Policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej oraz Służby Ochrony Państwa, jeśli przyjdą na służbę nietrzeźwi albo po środkach odurzających, a ich szef co do tego poweźmie podejrzenia, muszą liczyć się z tym, że zostaną przebadani na obecność tych substancji. MSWiA przygotowało projekty rozporządzeń, które szczegółowo określają jednolite zasady takich badań w przypadku ludzi ze służb.

– W każdej grupie zawodowej zdarzają się osoby, które nie przestrzegają przepisów, sięgają chociażby po alkohol i nietrzeźwe przychodzą do pracy. Nawet jeśli te nowe zasady zawarte w rozporządzeniach miałyby dotyczyć kilku osób, będą przestrogą dla innych – mówi nam poseł Wiesław Szczepański, szef sejmowej Komisji administracji I Spraw Wewnętrznych.

Czytaj więcej

Kolejne wątpliwości wokół wybuchu granatnika w KGP. Złamano procedury?

Rozporządzenia (projekty) wprowadzają zapisy na wzór tych w kodeksie pracy, zgodnie z którymi przełożony ma prawo nie dopuścić pracownika w razie uzasadnionego podejrzenia, że stawił się on w stanie np. po alkoholu czy narkotykach (dotąd w służbach regulowały to wewnętrzne przepisy).

„Wydanie rozporządzenia jest podyktowane koniecznością doprecyzowania sposobu, warunków i metod czynności podejmowanych przez uprawnione osoby, w sytuacji poddania funkcjonariusza badaniom na zawartość w organizmie alkoholu albo obecność środka działającego podobnie do alkoholu” – wskazuje uzasadnienie.

Badania będą podobne jak np. u kierowców – czyli za pomocą alkomatów, narkotesterów i badań krwi. Projekty opisują metody np. z wydychanego powietrza, krwi, śliny, moczu i potu i służące temu urządzenia. Wyliczają też środki odurzające, w tym takie jak opioidy, amfetamina, kokaina. Z badania będzie sporządzany szczegółowy protokół.

– Technicznie dla nas się nic nie zmieni, oprócz tego, że kwestie badań będzie precyzowało rozporządzenie – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Czytaj więcej

Granatnik, podnośnik, nastolatki w radiowozie. Serie wpadek pogrążają policję

Media co jakiś czas obiegają informacje o funkcjonariuszach, którzy z promilami prowadzili samochód, lub dopuszczali się innych wybryków.

Ostatnio głośno było o wicekomendancie policji z Włodawy, który po imprezie z kolegami, miał demolować drzwi restauracji na rynku w Zamościu i awanturować się w hotelu (zwolniono go w trybie natychmiastowym). „Bohaterem” mediów stał się też funkcjonariusz SOP, który mając blisko 2,5 promila spowodował stłuczkę w Warszawie. Tragicznie zakończyła się jazda policjanta ze stolicy, który latem ub.r. kabrioletem (koło Kobyłki na Mazowszu) pijany uderzył w słup – zginęły dwie osoby, siedzące z tyłu (dostał zarzuty).

Wszyscy jednak – mieli pić po służbie. Informacje o łapanych z promilami w pracy, praktycznie nie przedostają się do opinii publicznej.

– Są to sporadyczne przypadki, jest ich najwyżej kilkanaście w skali roku, przy 100-tysięcznej formacji – wskazuje insp. Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

– Nie było przypadków, by w pracy jakiś funkcjonariusz stawił się nietrzeźwy – zapewnia także płk Bogusław Piórkowski, rzecznik Służby Ochrony Państwa, podkreślając, że niedawną kolizję w Warszawie spowodował funkcjonariusz, który nie był na służbie.

Jednak w 2019 r. media (ujawnił to „SE”) obiegła wzmianka, że zastępca dowódcy zmiany z SOP, który odpowiadał za bezpieczeństwo zewnętrzne obiektu – KPRM, stawił się w pracy pod wpływem alkoholu – miało chodzić o 0,6 promila. Przebadał go partol policji.

Sami funkcjonariusze przyznają, że w obecnych czasach, inaczej niż w przeszłości, za picie na służbie można „wylecieć, i to z wilczym biletem”. – Jednak trzeba być mocno wstawionym, żeby szef zauważył i kazał kogoś zbadać alkotestem – słyszymy.

Co grozi przyłapanemu na służbie z promilami? – Odpowiedzialność dyscyplinarna, a katalog kar jest szeroki – od upomnienia, nagany, po możliwość wydalenia ze służby – mówi Mariusz Ciarka.

Ale jeżeli np. się okaże, że funkcjonariusz przyjechał do pracy samochodem, to może mieć i z tym problem – wtedy grożą mu zarzuty karne za kierowanie w stanie nietrzeźwości.