To pierwsze to oskarżenie Jerzego Urbana tylko trochę przerysowane przez żartownisiów z „Solidarności” – chodziło o sankcje nałożone na Polską rządzoną przez generałów. Jako kowboja przedstawiali go propagandziści stanu wojennego. Za jego „kowbojstwo” jestem mu wdzięczny do dziś.
Debatę, jaka wybuchła jakiś czas temu, czy Reagan jest godzien ulicy albo placu w Warszawie, uważam za żenującą. Budząca tysiące zastrzeżeń recepta na komunizm republikańskiego prezydenta – wyścig zbrojeń i zero tolerancji – okazała się skuteczna. Reagan przełamał rutynę myślenia i małą wiarę bynajmniej nie tylko amerykańskich liberałów i europejskich lewicowców – przecież detente z obozem komunistycznym była po części dziełem ludzi z jego obozu, by przypomnieć prezydenta Forda i Henry'ego Kissingera. Sięgnął do najbardziej elementarnych skojarzeń i najprostszych metod. Wygrał dzięki nim wolność dla nas wszystkich.