Można śmiało założyć, że także w kwestii obsady personalnej kolejnego KRS zmieni się niewiele. Większość zasiadających w radzie będzie ubiegać się o ponowne polityczne nominacje i najpewniej je dostanie. Innego sędziowskiego szturmu na stanowiska w radzie nie będzie. Przy okazji konkursu pięć lat temu, na 15 miejsc zgłosiło się zaledwie 17 kandydatów. Spora część sędziów uznała polityczny tryb wyboru do KRS za nie do przyjęcia, byli i tacy, którzy nie startowali w obawie przed środowiskowym ostracyzmem. Tak zapewne będzie i teraz. Do konkursu przystąpią sprawdzeni i w większości kojarzeni z „dobrą zmianą" sędziowie.

Koniec kadencji KRS, który upływa wczesną wiosną 2022 r., wydawał się dobrą okazją, aby rząd załagodził konflikt z UE oraz ten wewnętrzny, ustrojowy, z władzą sądowniczą. Czyniąc to dodatkowo z własnej inicjatywy, bez zewnętrznej presji, gdyż żadne orzeczenia TSUE nakazujące likwidację czy reformę politycznej formuły wyborów sędziów–członków KRS nie zapadły (tak jak w przypadku Izby Dyscyplinarnej).

Czytaj więcej

Bez szans na przełom ws. praworządności. Politycy znów wybiorą sędziów

Przez chwilę wydawało się, że taki ruch jest możliwy. Pod koniec października zaczęły przeciekać z obozu władzy koncepcje modyfikacji trybu wyboru do KRS, a nawet wycofania się z obowiązującej politycznej ścieżki. Jedna z nich zakładała, że sędziów do KRS nadal będzie wybierał Sejm, ale spośród kandydatów przedstawionych przez ogół sędziów, wyłonionych w swoistych wyborach powszechnych. Inna z koncepcji przewidywała zwiększenie dolnych limitów poparcia dla kandydatów (podpisów pod kandydaturą) do rady, czy to ze strony innych sędziów, czy też obywateli. Jeszcze inna pojawiająca się wersja proponowała zmodyfikowany powrót do rozwiązań sprzed 2017 roku, jednak przy założeniu większej demokratyzacji wyborów do KRS i zwiększenia udziału w KRS sędziów rejonowych.

PiS oczywiście może przerwać rozpoczętą właśnie procedurę konkursową, dokonując zmian ustawowych w zasadach wyborczych, chociaż szanse na to dziś wydają się znikome.

Atmosfera polityczna nie sprzyja dialogowi i budowaniu kompromisu z UE i sędziami. Po wyrokach TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej, karach nałożonych na Polskę, zamrożeniu KPO i po dość brutalnym odrzuceniu wizji UE przedstawionej w Parlamencie Europejskim przez Mateusza Morawieckiego, nastroje w obozie władzy zradykalizowały się. Dominuje głos politycznych jastrzębi, wzywających do konfrontacji, a nawet odwetu w przypadku dalszego zamrożenia funduszu KPO. Szukanie sojuszników na antypodach UE, o czym świadczy spotkanie w Warszawie liderów PiS z przedstawicielami często skrajnej prawicy, wskazuje, że PiS znajduje się coraz dalej od głównego europejskiego nurtu. To miejsce, w którym trudniej o porozumienie, które dziś władza uznaje za przejaw uległości i słabości. A szkoda, bo dziś większość społeczeństwa, jak wynika z sondażu „Rzeczpospolitej", źle ocenia stan sądów po reformach PiS.

Czytaj więcej

Zarzuty TSUE bez znaczenia. Rusza nabór do nowej KRS