Reklama

Robert Gwiazdowski: Bellum iustum czyli wojna sprawiedliwa

Obrońcy praworządności znowu mają co bronić. Tym razem bronią prezydenta Maduro. To znaczy, nie tak dosłownie, bo nie za bardzo wypada go bronić. Więc bronią praworządności.

Publikacja: 09.01.2026 04:40

Aresztowany b. prezydent Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores po wylądowaniu w USA

Aresztowany b. prezydent Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores po wylądowaniu w USA

Foto: Kyle Mazza / CNP Photo via Newscom/PAP

Nie chodzi oczywiście o „praworządność”, która panuje w Wenezueli, bo tej bronić też nie wypada. Ale takiej międzynarodowej, którą narusza prezydent Trump. Podobnie jak Putin. Niektórym nawet wyrwało się porównanie Wenezueli z Ukrainą. Ale jako że takich porównań też nie wypada dokonywać, to pozostaje porównywać przynajmniej Putina i Trumpa. Choć też nie wiadomo czy to dobre jest porównanie trzydniowej operacji specjalnej tego pierwszego z trzygodzinną operacją tego drugiego. Bo niewątpliwy sukces mógłby może kogoś opromienić. A to nie byłoby dobre.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: O pani prokurator, co się Radbrucha naczytała

To są rzeczy nieporównywalne

Nie można też porównywać Wenezueli z Libią. Bo przecież wiadomo, że nie można porównywać z Trumpem laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który piastował urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych w chwili ataku na Libię, ani jego ówczesnej sekretarki stanu (nie wiem, czy to wystarczająco inkluzywny feminatyw), która w 2016 r. wygrała wybory prezydenckie w „popular voting”, z jakimś tam Marco Rubio. Z tego samego powodu nie można porównywać reakcji Unii Europejskiej i jej przywódców na obalenie Kadafiego i obalenie Maduro. W Libii chodziło przecież o ochronę ludności cywilnej przed Kadafim. A w Wenezueli to chodzi wyłącznie o ropę naftową, o którą w Libii wcale nie chodziło. 

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Co jest sprawiedliwe? To, co każe czynić Tusk z Żurkiem, czy Kaczyński z Ziobrą?

Ale zostawię dialektykę polityczną lepszym. Zajmę się logiką prawniczą. Z prawnego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy ktoś napada na dobrego i niewinnego (Ukraina), czy na złego (Wenezuela czy Libia). Ma znaczenie, jak się broni dobrego przed złym. Jak Kuwejtu przed Irakiem. Z tego punktu widzenia porównanie Trumpa do Putina jest logiczne. Ale porównanie operacji Obamy w Libii z 2011 r. z operacją Busha seniora w Iraku w 1991 nie jest. Można ją porównać z operacją Busha juniora w Iraku w 2003 r.

Reklama
Reklama

Prawo stanowione, a prawo natury

Ale po co to w ogóle porównywać? Lepiej porównać coś innego. Prawo stanowione (tak zwane „pozytywne”) z jakże wzgardzanym prawem natury. Nazywany „ojcem prawa międzynarodowego” Hugo Grocjusz wywodził je właśnie z tego prawa. Z tych samych reguł prawa natury, z których wywodzi się prawo krajowe. Nie było wówczas problemu z sankcją za naruszanie tego prawa. Nawet jak nie spadnie ona na kogoś, kto je narusza w życiu doczesnym, to spadnie w życiu wiecznym. I choć sam Grocjusz pisał „etiamsi daremus non esse Deum” (choć byśmy założyli, że Bóg nie istnieje) to jednak większość mu współczesnych zakładała, że on istnieje. Więc żyło się łatwiej.

Już w średniowieczu Rajmund z Penaforte wyjaśniał, czym jest wojna „sprawiedliwa” – bellum iustum. Musi mieć ona swoją odpowiednią przyczynę (causa), przedmiot (res), podmiot (persona), zamiar (animus) i upoważnienie (auctoritas).

Swoją usprawiedliwiającą ją causę ma wojna prowadzona z konieczności i prowadząca do pokoju. Sprawiedliwą rzeczą jest wojna o odzyskanie tego, co niesprawiedliwie utracono. Wojnę sprawiedliwą może prowadzić tylko osoba (persona) do tego uprawniona i dodatkowo właściwie upoważniona (auctoritas). Duchowni nie byli uprawnieni do prowadzenia wojny nigdy, nawet gdyby mieli ku temu przyczynę i nawet w obronie rzeczy sprawiedliwych. Upoważnienia do prowadzenia wojny kiedyś mógł wydać król. Dziś może Rada Bezpieczeństwa ONZ. No i co bardzo ważne: nie można prowadzić wojny z nienawiści, zemsty czy chciwości.

No to teraz przyłóżmy sobie te kryteria do operacji w Wenezueli, na Ukrainie, Libii czy Iraku i zobaczymy, co nam wyjdzie. Ale to już następnym razem.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego

Opinie Prawne
Jakub Królikowski: Sygnaliści dbają o dobro wspólne
Opinie Prawne
Katarzyna Szymielewicz: Kto obroni wolność słowa w sieci?
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Panie ministrze, a co z art. 212 Kodeksu karnego?
Opinie Prawne
Andrzej Tatara, Piotr Stanisławiszyn: „Lex 1 procent”, czyli kto sieje prawny chaos
Opinie Prawne
Paulina Szewioła: Czy leci z nami pilot?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama