Krótko przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego, na tych łamach ukazał się mój dosyć pesymistyczny tekst, pokazujący ryzyka związane z destrukcją systemu polskiego prawa – „System polskiego prawa został zrujnowany. I co teraz?”. Duży odzew wobec tego artykułu, zarówno w mediach społecznościowych, jak i w wiadomościach prywatnych od prawników różnych profesji, nakazuje mi myśli tam zawarte rozwinąć. Zwłaszcza, że już znamy pierwsze posunięcia Ministra Sprawiedliwości oraz treść expose nowego Prezydenta.
Czytaj więcej
Na krótko przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego trzeba postawić sobie pytanie, czy system polskiego prawa jeszcze istnieje, a jeżeli nie – to ja...
Wiedza ta pozwala nam przyjąć, że żaden z nich – stosując żargon piłkarski – „nie odstawi nogi”. Jakie więc są scenariusze dalszego rozwoju sytuacji?
Eliminacja tzw. neosędziów przez rząd
Pierwszy, po stronie MS zakłada jakąś formę eliminacji tzw. neo-KRS i neosędziów oraz rozprawę z prokuratorami, uznawanymi za powiązanych z poprzednią ekipą rządzącą. Jak ta forma eliminacji może wyglądać? Może przyjąć formę siłowego zajęcia siedziby KRS i następnie wyboru nowego jej składu, np. na podstawie wcześniej uchylonych (w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości) przepisów. Nie pytajcie mnie Państwo o podstawę prawną – ona w tej chwili nie ma już żadnego znaczenia, a na pewno znajdzie się ktoś, kto podpisze się pod opinią prawną, że jest to możliwe. Eliminacja z orzekania neosędziów jest przy eliminacji neo-KRS banalnie prosta. Wystarczy wyeliminować ich z orzekania chociażby poprzez wykluczenie ich z losowego przydziału spraw. Dodatkowo można zaprzestać wypłaty ich wynagrodzeń. Oczywiście, ponownie podkreślę, abstrahuję tutaj od podstaw prawnych takich działań, bo nie mają one już dzisiaj żadnego znaczenia. Przy tym wszystkim zmiany w prokuraturze, to już kolokwialnie betka.
Czytaj więcej
Zawieszenie prezesów sądów, odwołania z delegacji, wycofanie projektu ustawy o neosędzach z Komisji Weneckiej, podwyżki stypendium dla słuchaczy KS...
Możliwości prezydenta Karola Nawrockiego
Prezydent ma w tym przypadku jeszcze szerszy wachlarz możliwości. On po prostu odmówi powołania jakiegokolwiek sędziego, odmówi przyjęcia ślubowania od nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego (jeżeli Sejm zdecyduje się ostatecznie dokonać ich wyboru) oraz odmówi podpisania jakichkolwiek ustaw, które zmierzałyby do przełamania pata lub – co skuteczniejsze – będzie je przed podpisaniem kierował do Trybunału Konstytucyjnego celem prewencyjnej kontroli konstytucyjności. Ten ostatni zaś będzie trzymał te akty „w zamrażarce”. Część takich działań Prezydenta będzie miała podstawy prawne, część być może nie, ale to nie jest najważniejsze. Na pewno znajdzie się ktoś, kto podpisze się pod opinią prawną, że wszystkie te działania są możliwe.
Ku ustrojowi autorytarnemu
Jeżeli ta sytuacja nie zostanie rozwiązana do roku 2027, wszystko będzie zależało od wyniku wyborów parlamentarnych. Jeżeli wygra je obecna koalicja lub powstanie potrzeba utworzenia koalicji z udziałem Konfederacji, być może wymusi to potrzebę kompromisu. Bo chaos, który wówczas nastąpi, osiągnie taki stopień, że przestraszy samych polityków. Być może jednak gnicie wymiaru sprawiedliwości i całego Państwa będzie trwało jeszcze do 2030 r.
Czytaj więcej
Po 10 latach prezydentury Andrzeja Dudy wymiar sprawiedliwości znajduje się w stanie krytycznym. Nie dość, że prezydentowi nie udało się doprowadzi...
Jeżeli jednak wybory wygra Prawo i Sprawiedliwość, to wówczas będzie ono miało wszystkie narzędzia do definitywnego podporządkowania sobie trzeciej władzy i mediów. Jednocześnie prawdopodobnie opór społeczny będzie słabszy niż poprzednio. Z jednej strony z powodu zmęczenia społeczeństwa, z drugiej zaś – z tego powodu, że niektóre działania obecnego rządu (np. siłowe wejście do mediów publicznych lub pozbawienie PiS finansowania) utrudnią przyszłej opozycji kwestionowanie przyszłych analogicznych działań ich następców.
W konsekwencji obecny rząd stanie przed wyborem, albo siłowego zablokowania przejęcia władzy (czyli prawdziwego zamachu stanu), albo oddania jej, godząc się z ryzykiem jedynowładztwa i zemsty, a w konsekwencji również zmiany ustroju na mniej lub bardziej autorytarny.
Potrzebny kompromis
Wracając więc do wcześniej opublikowanego tekstu, warto wspomnieć, że wywołał on trzy rodzaje reakcji komentatorów. Część wzywała do kompromisu, widząc realne możliwości jego osiągnięcia. Inni chcieli kompromisu, jednak nie widzieli na to realnych szans. W końcu trzecia żądała ukarania winnych naruszeń prawa i nie chciała słyszeć o żadnym kompromisie. Co ciekawe, tę trzecią opinię wyrażali najbardziej zapalczywi zwolennicy obu głównych sił politycznych. Wyrażali ją też z nadzwyczajną żarliwością, a niekiedy również przy użyciu słów nienadających się do zacytowania.
Czytaj więcej
Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku negatywnie zaopiniowało pomysł odwołania dwóch tamtejszych sędziów funkcyjnych. Czy ewentualne zignorowanie tej...
Jak wskazałem jednak wcześniej, brak kompromisu (w przypadku samodzielnej wygranej PiS w wyborach w 2027 r.) grozi ostatecznym zerwaniem z ustrojem demokratycznym i trójpodziałem władzy. Co więcej, jest to ryzyko, które powinny uwzględniać obie strony tego sporu, gdyż nigdy nie wiemy, która z nich skorzysta z nadarzającej się sposobności.
Wszyscy, którym leży dzisiaj więc na sercu dobro Państwa i wola przywrócenia funkcjonowania systemu prawa w Polsce, stają więc przed filozoficznym wyborem, czy ważniejsza jest sprawiedliwość rozumiana jako wymierzenie kary za dokonane naruszenia prawa, czy cel, którym jest przywrócenie prawidłowego funkcjonowania Państwa.
Czytaj więcej
Krajowa Rada Sądownictwa apeluje do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka o zaprzestanie „sprzecznych z prawem” działań, a do Państwowej Komisji...
Oczywiście pozostawienie naruszenia prawa bez sankcji stanowi pokusę dla kolejnej osoby, która chce dopuścić się bezprawia. Jednocześnie jednak wymierzenie kary wszystkim, którzy bezprawia się dopuścili, oznacza, iż nie możemy wyjść z zaklętego kręgu, zmierzającego ku katastrofie. Nie jest ono bowiem już w tej chwili możliwe bez zerwania z pozorami legalności działań.
Znaleźliśmy się więc w punkcie podobnym do tego, w którym – zachowując skalę – Polska była w 1989 roku, bo od strony logiki i filozofii prawa dylematy ówczesne i dzisiejsze są podobne. W pewnym stopniu sytuacja dzisiaj jest nawet trudniejsza, ponieważ obie zantagonizowane strony są przekonane o tym, że to ta druga jest wyłącznie winna. Wówczas nastroje społeczne nie były tak zbilansowane.
Skoro więc cały dylemat sprowadza się do tego, czy ważniejsze jest wymierzenie kary za dokonane bezprawie, czy osiągnięcie celu w postaci przywrócenia funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i uratowania demokracji w Polsce, to jesteśmy gdzieś pomiędzy machiawelistycznym „cel uświęca środki”, a mickiewiczowskim „Mierz siłę na zamiary, Nie zamiar podług sił!”.
Autor jest doktorem nauk prawnych, adwokatem, redaktorem naczelnym „Palestry. Pisma Adwokatury Polskiej”, członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej