Reklama

Bunikowski, Dobrzeniecki: Związki jednopłciowe a konstytucja. Co po wyroku TSUE?

Gdyby rządzący w Polsce chcieli wprowadzić instytucję małżeństwa jednopłciowego, musieliby zmienić kodeks rodzinny i opiekuńczy albo wprowadzić ustawę szczególną. Wydaje się jednak, że nawet to byłoby za mało na gruncie konstytucji.

Publikacja: 06.01.2026 18:58

Bunikowski, Dobrzeniecki: Związki jednopłciowe a konstytucja. Co po wyroku TSUE?

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 25 listopada 2025 r. (sygn. akt C-713/23) wzbudził duże zainteresowanie nie tylko prawników. Nakazuje on Polsce uznanie małżeństwa jednopłciowego zawartego przez dwóch Polaków w Niemczech. Powstaje pytanie o znaczenie tego judykatu dla przyszłości krajowego porządku prawnego, w szczególności dla prawa rodzinnego, oraz o skalę jego oddziaływania. Czy czeka nas rewolucja, a małżeństwa jednopłciowe staną się niebawem w naszym kraju faktem? Co na ten temat mówi ustawa zasadnicza?

Czytaj więcej

Polska musi uznać małżeństwo jednopłciowe zawarte w UE. Wyrok TSUE

W mediach szeroko prezentowana jest propozycja odczytania konstytucji, którą można określić mianem progresywnej. Jej zwolennicy twierdzą, że najwyższe prawo RP nie formułuje zakazu instytucjonalizacji małżeństwa jednopłciowego, a tym bardziej uznania takiego małżeństwa zawartego w innym państwie unijnym na podstawie transkrypcji zagranicznego aktu stanu cywilnego (wpisu do rejestru).

W sporze o podłożu światopoglądowym i etycznym (za lub przeciw małżeństwom jednopłciowym) najlepszym sposobem odczytania autentycznej normy konstytucyjnej jest odwołanie się do powszechnie uznawanych reguł wykładni. Na tej podstawie uważamy, że obecnie w Polsce małżeństwa jednopłciowe zawarte w innym państwie Unii nie wywołują skutków materialnoprawnych, w szczególności w obrębie prawa rodzinnego.

Klasyczne małżeństwo jako fundamentalna wartość konstytucyjna

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 25 listopada 2025 r. orzekł, iż państwo polskie, mimo że nie dopuszcza zawierania małżeństw jednopłciowych, nie może zakazywać ich uznania, gdy zostały one legalnie zawarte przez dwóch jego obywateli w trakcie pobytu w innym kraju członkowskim. Od strony praktycznej uznanie takie powinno – zdaniem TSUE – przyjąć formę transkrypcji, czyli wpisania aktu małżeństwa zawartego za granicą do rejestru stanu cywilnego prowadzonego w Polsce. Dążeniem skarżących było bowiem doprowadzenie do efektywnego egzekwowania w RP konsekwencji związanych z takim stanem, np. uprawnienia do objęcia publicznym ubezpieczeniem zdrowotnym czy aktualizacji zmienionego nazwiska w księdze wieczystej. Część polskich organów administracyjnych odmawiała przyjmowania aktu małżeństwa osób tej samej płci jako podstawy wydawania decyzji, powołując się na prawo krajowe. Trybunał uznał, że transkrypcja aktu małżeństwa do rejestru stanu cywilnego stanowi jedyny przewidziany w prawie polskim środek pozwalający na to, aby małżeństwo zawarte w państwie członkowskim innym niż Polska zostało faktycznie uznane przez krajowe organy administracyjne.

Reklama
Reklama

Przedmiotem rozstrzygnięcia TSUE są kwestie objęte zakresem unijnych regulacji, takie jak korzystanie ze swobody przemieszczania się i pobytu w kontekście prawa do prowadzenia życia rodzinnego oraz zakaz dyskryminacji w odniesieniu do sposobu uznawania małżeństw zawieranych przez obywateli Unii Europejskiej za granicą. Prawo unijne nigdy nie obejmowało jednak samej instytucji małżeństwa. Trybunał, wyrokując, starał się zatem pogodzić dwie kwestie.

Czytaj więcej

Małżeństwa jednopłciowe będą uznawane w Polsce? Adwokaci: wyrok TSUE to kamień milowy

Pierwszą z nich jest zrekonstruowana przez TSUE norma traktatowa, wedle której państwo członkowskie musi uznać małżeństwo obywateli Unii tej samej płci, zawarte w innym państwie członkowskim w trakcie korzystania ze swobody przemieszczania się i pobytu, a po ich powrocie –obowiązek umożliwienia im życia rodzinnego, w tym korzystania ze stanu małżeńskiego. To jednak nie wszystko. Drugą normą, a właściwie kompleksem norm jest instytucja małżeństwa zdefiniowana w prawie krajowym, należąca do kompetencji państwa członkowskiego.

Proponowany w wyroku kompromis sprowadza się do nałożenia na RP obowiązku uznania małżeństw jednopłciowych, zawartych w przyjmującym państwie członkowskim zgodnie z prawem tego kraju, ale wyłącznie do celów wykonywania uprawień, które obywatele ci wywodzą z regulacji unijnych. W zamyśle więc „obowiązek uznania nie narusza tożsamości narodowej ani nie zagraża porządkowi publicznemu kraju pochodzenia”.

Wskazanie TSUE jest złożone, a jego realizacja wymaga kompleksowego i starannego uregulowania ustawowego. Tak zwana szybka ścieżka, proponowana przez niektóre środowiska, sprowadzająca się do zmiany przepisów wykonawczych, prowadzić będzie do skutku zbliżonego do niekontrolowanej instytucjonalizacji małżeństwa jednopłciowego. W ten sposób technicznoprawna czynność rejestracji zagranicznego aktu stanu cywilnego stanowiłaby mechanizm otwierający drogę do ich powszechnego uznania przez polskie organy administracyjne. Państwo musiałoby traktować osoby zawierające za granicą małżeństwo jednopłciowe praktycznie na równi z osobami pozostającymi w klasycznych związkach małżeńskich w niemal każdej sferze życia.

Czy transkrypcja jest równoznaczna z uznaniem stosunku prawnego stwierdzonego w zagranicznym dokumencie?

Należy mieć również na względzie, że konsekwencją transkrypcji jest sporządzenie polskiego aktu stanu cywilnego odpowiadającego treścią temu transkrybowanemu. Czynność ta nie jest więc równoznaczna z uznaniem stosunku prawnego stwierdzonego w zagranicznym dokumencie. Automatyczne wpisywanie wszystkich obcych aktów małżeństwa do rejestru może zatem jedynie pogłębić stan niepewności prawnej, związany z funkcjonowaniem w obrocie oficjalnych pism, których skutki prawne są nieakceptowalne w świetle obowiązujących norm polskiego prawa rodzinnego i konstytucyjnego.

Reklama
Reklama

W naszej ocenie tak istotna zmiana w stanie prawnym, czy nawet w praktyce stosowania przepisów nie może nastąpić bez odniesienia się do uregulowań konstytucji. Małżeństwo znajduje się bowiem pod szczególną ochroną i opieką państwa. Formalne funkcjonowanie związków jednopłciowych w obrocie nie może nastąpić wyłącznie na skutek modyfikacji proceduralnych przepisów niskiego rzędu, odnoszących się do prowadzenia rejestru aktów stanu cywilnego, bez dogłębnej analizy statusu i dopuszczalności takiej instytucji na gruncie ustawy zasadniczej.

Formalne funkcjonowanie związków jednopłciowych w obrocie nie może nastąpić wyłącznie na skutek modyfikacji proceduralnych przepisów niskiego rzędu, odnoszących się do prowadzenia rejestru aktów stanu cywilnego

O znaczeniu instytucji małżeństwa w tradycyjnym (klasycznym) rozumieniu świadczy nie tylko sam fakt uczynienia jej materią konstytucyjną, lecz także miejsce wyrażenia kluczowej normy, która ją definiuje. Ustawa zasadnicza (DzU z 1997 r. nr 78, poz. 483, ze zm.) w art. 18 stanowi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Przepis ten zawiera legalną, konstytucyjną definicję. Przykładów podobnych określeń kontekstowych w prawie jest bardzo wiele i nie budzą one wątpliwości w doktrynie.

Czytaj więcej

Rząd przyjął projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku. Co zawiera?

Konstytucja stanowi jednoznacznie, że małżeństwo jest „związkiem kobiety i mężczyzny”. Wykładnia językowa tego przepisu nie pozostawia wątpliwości. Ranga art. 18 jest szczególna, gdyż znajduje się on w rozdziale I konstytucji, zatytułowanym „Rzeczpospolita”, zawierającym najważniejsze zasady ustroju i centralne idee polskiego porządku prawnego.

Istotnego argumentu za wyłącznością klasycznego ujęcia małżeństwa na gruncie tego aktu dostarcza również wykładnia genetyczna (historyczna). Dysponujemy obszernym materiałem z przebiegu prac nad konstytucją z 1997 r., obejmującym wypowiedzi ekspertów, członków komisji oraz dokumentację prac nad poprawkami do pierwotnego tekstu. W początkowej fazie dyskusji „małżeństwo” postrzegano jako pojęcie zastane, oczywiście oznaczające związek kobiety i mężczyzny. Na dalszych etapach prac odezwałysię głosy, iż dwupłciowy charakter tej instytucji powinien zostać wyraźnie zwerbalizowany w celu zapobieżenia próbom jej redefinicji w przyszłości. Znalazło to ostatecznie wyraz w treści art. 18. Nie sposób zatem twierdzić, że intencją ustrojodawcy było uczynienie z małżeństwa pojęcia otwartego, skoro jego udokumentowane działania zmierzały w kierunku przeciwnym.

Reklama
Reklama

Niemożność zawarcia albo uznania formalnego związku jednopłciowego w Polsce wynika także z reguły wnioskowania prawniczego zwanej argumentum a contrario („z przeciwieństwa”). Stanowi ona, że jeżeli norma prawna N1 wiąże określone skutki wyłącznie ze stanem rzeczy F1, to nie wiąże ich z innymi sytuacjami (F2, F3 itd.), nawet jeśli są one podobne do F1. Skoro więc zgodnie z art. 18 konstytucji „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny (…) znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, oznacza to, że każdy inny związek nie korzysta z tej ochrony i opieki. Może to dotyczyć np. konkubinatu, małżeństwa poligamicznego czy jednopłciowego oraz trójkąta małżeńskiego. Przyjęcie odmiennego stanowiska prowadziłoby do absurdu, w którym taki inny związek miałby charakter wyłącznie „symboliczny”: nie byłby uznawany ani chroniony przez państwo. Rodzi to pytanie o sens jego instytucjonalizacji.

Warto podkreślić, że termin „ochrona” użyty w art. 18 dotyczy uznania i ważności instytucji małżeństwa tradycyjnego (klasycznego) przez Rzeczpospolitą Polską. Oznacza bowiem, że dana instytucja jest respektowana w Polsce i podlega osłonie prawnej. Termin „opieka” z kolei odnosi się do pomocy udzielanej przez państwo małżeństwu, rodzinie, macierzyństwu i rodzicielstwu. Chodzi tu m.in. o świadczenia rodzinne na dzieci, zasiłki macierzyńskie czy ulgi podatkowe.

Pomijając związki zakazane przez polskie prawo karne, takie jak związki poligamiczne czy pedofilskie, można postawić pytanie: jeśli TSUE w przyszłości nakaże Polsce uznanie małżeństwa trzech osób, zawartego legalnie w innym państwie członkowskim, czy nasz kraj byłby zobowiązany do ich uznania? Jak miałoby się to do postanowień traktatów unijnych, zgodnie z którymi prawo rodzinne pozostaje co do zasady w kompetencji państw narodowych? Niewykluczone bowiem, że w przyszłości pojawi się również presja na uznawanie małżeństw poligamicznych, argumentowana rosnącą liczbą muzułmanów w krajach Unii Europejskiej. Co w takiej sytuacji powinna uczynić Polska?

Czytaj więcej

Polacy nie mówią „nie” związkom homoseksualnym

Nie ma zakazu małżeństwa jednopłciowego w art. 18 konstytucji?

Odnosząc się do często podnoszonego argumentu, iż konstytucja wprost nie zabrania ustanawiania lub uznawania innych typów związków za małżeństwo, warto zwrócić uwagę na sposób redagowania przepisów ustawy zasadniczej. Konstytucja, na podobnej zasadzie językowej, określa szereg instytucji, takich jak np. Zgromadzenie Narodowe, godło, barwy czy hymn Rzeczypospolitej. Brak w jej treści przepisu wyrażonego expressis verbis zakazu uznawania za stolicę Polski miasta innego niż Warszawa, a za hymn – innej pieśni niż „Mazurek Dąbrowskiego”. Podobnie jest w przypadku małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Argument o braku zakazu, sprowadzony ad absurdum, pozwoliłby uzasadnić tezę, że np. kodeks karny nie zabrania przestępstwa, a jedynie określa skutki jego popełnienia. Nie ma to nic wspólnego z przyjmowaną w polskiej kulturze prawnej teorią rekonstrukcji normy, w której oczywiste jest, iż norma zakazująca może wynikać z przepisów zredagowanych w rozmaity sposób, na gruncie różnego typu aktów normatywnych. Tym bardziej w przypadku małżeństwa, jako instytucji prawa prywatnego, nie ma uzasadnienia do wprowadzenia środków represyjnych za jego zawarcie w konfiguracji jednopłciowej, a jedyną sankcją byłaby zapewne nieważność takiego aktu (brak wywołania skutków prawnych).

Reklama
Reklama

Zwolennicy opcji progresywnej natomiast twierdzą, że małżeństwo jednopłciowe można wyprowadzić albo uznać na gruncie art. 18 konstytucji, tylko że – jak dodają – miałoby ono mniej praw niż to tradycyjne (klasyczne). Te ostatnie bowiem mają dzieci, opiekują się nimi i otrzymują więcej pomocy od państwa poprzez system podatkowy i socjalny. Takie rozumowanie jest jednak wnioskowaniem ad absurdum na gruncie art. 18. A contrario, każdy inny związek niż „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny” nie znajduje się „pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Jakie zatem miałby mieć prawa? Nie miałby żadnych, gdyż nie podlegałby „ochronie”. Taki związek nie korzystałby także z „opieki” ze strony RP. Zakładając jednak, że byłby możliwy, ale miałby mniej praw, kontrowersyjny byłby stosunek takiego rozwiązania do art. 32 konstytucji (równość wobec prawa i zakaz dyskryminacji).

Klauzula porządku publicznego

Warto podnieść, że ustawa z 4 lutego 2011 r. – Prawo prywatne międzynarodowe (tekst jedn. DzU z 2023 r., poz. 503) zawiera tzw. klauzulę porządku publicznego. Mianowicie art. 7 tego aktu brzmi: „Prawa obcego nie stosuje się, jeżeli jego stosowanie miałoby skutki sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej”.

Nie można zatem zastosować prawa niemieckiego w przypadku sprzeczności z „podstawowymi zasadami polskiego porządku prawnego”.

Podobnie art. 103 ustawy z 28 listopada 2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego (tekst jedn. DzU z 2025 r., poz. 594) stanowi, że kierownik urzędu stanu cywilnego albo konsul odmawia rejestracji zdarzenia, jeżeli wnioskodawca nie przedstawi dokumentu, które je potwierdza lub jego rejestracja byłaby sprzeczna z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. Z tego przepisu jasno wynika, że urząd stanu cywilnego w Polsce nie może zarejestrować zdarzenia „sprzecznego z podstawowymi zasadami porządku prawnego”. Nie można zatem zarejestrować małżeństwa jednopłciowego zawartego w Niemczech, gdyż byłoby to sprzeczne właśnie z podstawowymi zasadami porządku prawnego.

Odnosząc te przepisy do sytuacji wynikającej z wyroku TSUE, trzeba podkreślić, że w Polsce nie istnieje w ogóle żadna forma instytucjonalizacji związków jednopłciowych, np. w postaci tzw. związków partnerskich. Natomiast małżeństwo (jako wspólnota osób dwojga płci) jest zasadą ustrojową w RP. Po uchwaleniu konstytucji nigdy nie budziło to wątpliwości.

Reklama
Reklama

Prawo rodzinne a małżeństwo

Na poziomie ustawowym w polskim prawie rodzinnym małżeństwem jest – tak jak w ustawie zasadniczej – związek kobiety i mężczyzny. Jest to spójne z konstytucją, ponieważ ustawodawca zwykły musi pozostawać w zgodzie z najwyższym prawem. Przepis art. 1 § 1 ustawy z 25 lutego 1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy (tekst jedn. DzU z 2023 r., poz. 2809, ze zm.) stanowi, że „małżeństwo zostaje zawarte, gdy mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia, że wstępują ze sobą w związek małżeński”. Nie ma wątpliwości na gruncie tej ustawy, że chodzi tylko o związek osób dwojga płci. W tym przepisie nie ma mowy o dwóch mężczyznach ani o dwóch kobietach. Kodeks rodzinny nie dopuszcza małżeństw jednopłciowych. Gdyby dwaj mężczyźni usiłowali je zawrzeć w urzędzie stanu cywilnego, byłoby ono nieważne. Podobnie stałoby się w sytuacji próby zawarcia małżeństwa przez np. brata i siostrę (tzw. przeszkoda małżeńska) czy kobietę i mężczyznę przed portierem w USC (niezachowanie wymaganej formy). Prawo rodzinne operuje bowiem sankcją nieważności.

Przepis art. 1 § 2 k.r.o. dotyczy tzw. małżeństwa konkordatowego lub religijnego, zawartego przed duchownym. Stanowi on, że „małżeństwo zostaje również zawarte, gdy mężczyzna i kobieta zawierający związek małżeński podlegający prawu wewnętrznemu kościoła albo innego związku wyznaniowego w obecności duchownego oświadczą wolę jednoczesnego zawarcia małżeństwa podlegającego prawu polskiemu, a kierownik urzędu stanu cywilnego następnie sporządzi akt małżeństwa. Gdy zostaną spełnione powyższe przesłanki, małżeństwo uważa się za zawarte w chwili złożenia oświadczenia woli w obecności duchownego”. Także w tym przepisie jego zawarcie dopuszczalne jest wyłącznie przez osoby dwojga płci. Może do tego dojść np. w kościele, synagodze czy meczecie.

Polskie prawo rodzinne uznaje wyłącznie małżeństwo między mężczyzną i kobietą. 

Nie ma zatem żadnej wątpliwości, że polskie prawo rodzinne uznaje wyłącznie małżeństwo między mężczyzną i kobietą. Przy okazji warto zwrócić uwagę na pewien „drobiazg” językowy, stanowiący różnicę między „literą” art. 18 konstytucji a art. 1 kodeksu rodzinnego. Ustawa zasadnicza na pierwszym miejscu wymienia kobietę („małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny”), a kodeks rodzinny – mężczyznę („mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni”). Powód? Wynika to być może z chronologii uchwalenia tych aktów i rozwoju praw kobiet, a może po prostu z przypadku. Kodeks został przyjęty w 1964 r., a konstytucja pochodzi z 1997 r. W pierwszym przypadku ustrojodawca był komunistyczny i autorytarny, a w drugim – liberalny i demokratyczny.

Reklama
Reklama

Wyrok TSUE nic nie zmienia w polskim prawie

Podsumowując, w Polsce nie można uznać małżeństwa jednopłciowego zawartego w innym kraju unijnym. Byłoby to sprzeczne „z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej” (zob. art. 7 ustawy – Prawo prywatne międzynarodowe oraz art. 103 ustawy – Prawo o aktach stanu cywilnego). Małżeństwo w Polsce jest regulowane przez konstytucję (art. 18) oraz kodeks rodzinny i opiekuńczy (art. 1). Jest to związek kobiety i mężczyzny. Stanowi to autentyczną normę konstytucyjną, odczytaną przy pomocy reguł wykładni. W polskim prawie nie istnieje inna forma. Nie funkcjonuje małżeństwo jednopłciowe. Wyrok TSUE z 25 listopada 2025 r. nic nie zmienia w polskim porządku prawnym. Oczywiście w krajowym rejestrze można byłoby umieścić wpis (gdy stosowne rozporządzenie to ureguluje), że zawarto związek zinstytucjonalizowany za granicą, ale nie wywoływałoby to żadnych skutków prawnych u nas.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Bliskość prawnie uregulowana

Gdyby rządzący w Polsce chcieli wprowadzić instytucję małżeństwa jednopłciowego, musieliby na pewno zmienić kodeks rodzinny i opiekuńczy albo wprowadzić ustawę szczególną. Wydaje się jednak, że nawet to byłoby „za mało” na gruncie art. 18 konstytucji i naruszałoby ten przepis. Najbezpieczniejszą konstytucyjnie drogą byłaby zmiana tego artykułu, ale żeby tak się stało, potrzebna jest tzw. większość konstytucyjna oraz referendum („na żądanie”), co wynika z rozdziału XII ustawy zasadniczej. Wydaje się to mało realne. Nie ma obecnie szans na uzyskanie większości konstytucyjnej (307 posłów), a wynik referendum byłby niepewny. Społeczeństwo też jest podzielone w omawianej materii i w dużej części pozostaje konserwatywne. Czy referendum nie jest najbardziej właściwą formą podejmowania decyzji w tak kontrowersyjnej sprawie? Postępując strategicznie, opcja progresywna nie naciska już nawet na uregulowanie małżeństwa jednopłciowego ustawą (gdyż wiadomo, że konserwatywny prezydent nie podpisałby takiego aktu) i nie postuluje w ogóle referendum, lecz promuje wprowadzenie tej instytucji do polskiego porządku prawnego „tylnymi drzwiami”, „na podstawie” wyroku TSUE. Jest to wykładnia nieprzyjazna polskiej konstytucji. To niebezpieczna droga, swoista aberracja prawna i „falandyzacja” prawa. Miejmy nadzieję, że rządzący rozumieją powagę sytuacji i będą kierować się art. 18 konstytucji oraz polskimi ustawami w tej sprawie. W Polsce ustawa zasadnicza jest „najwyższym prawem” (art. 8 ust. 1 konstytucji), a nie wyroki unijne.

Małżeństwo jest niezwykle ważną instytucją społeczną, prawną i konstytucyjną, z którą wiążą się szczególne prawa i obowiązki między małżonkami. Jego zawarcie jest formalnym aktem wobec państwa. Patrząc z historycznego, społecznego i aksjologicznego punktu widzenia, na małżeństwie oparta jest rodzina, która jest, jak często się podkreśla, podstawową komórką społeczną. Małżeństwo oznacza stabilny prawnie związek, sankcjonowany przez państwo. Regulacja prawna w tym obszarze wymaga zatem należytej rozwagi.

Dawid Bunikowski, docent Uniwersytetu Lapońskiego i prof. UMK Karol Dobrzeniecki

Rzecz o prawie
Paulina Szewioła: Kobieca strona prawa
Rzecz o prawie
Joanna Parafianowicz: Nie każda matka po rozstaniu jest samotna
Rzecz o prawie
Jacek Dubois: Na jubileusz
Rzecz o prawie
Jarosław Gwizdak: Ciężki jest żywot prawnika-czytelnika
Rzecz o prawie
Arkadiusz Krupa: Przyzwoitość odpowiedzią na kłopoty z praworządnością
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama