Projekt nowego rozporządzenia – prawo o wolności mediów – przygotowała Komisja Europejska. Po raz pierwszy Bruksela będzie miała instrumenty umożliwiające reagowanie na sytuacje łamania wolności słowa w państwach Unii Europejskiej.

Z dokumentu, który ma „Rzeczpospolita”, wynika, że sytuacja w Polsce była jedną z inspiracji dla nowego prawa.

– Nie mam złudzeń. To będzie ciężka walka. Niektóre państwa członkowskie chcą mieć możliwość wpływania na media i będą twierdzić, że Komisja chce przejąć ich władzę. Niektórzy właściciele mediów czerpią korzyści z obecnej sytuacji i będą krzyczeć, że zagrażamy ich biznesowi – powiedziała „Rzeczpospolitej” Věra Jourová, wiceprzewodnicząca KE ds. wartości i przejrzystości, która ten projekt przygotowała wraz z Thierry Bretonem, komisarzem ds. rynku wewnętrznego.

Czytaj więcej

W obronie mediów

– Ale jedno jest jasne: status quo nie wchodzi w grę. Nie możemy i nie pozostaniemy bezczynni w obliczu zagrożeń wolności mediów – dodała czeska komisarz.

Nie tylko Polska i Węgry

Wolność słowa jest zagrożona już nie tylko w Polsce czy na Węgrzech, krajach od lat oskarżanych o łamanie praworządności i upolitycznianie mediów. W największym stopniu problem dotyczy państw Europy Środkowo-Wschodniej, jak np. Słowenia czy Rumunia, ale ostatnie wydarzenia w Grecji pokazują, że także w starszych państwach członkowskich politycy ulegają pokusie ingerowania w wolność słowa. Rząd Kiriakosa Mitsotakisa jest oskarżany o podsłuchiwanie dziennikarzy, zastraszanie ich i faktyczną cenzurę mediów. Problemy, choć nie w skali systemowej, występują też w krajach Europy Zachodniej.

Komisja Europejska nigdy nie miała instrumentów reagowania na takie sytuacje. Obowiązujące przepisy dotyczą mediów audiowizualnych i odnoszą się przede wszystkim do prawa konkurencji. Teraz Bruksela proponuje nowe prawo, które ma na celu ograniczenia władzy polityków nad mediami, a także uczynienie rynku bardziej transparentnym.

Po pierwsze, nowe prawo mówi o konieczności ochrony niezależności redakcyjnej. Państwa członkowskie muszą ustanowić takie przepisy i instytucje, które będą tego pilnować. I nie mogą w żaden sposób wpływać na ograniczenie tej swobody ani pośrednio, ani bezpośrednio, w tym poprzez szpiegowanie dziennikarzy, jak ma to w tej chwili miejsce w Grecji, czy przejmowanie dziennikarskich materiałów lub zmuszanie dziennikarzy do ujawniania źródeł informacji.

Po drugie, rozporządzenie zajmuje się mediami publicznymi. Mają być one niezależne, a więc odpowiednio i w stabilny sposób finansowane. Ich władze mają być mianowane w sposób przejrzysty, otwarty i niedyskryminujący. A dostarczane informacje powinny być bezstronne.

Państwo może wpływać na media nie tylko przez zastraszanie dziennikarzy, ale też politykę umieszczania ogłoszeń i reklam. Są one istotnym źródłem przychodów i dlatego rozporządzenie ustanawia wymogi dotyczące przejrzystego i niedyskryminującego przydziału reklamy. Odnosi się także do przejrzystości i obiektywności systemów pomiaru oglądalności, które mają wpływ na ceny reklam, w szczególności w internecie.

Wątpliwości wydawców

Problemem jest koncentracja mediów. Rozporządzenie wprowadza tzw. test pluralizmu mediów, który zobowiąże państwa członkowskie do oceniania fuzji i przejęć na rynku medialnym właśnie pod tym kątem: jaki mają one wpływ na pluralizm mediów i niezależność redakcyjną. Mowa jest też o przejrzystości właścicielskiej. Często faktyczni właściciele kryją się za różnego rodzaju funkcjami i odbiorca nie wie, czy nie dochodzi np. do konfliktu interesów.

Pilnowaniem porządku na rynku medialnym ma zajmować się nie sama KE, ale nowo powołana Europejska Rada ds. Usług Medialnych, złożona z przedstawicieli krajowych organów ds. mediów. Będzie wydawać wytyczne dotyczące stosowania rozporządzenia i opinie na temat proponowanych krajowych przepisów. Ma także koordynować działalność krajowych organów regulacyjnych wobec mediów z państw trzecich, co może być bardzo przydatne w walce z propagandą, np. z Rosji.

– Europejskie prawo o wolności mediów zapewnia wspólne zabezpieczenia na poziomie UE, aby zagwarantować wielość głosów oraz to, że nasze media mogą działać bez zakłóceń, zarówno prywatnych, jak i publicznych. Nowy europejski organ nadzoru będzie promował i monitorował skuteczne stosowanie tych nowych zasad wolności mediów i koncentracji mediów wizualnych – powiedział komisarz Thierry Breton.

O ocenę projektu KE spytaliśmy Polska Izbę Wydawców Prasy. – Plusem tej propozycji jest chęć zagwarantowania przestrzegania wolności mediów, ochrony wolności słowa. W wielu krajach obserwujemy bowiem rozmaite mechanizmy naruszania tej wolności, i to zarówno ze strony władz krajowych, jak i przedsiębiorstw, instytucji – powiedział Marek Frąckowiak, prezes Izby Wydawców Prasy.

Ma one jednak wątpliwości, czy samo rozporządzenie poprawi sytuację. – Obawiamy się, że nacisk poprzez odgórne dekretacje może obrócić się niekorzystnie wobec samych wydawców. Należy budować podstawy wolności prasy poprzez mechanizmy ekonomicznego wzmacniania wydawców. Niestety, niektóre unijne akty, takie jak DSA i DMA, z naszego punktu widzenia są problematyczne – dodaje szef izby.

– Obawiamy się też stworzenia pewnych pretekstów do urzędowego regulowania, które mogą być wykorzystywane w krajach członkowskich przez władzę, aby wprowadzać własne, krajowe regulacje, nie zawsze zgodne z interesem wydawców. Niepokoi nas także zbyt daleko idąca ingerencja w prawo wydawcy jeżeli chodzi o określanie linii programowej pisma. Oczywiście konieczna jest obrona działalności redaktorów, ale to jednak wydawca określa linię programową. Nie powinien on ingerować w prace redaktora naczelnego, dopóki ten nie narusza granic określonych w linii programowej. Natomiast ten projekt praktycznie pozbawia wydawcę możliwości ingerencji, w to za co on przecież, odpowiada, także materialnie – mówi Frąckowiak.