może zostać 15 terminów, bo każdy z podsądnych będzie zgłaszał żądanie przyznania obrońcy na innym terminie.
– Sądy zostały na miesiąc wyłączone z orzekania. Wszystkie reformy w naszym sądownictwie są wprowadzane pod hasłem przyspieszenia, a wychodzi odwrotnie – mówi sędzia Maciej Strączyński.
Dodaje, że nikt z tego nie wyciągnął lekcji. Dzieje się tak dlatego, że autorzy propozycji zmian w przepisach nie pytają sędziów, co może im pomóc, a co przeszkodzić w orzekaniu. By uniknąć obecnych problemów, wystarczyłoby wprowadzić reformę w dwóch etapach. Przepisy przewidujące obowiązki powinny wejść w życie wcześniej.
– Nie jest dobrze, ale mogło być jeszcze gorzej – pociesza sędzia Michał Tomala, rzecznik szczecińskiego sądu. Jego zdaniem reforma trafiła na wakacyjny czas, kiedy i tak z reguły wyznacza się mniej terminów rozpraw. – Gdyby termin wejścia w życie zaplanowano na jesień, byłoby dużo gorzej – uważa.