– Trzon reprezentacji stanowią doświadczeni zawodnicy, ale nie ma w niej takich liderów, jakimi przed laty byli Otylia Jędrzejczak lub Paweł Korzeniowski. Każdy medal będzie olbrzymim sukcesem – mówił przed mistrzostwami prezes Polskiego Związku Pływackiego (PZP) Paweł Słomiński.

Reprezentacja na Gwangju liczy 22 osoby. Indywidualne minima wywalczyło mniej sportowców, ale władze PZP dały szanse większej liczbie zawodników, głównie z myślą o występach w olimpijskich sztafetach – 12 drużyn najwyżej sklasyfikowanych w mistrzostwach świata zdobywa prawo startu w Tokio.

Siła polskich sztafet nie wystarczy na walkę o podium, ale skoro celem jest awans na igrzyska, to można mówić, że zaczęło się dobrze – pierwszego dnia start w Tokio zapewniły sobie obie sztafety 4x100 m st. dowolnym. Większe nadzieje można wiązać ze startami indywidualnymi, ale uczciwa ocena też każe napisać: zaledwie kilkoro naszych reprezentantów może myśleć o finale.

Piątka z dawnych lat

W minionej dekadzie Polacy wywalczyli w mistrzostwach świata dziewięć medali, na podium stawała piątka, najbardziej znany – Paweł Korzeniowski – zakończył karierę. Pozostała czwórka jest w Korei.

Dwukrotny wicemistrz świata na 200 m st. grzbietowym Radosław Kawęcki spróbuje udowodnić, że wciąż jest mocny, choć rekord życiowy w koronnej konkurencji ustanowił dawno, w 2013 roku. Podczas igrzysk w Rio (17. miejsce), jak i w poprzednich MŚ (18.) zbyt nonszalancko potraktował start w eliminacjach, oszczędzanie sił na dalsze fazy rywalizacji zakończyło się brakiem awansu do półfinału.

Konrad Czerniak ma już 30 lat, najlepszy wynik na 100 m st. motylkowym uzyskał w 2011 roku. Przez lata był jednym z najlepszych w tej specjalności, lecz w Gwangju już nie zdołał zakwalifikować się do finału – czas 23,36 s wystarczył tylko na 12. miejsce.

Niespodziewany brązowy medalista z 2015 roku na 200 metrów st. motylkowym Jan Świtkowski przez wielu został okrzyknięty następcą Korzeniowskiego. Cztery kolejne lata spędził na Florydzie, jednak treningi pod okiem znakomitego fachowca Gregga Troya nie przyniosły spodziewanych rezultatów.

Polak mógł chwalić się medalami akademickich mistrzostw USA, ale w najpoważniejszych zawodach nie nawiązał do sukcesu z Kazania. Teraz trenuje pod okiem ojca, zapewne aż do igrzysk w Tokio. W tym sezonie Świtkowski wielkich wyników nie miał.

Prezes PZP mówi, że zagadką jest też forma Wojciecha Wojdaka. Dwa lata temu w Budapeszcie zdobył srebro na 800 m st. dowolnym (był to jedyny polski medal tej imprezy). Młody pływak miał potem długą przerwę spowodowaną kontuzją, ożenił się i przeniósł do Warszawy, tu zaczął nowy program treningowy pod okiem Pawła Słomińskiego. W niedzielę odpadł w eliminacjach 400 m kraulem (miał 14. wynik eliminacji).

Młodzi przed szansą

Nie wiadomo, na co stać rekordzistę Polski na 50 metrów st. dowolnym Pawła Juraszka. Przed dwoma laty zajął w MŚ piąte miejsce, do medalu zabrakło mu 0,04 sekundy. Współpracuje z Bartoszem Kizierowskim, miewał w tym roku udane starty, ale mało brakowało, by do Gwangju nie poleciał. Kilka tygodni temu został zawieszony za wpadkę dopingową. Błyskawiczne odwołanie dało efekt – komisja uznała, że nieznacznie podwyższony poziom pseudoefedryny to efekt zażycia popularnego leku na katar.

Spora grupa w reprezentacji Polski to osoby urodzone w roku 2000 i później. Debiutują w wielkiej imprezie, ich celem są rekordy życiowe. Przy odrobinie szczęścia może to oznaczać awans do półfinału. Bardziej doświadczeni: Katarzyna Wasick (kiedyś Wilk), Alicja Tchórz i Kacper Majchrzak – wszyscy z rocznika 1992 – mają większe ambicje.

Wasick poprawiła w tym roku rekordy Polski w kraulowych sprintach. Tchórz jest w europejskiej czołówce sprintu w stylu grzbietowym. Majchrzak pnie się w górę klasyfikacji specjalistów na 200 m kraulem – w Rio był 10., rok później w MŚ – 9. (do finału zabrakło mu 0,12 s). Dla tej trójki awans do wyścigów półfinałowych wydaje się obowiązkiem.

Próba sił

Mistrzostwa w Korei to główna próba sił przed najbliższymi igrzyskami. Klasyfikację drużynową zdominują zapewne Amerykanie. Największymi gwiazdami ekipy USA są dziś Caeleb Dressel i Katie Ledecky.

On dwa lata temu zaliczył debiut-marzenie, zdobył siedem złotych krążków. Ona ma 22 lata i na razie 14 tytułów mistrzyni świata. W Gwangju była już pierwszego dnia blisko 15., ale przegrała w niedzielę finał 400 m st. dowolnym z robiącą fenomenalne postępy nastoletnią Australijką Ariarne Titmus.

Australijczycy to jak zawsze silna konkurencja dla Amerykanów, główne role powinna w tej ekipie odgrywać wielokrotna medalistka IO i MŚ Cate Campbell oraz mistrz olimpijski Kyle Chalmers, który po operacji serca znów jest we wspaniałej formie.

Są i inni: Brazylijczycy, Kanadyjki, Chad le Clos z RPA (przyznał jednak ostatnio, że trapi go przepuklina pachwinowa), sława z Chin, kontrowersyjny Sun Yang, zgłoszony na 400, 200 i 800 m st. dowolnym. Japończycy też powinni być mocni, choć w ich kadrze nie ma wielkiego talentu – Rikako Ikee. Mistrzyni świata juniorek toczy dużo ważniejszą walkę – na początku roku zdiagnozowano u niej białaczkę. Zostają dwukrotny mistrz na 400 m st. zmiennym Daiya Seto i rekordzista świata na 200 m st. klasycznym Ippei Watanabe.

Statystyki podpowiadają, że o olimpijskie medale w Tokio w większości będą rywalizować ci sami pływacy co w Gwangju.

pierwszy WEekend mistrzostw Świata

W półfinale wyścigu na 50 m st. klasycznym Brytyjczyk Adam Peaty uzyskał 56,88 s, poprawił o 0,26 s własny wynik sprzed roku i ustanowił rekord świata. Poprawiano też trzy razy rekordy MŚ – Caeleb Dressel na 50 m motylkiem miał w półfinale 22,57 s (stary rekord – 22,67 Milorada Cavicia liczył dekadę), kolejne poprawiły w finałach mistrzowskie sztafety 4x100 m kraulem, Amerykanie (Dressel, Blake Pieroni, Zach Apple i Nathan Adrian – 3.09,06) i Australijki (Cate Campbell, Brianna Throsell, Emma McKeon, Bronte Campbell – 3.30,21).

Polskie sztafety kraulowe wykonały plan minimum, panie (Katarzyna Wasick, Alicja Tchórz, Dominika Kossakowska i Aleksandra Polańska) i panowie (Kacper Majchrzak, Przemysław Garysiak, Jan Hołub i Jakub Kraska) zajęli 12. miejsca, co oznaczało kwalifikację olimpijską.

Finał 400 m kraulem wygrał Sun Yang (Chiny), który mimo dopuszczenia do startu przez FINA uważany jest przez wielu za dopingowego oszusta. Drugi na mecie Australijczyk Mack Horton podczas grania chińskiego hymnu zszedł z podium. —k.r.