Trudno idzie się po władzę w okresie kryzysu gospodarczego i rozszalałej inflacji. Wszystko inne można ludziom obiecać: pieniądze z KPO, zmianę prawa antyaborcyjnego, zakończenie kosmicznych inwestycji rodem z lat 70., a nawet praworządność. Ale jak mówić ludziom o tym, że trzeba będzie przykręcić śrubę finansową? Kto wtedy zagłosuje za opozycją?
Polityka PiS w tej kwestii jest jasna: koszty kryzysu przerzucane są na obywateli, a potem części z nich refunduje się stratę, w dokładnie adresowany wyborczo sposób. Rekompensata pokrywa oczywiście tylko część wzrostu kosztów utrzymania, ale złudzenie, że „rząd coś daje” cementuje sumienie elektoratu.
Czytaj więcej
Rada Polityki Pieniężnej nie zakończyła cyklu podwyżek stóp procentowych tylko go przerwała. Ale kolejne podwyżki są mało prawdopodobne – sugerował...
A co ma zrobić opozycja, która niczego wypłacać nie może? Guru neoliberałów, prof. Leszk Balcerowicz stwierdził niedawno, że „mamy teraz powtórkę z czasów Gierka, bo wtedy też była bonanza kosztem przyszłości. Teraz przychodzi czas zapłaty” – mówił w rozmowie z INNPoland.pl.
I dodał: – Duża część odpowiedzialności spada na parlament. Rząd jest w dużej części wspierany przez opozycję, która głosuje za zwiększeniem wydatków i deficytu. To powinno się skończyć. Nie jest prawdą, że jeżeli rządzą populiści, to trzeba ich popierać, bo nie wygra się wyborów. Opozycja musi być umiejętnie niepopulistyczna.
To właśnie dzięki takiemu podejściu PiS wygodnie usadowił się w ławach rządowych na (co najmniej) dwie kadencje. Bycie „umiejętnie niepopulistycznym” oznacza przecież, że „populus” czyli lud, nie zagłosuje na głosiciela takich teorii. Pomijam skutki takiej polityki dla samych obywateli pozostawionych oko w oko z inflacją. Co zatem robić?
– Mogę dzisiaj powiedzieć, że walka z inflacją nie musi być walką kosztem zwykłych ludzi – deklarował podczas spotkania w Sandomierzu lider PO, Donald Tusk. – Dzisiaj tak naprawdę najważniejszą sprawą dla polskiej polityki (...) jest znalezienie takiego sposobu, (...) żeby na serio opracować plan wieloletniego schodzenia z inflacji w dół, tak, żeby ludzie za to nie płacili – mówił. I sugerował, że cięcia powinny być dokonywane tam, „gdzie pieniędzy jest za dużo zupełnie niepotrzebnie”, czyli w administracji centralnej.
To brzmi miło dla ucha wyborców opozycji, ale sprawy inflacji oczywiście nie załatwi. Podobnie jak zapewnienia, że wystarczy otrzymać środki z KPO i problem sam zniknie.
Czytaj więcej
Narodowy Bank Polski posiada także inne, niż podnoszenie stóp procentowych, instrumenty oddziaływania na rynek - mówił w rozmowie z TVN24 europoseł...
Warto więc być może poszukać takiego sposobu dzielenia się ze społeczeństwem złymi wiadomościami, żeby jednocześnie mieć mu do powiedzenia coś ciekawego i obiecującego. Na przykład, że cała opozycja usiadła do stołu i wynegocjowała minimum programowe w gospodarce. Ze wskazaniem obciążeń i jednocześnie osłon socjalnych. Czy któraś z partii opozycyjnych np. opowiada się za pozostawieniem dodatkowych wypłat dla emerytów (znanych niesłusznie jako trzynastki i czternastki), jako dodatku także dla tych o najwyższych świadczeniach? Raczej nie. Jaki cel społeczny można z tych środków sfinansować?
I już się pierwszy akapit pisze. Wiem, że w praktyce nie jest to tak proste, ale ktoś musi zacząć, bo jeśli plan nie zostanie przedstawiony, to na polskiej scenie politycznej zostanie miejsce tylko dla populistów i „umiejętnych niepopulistów”. A to może oznaczać, że wygrają tematy wrzucane przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego: agresywni Niemcy, niedoszłe matki alkoholiczki i 12-letnie lesbijki.