Nie chodzi oczywiście o „praworządność”, która panuje w Wenezueli, bo tej bronić też nie wypada. Ale takiej międzynarodowej, którą narusza prezydent Trump. Podobnie jak Putin. Niektórym nawet wyrwało się porównanie Wenezueli z Ukrainą. Ale jako że takich porównań też nie wypada dokonywać, to pozostaje porównywać przynajmniej Putina i Trumpa. Choć też nie wiadomo czy to dobre jest porównanie trzydniowej operacji specjalnej tego pierwszego z trzygodzinną operacją tego drugiego. Bo niewątpliwy sukces mógłby może kogoś opromienić. A to nie byłoby dobre.
Czytaj więcej
Już Pani Bukowa w „Wielkim ogarniaczu życia” pisała, że „jeśli czegoś nie wolno, a się bardzo chc...
To są rzeczy nieporównywalne
Nie można też porównywać Wenezueli z Libią. Bo przecież wiadomo, że nie można porównywać z Trumpem laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który piastował urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych w chwili ataku na Libię, ani jego ówczesnej sekretarki stanu (nie wiem, czy to wystarczająco inkluzywny feminatyw), która w 2016 r. wygrała wybory prezydenckie w „popular voting”, z jakimś tam Marco Rubio. Z tego samego powodu nie można porównywać reakcji Unii Europejskiej i jej przywódców na obalenie Kadafiego i obalenie Maduro. W Libii chodziło przecież o ochronę ludności cywilnej przed Kadafim. A w Wenezueli to chodzi wyłącznie o ropę naftową, o którą w Libii wcale nie chodziło.
Czytaj więcej
Do prawdy dochodzimy przez nieustanne badanie – stawianie pytań i poszukiwanie odpowiedzi. A nie...
Ale zostawię dialektykę polityczną lepszym. Zajmę się logiką prawniczą. Z prawnego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy ktoś napada na dobrego i niewinnego (Ukraina), czy na złego (Wenezuela czy Libia). Ma znaczenie, jak się broni dobrego przed złym. Jak Kuwejtu przed Irakiem. Z tego punktu widzenia porównanie Trumpa do Putina jest logiczne. Ale porównanie operacji Obamy w Libii z 2011 r. z operacją Busha seniora w Iraku w 1991 nie jest. Można ją porównać z operacją Busha juniora w Iraku w 2003 r.