Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy w Pekinie uformował się antyzachodni sojusz?
- Które państwa i dlaczego były reprezentowane przez przywódców na paradzie?
- Jakie nowe technologie wojskowe zostały zaprezentowane podczas parady?
- Jaka jest rola Chin w konflikcie między Rosją a Ukrainą?
- Na jakie wyzwania ekonomiczne i polityczne natrafiają Chiny we współpracy z Rosją?
„Przekażcie proszę moje serdeczne pozdrowienia Władimirowi Putinowi i Kim Dzong Unowi, póki szykujecie spisek przeciw Stanom Zjednoczonym” – napisał amerykański prezydent w swojej sieci społecznościowej Social Truth. Dokładnie wtedy Xi Jinping objeżdżał swoje wojska, zebrane w centrum Pekinu na paradę.
– W ogóle mnie to nie niepokoi – odpowiadał jednak kilka godzin wcześniej Trump na pytanie, czy w Chinach nie formuje się sojusz przeciw Ameryce. Ale 5 września mija kolejny termin, jaki Amerykanin wyznaczył Władimirowi Putinowi na rozpoczęcie rozmów pokojowych z Ukrainą. Teraz zaś Rosjanin ma jawne poparcie Chin i Korei Północnej.
Trybuna defilady w Pekinie: trzech przywódców, których połączyła rosyjska wojna z Ukrainą
Ogromna, pekińska parada wojskowa z okazji 80. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej w Azji była zwieńczeniem czterodniowych imprez mających pokazać światu polityczną i wojskową siłę Chin. Zarówno na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w portowym Tianjinie, jak i na pekińskiej trybunie zebrało się ponad 20 przywódców różnych państw.
Czytaj więcej
Zagrożeni polityką obecnej administracji USA, dotychczasowi azjatyccy arcyrywale, Chiny i Indie, zaczynają szukać porozumienia przeciw Waszyngtonowi.
W Tianjinie głównym gościem Xi był premier Indii Narendra Modi, kraju – rywala Chin. Ale Hindus nie przyjechał do Pekinu na pokaz sił chińskiej armii i jej najnowszych broni. Zaledwie w maju indyjska armia walczyła z pakistańską, uzbrojoną właśnie przez Chińczyków i wynik starcia nie był zadowalający dla Hindusów, używających broni własnej i zachodniej.
Na obu imprezach gościem honorowym (a w Pekinie już głównym) był Władimir Putin. – Przyjmowano go, jakby nie było wojny – smutno podsumowali ukraińscy eksperci. Zachodni zaś mówili o „przyjęciu pełnym entuzjazmu”, nie tylko ze strony gospodarzy, ale i zagranicznych gości.
Na pekińskiej trybunie – wraz z północnokoreańskim liderem Kim Dzong Unem i samym gospodarzem – był najważniejszy. Wszystkich trzech połączyła wojna w Ukrainie: Putin ją rozpoczął i prowadzi, Xi Jinping wspiera go ekonomicznie, a Kim Dzong Un – militarnie. Według południowokoreańskiego wywiadu w walkach z Ukraińcami zginęło prawdopodobnie 2 tys. żołnierzy Kima (oficjalnie przyznaje się do straty tylko 600). Niezależnie od wielkości strat lider koreańskich komunistów zamierza wysłać do Rosji kolejne oddziały – do 6 tys. żołnierzy.
Pozostali goście na trybunie znaleźli się tam – tak, jak i na szczycie w Tianjinie – szukając oparcia w Pekinie przeciw „hegemonistycznej polityce” USA i Zachodu. Xi Jinping, który chyba jako jedyny przywódca skutecznie sprzeciwił się celnej polityce Trumpa, nie zawiódł oczekiwań. Pekiński pokaz wojskowej siły był największym spośród tegorocznych: defilad w Moskwie i Waszyngtonie.
Parada i chińskich uzbrojenie – i pierwsza, i drugie mają dorównać amerykańskim
Wszystkie trzy państwa świętowały swoje zwycięstwo w drugiej wojnie światowej, naciągając historię. Rosja przywłaszczyła sobie triumf nieistniejącego już ZSRR, USA próbują udowodnić, że to one wygrały tamtą wojnę, mimo iż w Europie militarnie zwyciężył ZSRR, a nie Stany. Chiny zaś dopiero pod rządami Xi Jinping zaczęły odwoływać się do zwycięstwa nad Japonią w długotrwałej wojnie (dwa razy dłuższej niż wojna światowa). 3 września uznany został za państwowe święto w 2014 roku, a pierwsza parada wojskowa odbyła się rok później.
Przy tym oficjalna propaganda Pekinu nie wspomina, że Tokio zostało ostatecznie pokonane przez USA, a w samych Chinach główną siłą wojskową walczącą z Japończykami była armia nacjonalistycznego Kuomintangu, a nie rządzących obecnie komunistów.
Na placu Tiananmen po raz pierwszy pokazano w środę pełną „triadę” chińskiej armii, czyli rakiety mogące przenosić głowice jądrowe, a wystrzeliwane z ziemi, powietrza i spod wody. Na korpusach pocisków widniały oznaczenia w alfabecie łacińskim, którego nikt w Chinach nie rozumie. Ale były one nie dla Chińczyków, lecz europejskich obserwatorów – to ich miały przekonać, jaką siłą dysponuje Xi Jinping.
Czytaj więcej
Przywódca Chin Xi Jinping chce udowodnić, że jest anty-Trumpem, wokół którego tworzy się nowy, bardziej sprawiedliwy porządek świata. Ale sprzeczno...
Najnowsza rakieta DF-5C, która przejechała przez plac, ma 10 głowic niezależnie naprowadzanych na cele. Ale w wyścigu zbrojeń atomowych Pekin znacznie odstaje od Moskwy i Waszyngtonu. Jego siły jądrowe, mierzone właśnie ilością głowic, stanowią ok. 1/6 arsenału amerykańskiego czy rosyjskiego. Xi Jinping stara się zwiększyć go dwukrotnie, choć i to nie da Chinom parytetu z dwoma pozostałymi mocarstwami.
Jednak na defiladzie chińska armia – po raz kolejny od parady w 2019 roku – udowodniła, że jest najlepsza w dronach. Bezzałogowe helikoptery, potężne drony morskie zdominowały przemarsz. Nikt nie miał wątpliwości co do możliwości Chińczyków w tej dziedzinie. Są oni bowiem głównym dostarczycielem dronów na front wojny w Ukrainie. Sprzedają je obu armiom, mimo demonstracyjnej przyjaźni Xi Jinpinga z Władimirem Putinem.
Antyzachodni sojusz pełen sprzeczności i niedopowiedzeń
Eksperci wojskowi czekali jednak na pokaz innego uzbrojenia – laserowego. Obecnie uważane jest za te, które mogłoby dać przewagę w ewentualnym konflikcie, umożliwiając zwalczanie małym kosztem rozpowszechnionych dronów. Na ukraińskim froncie pojawił się podobno w rosyjskich oddziałach chiński zestaw laserowy zwany przez zachodnich specjalistów Silent Hunter, przeznaczony właśnie do zestrzeliwania dronów. Na Tiananmen Chińczycy pokazali pełną gamę takiej broni. – Jeśli chodzi o szybkość rozwoju (laserowego uzbrojenia) Chiny wyprzedzają USA – uznał ekspert Jared Keller.
Czytaj więcej
Największa w historii Chin parada wojskowa, zorganizowana w Pekinie, na Placu Tiananmen, w 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej w Azji, jest...
Mimo iż chińska armia nie walczyła od 1979 roku (gdy najechała Wietnam) Chiny, wsparte przez Rosję i Koreę Północną, mogą stać się znacznym zagrożeniem dla USA. A chińskiej broni nie wolno nie doceniać, co udowodnił majowy konflikt pakistańsko-indyjski.
Po pekińskiej paradzie wszyscy będą próbowali odgadnąć, czy poza symbolicznymi gestami (jak zaproszenie na najważniejsze miejsca na trybunie) trzy państwa zawarły jakieś porozumienia wojskowe. „Obecnie wspólne, trójstronne manewry wojskowe Rosji, Chin i Korei Północnej wydają się nieuniknione” – sądzi amerykański ekspert Youngjun Kim, podsumowując zbliżenie tych krajów z powodu wojny Rosji z Ukrainą.
Jednak polityczna i militarna demonstracja przysłoniła w ciągu czterech dni rzeczywistość. Memorandum o budowie gazociągu z Rosji do Chin nie precyzuje na przykład, kto za nią zapłaci, ani jaka będzie cena surowca (a Chiny chcą ok. 1/3 mniejszą niż w rosyjskich dostawach do Europy). Mimo serdecznego przyjęcia Putina, Chińczycy nie zgodzili się na jedną z najprostszych rzeczy – używanie chińskich kart płatniczych UnionPay w Rosji i rosyjskich Mir w Chinach. Chińskie banki bowiem zbyt boją się zachodnich sankcji, by zgodzić się na to.