Bardzo długie kilometrówki Sikorskiego

Publikacja: 09.12.2014 16:55

Marek Domagalski

Marek Domagalski

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala

Bywają kierowcy, którzy rocznie pokonują ponad 30 tys. kilometrów, ale muszą mieć na to dużo czasu i wytrwałości. Radosław Sikorski powinien wykazać, jak tego dokonał, można bowiem podejrzewać, że pracuje w aucie.

Już na pierwszy rzut oka widać, że wykazanie takich przebiegów będzie bardzo trudne. I nie chodzi o to, że, jak wyliczył tygodnik „Wprost", np. w 2011 r. minister pobrał 26,5 tys. zł za jazdę w celach służbowych prywatnym autem, co oznacza, że musiałby w każdy weekend przejeżdżać prawie 600 km i w każde święto 300 km. To jest możliwe, ale skąd wziął czas na takie jazdy?

Miał przecież ministerialne obowiązki, kiedy jeździł autem służbowym z ochroną BOR albo samolotem. Ma jeszcze prywatne życie: chyba jeździ do kolegów, na brydża, do kina czy do lasu z dziećmi i żoną, na imieniny  do cioci itp.?

Nie zamierzam zastępować ministerialnej księgowości ani organów kontroli, chcę jedynie wskazać, że minister powinien te kwestie wyjaśnić – inaczej mamy kolejną odsłonę afery madryckiej, być może w większych rozmiarach i w wykonaniu znacznie wyżej postawionej osoby publicznej. Nie tak dawno zatrzymał mnie stojący w ukryciu policyjny patrol. Owszem, zawróciłem mimo zakazu, ale na usprawiedliwienie powiem, że znaku nie było widać, a ulica była pusta. Policjant zaczął:

– Łagodnie pana potraktuję, tylko 100 zł, bo przecież mógłbym wymierzyć 500 zł. – Nawet pan, panie władzo, nie zapytał,  ile zarabiam, mógłbym być rencistą z 800 zł renty– odpowiedziałem.

– Nas nie interesuje, kto ile zarabia.

Skończyłem rozmowę, bo zwątpiłem w jej sens.

Nie przesadzę, że to   standardowa rozmowa z władzą (policjant jest jej przedstawicielem), pokazująca, jak poziom życia obywateli ją interesuje. Tymczasem obywateli rzeczywiście interesuje, jak działa władza i na co wydaje publiczne pieniądze.

A kilometrówka to publiczne pieniądze. W sprawie kilometrówek Sikorskiego, podejrzana jest także maksymalna stawka - 83 zł za 100 km, jaką przewiduje rozporządzenie w sprawie należności przysługujących pracownikowi z tytułu podróży służbowej. Być może auto służbowe MSZ byłoby tańsze dla podatnika. Pracodawcy zwykle przyznają pracownikowi niższą stawkę niż maksymalna.

Ciekawe, czy ktoś kontroluje stawki posła - i szefa resortu ?

Bywają kierowcy, którzy rocznie pokonują ponad 30 tys. kilometrów, ale muszą mieć na to dużo czasu i wytrwałości. Radosław Sikorski powinien wykazać, jak tego dokonał, można bowiem podejrzewać, że pracuje w aucie.

Już na pierwszy rzut oka widać, że wykazanie takich przebiegów będzie bardzo trudne. I nie chodzi o to, że, jak wyliczył tygodnik „Wprost", np. w 2011 r. minister pobrał 26,5 tys. zł za jazdę w celach służbowych prywatnym autem, co oznacza, że musiałby w każdy weekend przejeżdżać prawie 600 km i w każde święto 300 km. To jest możliwe, ale skąd wziął czas na takie jazdy?

Opinie Prawne
Marek Isański: Organ praworządnego państwa czy(li) oszust?
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Dziś cisza wyborcza jest fikcją
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Reksio z sekcji tajnej. W sprawie Pegasusa sędziowie nie są ofiarami służb
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Ideowość obrońców konstytucji
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Opinie Prawne
Jacek Czaja: Lustracja zwycięzcy konkursu na dyrektora KSSiP? Nieuzasadnione obawy