Nad opisanym niżej przypadkiem w sumie nie warto byłoby się schylać, bo wydarzenie nie było aż tak ważne. Jednak mamy tu laboratoryjny przykład manipulacji, że aż żal to przemilczeć. Manipulacji na dodatek mało finezyjnej - tej w której składnia jest bez cienia urody koniunktiwu.
Popatrzmy na owo studium przypadku. W "Gazecie Wyborczej" pracownica przerzucona z odcinka kościelnego na medialny potępiła w poniedziałek PiS-owców. Potępia ich też w pozostałe dni tygodnia - jak to należy robić w "GW" - ale nas interesuje anatema z poniedziałku.