W szkołach brakuje nauczycieli przedmiotów zawodowych, matematyków, fizyków i chemików. Zamiast uczyć w szkole, wolą podjąć pracę z wyższym wynagrodzeniem, np. w bankowości. Tak wynika z oceny skutków projektu nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym i nauce. Coraz więcej osób odchodzi też z zawodu nauczyciela ze względu na wiek. Na przykład w 2019 r. 6800 etatów zwolniło się poprzez odejście na emeryturę i świadczenie kompensacyjne, a w 2020 r. było to już 8046 etatów.

W związku z rosnącą średnią wieku nauczycieli ten proces może przyspieszyć. Dlatego Ministerstwo Edukacji i Nauki postanowiło mniej wymagać od uczelni kształcących kadrę pedagogiczną.

Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce wprowadziło nowe wymagania w kształceniu nauczycieli – miało się ono odbywać wyłącznie na najlepszych uczelniach. Niżej oceniane szkoły nie mogły prowadzić takich studiów samodzielnie. Najpierw powinny zawrzeć porozumienie z uczelniami z wyższą oceną parametryczną. Tyle że lepszym uczelniom (tym z uprawnieniami do prowadzenia szkół doktorskich) nie opłaca się taki patronat. W pismach kierowanych do ministerstwa uczelnie zawodowe wskazywały więc na trudności w zawarciu porozumienia. Dlatego ministerstwo chce zrezygnować z wymogu podpisywania porozumienia.

Czytaj też: Wyższe wynagrodzenie nauczycieli za dłuższy czas pracy

Ułatwienia mają objąć najlepsze uczelnie zawodowe, tj. te, które funkcjonują co najmniej dziesięć lat; kształcą przynajmniej 250 studentów, z czego ponad połowę na studiach stacjonarnych, a przynajmniej połowa nauczycieli akademickich jest zatrudniona w tych uczelniach jako w podstawowym miejscu pracy. Warunkiem będzie też prowadzenie studiów przynajmniej na pięciu kierunkach i to, że żaden kierunek nie został oceniony negatywnie przez Polską Komisję Akredytacyjną.

Te same wymagania będą musiały spełnić uczelnie zawodowe, które zechcą używać nowej, nobilitującej nazwy „akademia praktyczna”.

Etap legislacyjny: konsultacje publiczne