Obowiązek wprowadzenia jednej tygodniowo „godziny dostępności” – wdrożony na mocy reformy przeprowadzonej przez byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka – zostanie zniesiony na fali przetaczającej się przez kolejne obszary działalności państwa deregulacji. Zgodnie z dotychczasowymi zasadami, nauczyciel musiał dyżurować w szkole w określonym dniu i czasie, w oczekiwaniu na ewentualną wizytę ucznia lub rodzica. We wtorek rząd przyjął projekt nowelizacji Karty Nauczyciela, która ten obowiązek zniesie od 1 września bieżącego roku. 

„Godziny czarnkowe” znikną z harmonogramu nauczycieli. Dyrektorka szkoły: to sztuczny twór, nie rozumieliśmy, po co zostały wprowadzone

Część samych zainteresowanych negatywnie oceniała „godziny czarnkowe”, postrzegając je jako odgórne regulacje i podkreślając, że w razie potrzeby od pedagogów i tak wymagana jest ogromna elastyczność i dostępność, której nie da się uchwycić w określonych ramach.

- Od początku nie rozumieliśmy, po co w ogóle zostały one wprowadzone. Niezbędnym warunkiem dobrego kontaktu nauczycieli z rodzicami była zawsze duża elastyczność obu stron, więc odgórne narzucanie jego formy mijało się z celem – komentowała na łamach „Rzeczpospolitej” Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.

Godziny do „wysiadywania” ekspertka określała mianem „sztucznego tworu” i zwracała uwagę, że w życiu szkoły zdarzają się zarówno okresy, kiedy rodzice nie potrzebują częstego kontaktu z nauczycielami, jak i takie, kiedy jego aktywność jest niezbędna, np. wtedy, kiedy dochodzi do cyberprzemocy. A wtedy już nad problemem nie da się pracować podczas jednej godziny.

Czytaj więcej

Koniec "godzin czarnkowych". Czy znikną też inne troski nauczycieli?

Jakie są największe problemy polskiej szkoły? 

Mimo że dla niektórych uciążliwa, według części ekspertów „godzina dostępności” nie jest najbardziej palącym problemem polskiej szkoły. Ta czeka na znacznie szerzej zakrojone zmiany w Karcie Nauczyciela, które mają przede wszystkim uregulować kwestie nadgodzin (czyli godzin przydzielonych, ale niezrealizowanych). W ich sprawie wypowiedział się już Sąd Najwyższy. 

Etap legislacyjny: trafi do Sejmu