Przez ostatnie tygodnie wiodące media wieszczyły koniec Karola Nawrockiego, widząc naprzeciwko „pomyłki” Jarosława Kaczyńskiego stabilne poparcie dla Rafała Trzaskowskiego i świetne perspektywy w drugiej turze dla wiceszefa PO ze względu na poparcie innych kandydatów koalicyjnych. Mimo kilku potknięć, jak podczas debaty w Końskich, Trzaskowskiemu nie wyciągnięto nic, z czego musiałby się tłumaczyć. Zatem perspektywa, wsparta zresztą setkami analiz politologów i ekspertów od polityki, wydawała się jasna – rozpiętość między Nawrockim i Trzaskowskim w drugiej turze miała być bezdyskusyjna.
Co się stało z poparciem dla Rafała Trzaskowskiego?
Media i eksperci mają skłonność do życia w swoich bańkach i analizy zastanej oraz ugruntowanej tam rzeczywistości. Wyjście poza bańki to już dyskomfort, zwłaszcza jeżeli kandydata się nie lubi. Tak było z Nawrockim – gdyby o wyniku wyborów przesądzały jedynie obciążające go historie, przegrałby nawet ze Sławomirem Mentzenem.
Czytaj więcej
Choć Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki wchodzą do II tury, antysystemowi kandydaci zdobyli ponad 27 proc. głosów, a młodzi wyborcy odrzucają duopo...
Problem w tym, że rzeczywistość okazała się bardziej złożona, i nie chodzi wyłącznie o to, że obraz z bańki wyborców Trzaskowskiego nie trafił do bańki wyborców Nawrockiego. Ci drudzy dodatkowo są uodpornieni na historie, które mają skompromitować ich kandydata, mając świadomość, że za aferami mogą kryć się polityczne intencje przeciwnika. Bo pewnie gdyby nie czas wyborczy, prezes IPN miałby znacznie poważniejsze problemy wizerunkowe niż obecnie. Tyle że to kampania wyborcza i wystarczy spojrzeć na Donalda Trumpa, którego chciano zamknąć w więzieniu, oskarżając o dziesiątki przestępstw, przedstawiając jako osobę szaloną, agenta rosyjskiego itd. I tu dochodzimy do sedna.
Wybory prezydenckie 2025: w Polsce zawiał prawicowy wiatr
Nawrocki nie osiągnął dobrego wyniku dzięki finezyjnej kampanii, bo ta była toporna, afera z kawalerką pokazała wręcz nieporadność jego sztabu wyborczego. Nawrocki niesiony jest prawicowym trendem politycznym, który rozwinął się już w niektórych krajach Europy i za oceanem. W skrócie – polskie społeczeństwo skręca mocniej na prawo.
Jeśli przyjrzymy się wynikom pierwszej tury, to ok. 24 proc. poparcia zdobyli kandydaci z drzewa prawicowego, i chociaż różnice światopoglądowe wśród nich są duże, jest też wspólny mianownik. To podejście do pewnych pryncypiów: bezpieczeństwa i zagrożeń zewnętrznych związanych z wojną w Ukrainie, kryzysem imigracyjnym, a także obawą przed utratą suwerenności na rzecz UE. Z tych lęków wyłania się profil kandydata tożsamościowego, który silnie stawia na akcenty narodowe, zachowując co najmniej dystans do struktur europejskich. Na taki profil kandydata głosowało w pierwszej turze ponad 50 proc. Polaków.
Czytaj więcej
Trzeba oddać Rafałowi Trzaskowskiemu, że jego zdecydowana wolta na prawo przyniosła sukces. Tyle że nie jemu, lecz Grzegorzowi Braunowi. Może wresz...
Rafał Trzaskowski jest w trudnej sytuacji – liczył na zaplecze koalicyjne w drugiej turze, jednak poparcie dla kandydatów (Hołownia, Biejat) okazało się liche, ok. 10-procentowe, co stanowi bardzo małą bazę w ostatecznej rozgrywce. Trzaskowskiemu trudno było się przekonwertować na polityka, który łączyłby świat liberalny i patriotyczny, bo tego się po prostu nie da zrobić, zwłaszcza jeśli jeszcze przed chwilą miało się bardzo wyraziste przekonania światopoglądowe. Próby takiej marketingowej kalibracji kandydata się nie powiodły, a jego rys patriotyczny został uznany za mało wiarygodny lub budził kontrowersje we własnym elektoracie, szczególnie na lewicy.
Wystawienie Rafała Trzaskowskiego zamiast Radosława Sikorskiego było strategicznym błędem Donalda Tuska?
Mimo że kwestia wyborów pozostaje otwarta, a dwa tygodnie kampanii mogą wiele zmienić, wydaje się, że Rafał Trzaskowski może być strategicznym błędem Donalda Tuska. Jego kontrkandydat w partii Radosław Sikorski posiadał wszystkie ważne dla prawicowego wyborcy cechy bez konieczności ich „farbowania”, gospodarując naturalnie część umiarkowanych konserwatywnych wyborców.
Tusk, stawiając na Trzaskowskiego, zignorował trend, który w tej chwili dominuje na świecie, uważając, że marketing polityczny wystarczy, aby dostosować kandydata do realiów. To błąd, który może kosztować koalicję prezydenturę, a stawką jest trwałość całego rządzącego układu politycznego.