„Rzeczpospolita”: Który mamy rok?
Dr Marcin Fatalski: Mamy rok 2026, ale rzeczywiście, nastąpił zwrot w kierunku polityki, którą możemy datować na rok 1905, kiedy prezydent Theodore Roosevelt wymusił na zadłużonej Dominikanie prawo do zarządzania pobieranymi przez nią cłami. Roosevelt wzmocnił tzw. doktrynę Monroe’a, która wraz ze wzrostem potęgi Stanów Zjednoczonych stawała się coraz poważniejszym narzędziem polityki zagranicznej i była rozumiana jako podstawa do interwencji USA w obu Amerykach.
Nawet poważni historycy uważali, że wraz z końcem zimnej wojny nastąpił zmierzch tej doktryny, ponieważ Stany Zjednoczone nie mają liczącego się rywala w polityce i gospodarce światowej. Ale czy aby na pewno Amerykanie wyrzekli się doktryny Monroe’a? Prezydent Donald Trump nie broni się przed jej przywołaniem. Zarówno w jego wypowiedziach, jak i strategii bezpieczeństwa USA, to podstawa amerykańskiej polityki.
Dlaczego Amerykanie powracają więc do doktryny Monroe’a?
Amerykańska administracja uznała, że zaangażowanie Chin, ale również Rosji w Ameryce Łacińskiej jest za duże. Chiny, które występują w roli rzecznika globalnego Południa, liczą na to, że przeciągną je na swoją stronę. Dlatego budują relacje z tymi państwami w Ameryce Łacińskiej, których stosunek do Stanów Zjednoczonych jest co najmniej ambiwalentny. Robi to również Rosja, przy czym jej zasoby są mniejsze.
Czytaj więcej
Prezydent USA chce „zarządzać” trzykrotnie większym od Polski krajem. Na pierwszym miejscu stawia...
Donaldowi Trumpowi się wydaje, że szokująca eliminacja głowy państwa sparaliżuje wenezuelski reżim, który następnie podda się jego woli. Celem prezydenta było zademonstrowanie sprawczości bez organizowania długoterminowej obecności wojskowej. Stany Zjednoczone pod jego kierownictwem konsolidują swoją strefę bezpieczeństwa, tak aby zabezpieczyć ją przed zewnętrznymi wpływami. A inaczej: reżim wenezuelski nie może być potencjalnym punktem oparcia dla obcych mocarstw. Zupełnie odmienną postawę reprezentuje np. rząd Salwadoru. Nayib Bukele nie nawiąże współpracy niepożądanej przez Waszyngton. Nicolás Maduro nie dawał takich gwarancji, a być może istniała obawa, że pogłębiłby współpracę z rywalami USA.