Dziewczynka, której wielkie oczy i wykrzywione w dół usta są niemym wyrazem bólu i nieszczęścia. W niewielkiej odległości za nią okazały pomnik – mauzoleum ofiar wielkiego głodu z lat trzydziestych. To tam wędrują wszystkie oficjalne delegacje, tam składają kwiaty i wieńce, wielcy i mali tego świata wygłaszają mowy. Ale wszyscy, chcąc czy nie, muszą przejść obok dziewczynki.
Nie sposób nie spojrzeć jej w twarz. Nie sposób nie poczuć wstydu, czy jest się Rosjaninem, Polakiem, czy kimś zupełnie jeszcze innym. To wstyd za nas samych, za ludzkość, która potrafi być tak zaprzysięgłym wrogiem zwykłego człowieczeństwa.