Zgodnie z zapowiedziami z kampanii wyborczej, prezydent Karol Nawrocki przedstawił projekt swojej inicjatywy podatkowej – podwyższenia progu podatkowego w PIT ze 120 tys. zł obecnie do 140 tys. zł oraz programu „PIT Zero. Rodzina na plus", rocznie, czyli zwolnienia z podatku dochodowego rodzin z dwójką dzieci i więcej. Z ulgi skorzystałyby osoby zarabiające do 140 tys. zł rocznie czyli ok. 3,6 mln podatników – największy zysk miałyby osoby najlepiej zarabiające.
– Mój projekt odnosi się do pewnego kryzysu demograficznego w Polsce, ale też do wyraźnego wsparcia polskich rodzin – uzasadniał Karol Nawrocki w Polsat News. Dodał także, że przy okazji tej zmiany jest otwarty na „dyskusje na temat 800 plus”.
PIT „0” dzieli Polaków. Różnice na żyletki
Czy Polakom podoba się to rozwiązanie? Z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” w dniach 13-14 sierpnia wynika, że za propozycją prezydenta opowiada się 47,5 proc. ankietowanych. Przeciwnych jest 47,9 proc. respondentów – przy czym aż 29,8 proc. wszystkich ankietowanych mówi tej propozycji „zdecydowanie nie”. To największy odsetek wskazań w całym badaniu. Zdania w sprawie zwolnień podatkowych dla rodzin nie ma 4,6 proc. badanych.
Czytaj więcej
Gdyby polski budżet było na to stać, moglibyśmy w ogóle zrezygnować z podatków, ale jeśli nas nie stać, to trzeba pytać, czemu służyć mają kolejne...
– Polska jest dziś krajem tak mocno spolaryzowanym, że poglądy polityczne bardzo silnie przekładają się na inne dziedziny życia, takie jak ekonomia. I nie ma znaczenia, czy jest to racjonalne czy nie – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Ewa Marciniak, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego i szefowa CBOS. Jak dodaje, jeśli by te ulgi weszły w życie przed najbliższymi wyborami, a Polacy by je odczuli we własnych kieszeniach, to prawdopodobnie poprawiłoby wynik wyborczy prawicowych ugrupowań. – Sama obietnica zerowego PIT-u może nie zadziałać, zwłaszcza gdyby doszło do sytuacji, w której obecny rząd wprowadziłby rozwiązania finansowe o szerszym charakterze, nie tylko dla rodzin. To np. mogłaby być wyższa kwota wolna – mówi prof. Marciniak.
Propozycje prezydenta popiera przede wszystkim opozycja
Kto popiera rozwiązanie zaproponowane przez prezydenta? Przede wszystkim elektorat opozycji – 67 proc. badanych (suma odpowiedzi wyborców PiS, Konfederacji, Partii Razem). Ale w tej grupie nie brakuje także przeciwników tego rozwiązania, bo zdecydowanie przeciwnych tej propozycji jest 16 proc. respondentów, a raczej nie mówi 11 proc. ankietowanych.
Wśród głosujących na PiS przeciwnych temu rozwiązaniu jest więcej niż co piąty badany.
Czytaj więcej
W ciągu ostatnich pięciu lat liczba Polaków zmniejszyła się co najmniej o 700 tys. Ekonomiści przestrzegają, że już czas na działania, które dostos...
Co na to wyborcy obecnej koalicji rządzącej? Za jest 14 proc., przeciwko – 83 proc. Ale jeśli spojrzymy na wyborców poszczególnych partii, to można zauważyć, że blisko połowa wyborców Trzeciej Drogi jest za tym rozwiązaniem, a wśród wyborców Lewicy co trzeci. Ciekawie rozkładają się także głosy wyborców Konfederacji, bo równo co drugi wyborca tego ugrupowania jest za tym rozwiązaniem, ale ponad 43 proc. jest przekonanych, że propozycja prezydenta jest zła.
Jak odpowiadali w tym badaniu rodzice dzieci do 18. roku życia? 47 proc. z tych, którzy pobierają świadczenie na jedno dziecko uważa, że jest to dobre rozwiązanie. Blisko połowa jest przeciwna.
Więcej zwolenników propozycji nowego prezydenta jest wśród osób, które to świadczenie pobierają na dwoje lub więcej dzieci. PIT „0” popiera 63 proc. z nich. Przeciwko jest więcej niż co trzeci z nich.
Czy zwolnienia podatkowe zachęcają do powiększenia rodziny?
Obecnie współczynnik dzietności w Polsce wynosi 1,1. By Polacy nie wymierali, powinien być on przynajmniej na poziomie 2,1 – czyli kobieta powinna urodzić przynajmniej dwoje dzieci. Czy gdyby propozycja prezydenta weszła w życie, rodziłoby się więcej dzieci?
– Myślę, że dla części osób mogłaby to być zachęta. Ale nie spodziewałbym się jakichś spektakularnych efektów, bo kwestie podatkowe na dzietność oddziałują w niewielkim stopniu – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego. Jak dodaje, co do zasady większy wpływ ma świadomość, że państwo będzie wspierało rodziców w procesie wychowania dzieci poprzez dostępne żłobki, przedszkola, szkoły, dobrą opiekę zdrowotną czy możliwość łączenia pracy zawodowej z życiem prywatnym. – Ale coraz częściej mam wrażenie, że obecny problem z dzietnością wynika także z tego, że w okresie rozrodczym weszło teraz pokolenie, które nie jest przekonane, że sprosta wymaganiom stawianym dziś rodzicom. Myślę, że w ostatnich latach tę poprzeczkę zawiesiliśmy zbyt wysoko – podsumowuje prof. Szukalski.