Gdybym był rysownikiem, podsumowałbym ostatnią niedzielę następująco. Na dolnej części rysunku po jednej stronie byłby wściekły tłum pod unijnymi flagami, z transparentami „My zostajemy". Po drugiej – tłum pod flagami Polski, równie wściekły. Obie grupy byłyby zwrócone naprzeciw siebie, w wyraźnie konfrontacyjnym nastroju.

W górnej części w wygodnych fotelach siedziałoby dwóch animatorów tego przedstawienia, trzymając w dłoniach sznureczki prowadzące do stojących niżej tłumów. Nad tym z flagami UE siedziałby Donald Tusk, popalając cygaro; nad tym z flagami Polski siedziałby Jarosław Kaczyński z kotem na kolanach.

Przepraszam, jeśli ta wyobrażona rysunkowa metafora nie jest zbyt subtelna i odkrywcza, ale trudno tutaj być odkrywczym lub subtelnym. Tak to po prostu wygląda. Jak za dawnych czasów, sprzed 2014 r., dwóm starzejącym się panom udało się znów poustawiać polską politykę wokół emocji, które im pasują.

Czytaj więcej

Prounijne demonstracje w całej Polsce. Tusk w Warszawie: Pseudotrybunał gwałci konstytucję

Czy to oznacza, że problem wynikający z wyroku Trybunału Konstytucyjnego lub kwestia dyskusji o opłacalności polskiej obecności w UE są wydumane? Bynajmniej. Tylko że tak naprawdę nikt się już nimi nie zajmuje i nikt się nimi nie zajmował w niedzielę. To sytuacja trochę jak z platońskiej metafory o jaskini. Realne zagadnienia są gdzieś poza nią, natomiast zaangażowani politycznie Polacy emocjonują się cieniami, które te rzucają na ścianę jaskini. Przy czym te cienie są jeszcze manipulowane przez cyników, którzy nimi grają.

Publiczność zawsze będzie się ekscytować sprawami emocjonalnie podrasowanymi, a nie zagadnieniami z seminariów naukowych. Jest jednak różnica pomiędzy przedstawieniem jakiegoś zagadnienia a jego zwulgaryzowaniem w taki sposób, że przestaje mieć kontakt ze swoim źródłem. Pokrzykiwania pana Roberta Bąkiewicza z jednej strony, z drugiej histeryczne połajanki pani Wandy Traczyk-Stawskiej, łączącej swoje kombatanckie zasługi z członkostwem Polski w UE (z szacunku dla zasłużonej osoby nie napiszę, co o tych wypowiedziach myślę, ale o osobach wykorzystujących kombatantów w ten sposób myślę jak najgorzej) – nijak nie mają się to do prawdziwych problemów.

Czytaj więcej

Rzeczniczka PiS: Prounijna demonstracja w stolicy porażką frekwencyjną

Jakie one są? Po pierwsze – problem rozszerzania własnych kompetencji przez TSUE. Po drugie – problem politycznego uzależnienia polskiego TK. Po trzecie – problem instrumentalnego traktowania stosunków z UE przez obóz władzy. Po czwarte – problem bilansu polskiego członkostwa w UE, szczególnie wobec rosnących kosztów związanych z polityką klimatyczną. Pojawiły się szacunki Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazujące na możliwy odpływ inwestycji i przemysłu z Polski z powodu drastycznego wzrostu cen energii. Czy ostatni alarm został odnotowany przez nakręconych oponentów? Nie zauważyłem.

Dwóch panów czerpiących z tego korzyści próbuje nam zorganizować prymitywny teatrzyk emocji. Ja się na to nie piszę. Chociaż bilety są darmowe – wychodzę.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy"