Covid-19 zabił od siedmiu do trzydziestu milionów ludzi. To mniej niż liczba ofiar AIDS–HIV czy hiszpańskiej grypy. Lecz to słaby powód do radości, zwłaszcza gdy liczymy straty wśród naszych bliskich. Jednak trauma pandemii wydaje się zapomniana i robimy zbyt mało, by się na kolejny atak wirusów przygotować.
Czytaj więcej
Pięć lat po wybuchu epidemii Chiny wciąż nie stosują żadnych zabezpieczeń na wypadek przerzutu wi...
Na konferencji zorganizowanej przez Fundację Giorgio Cini w Wenecji usłyszałem od największych specjalistów od epidemiologii, że prawdopodobieństwo wybuchu kolejnej pandemii w najbliższych latach jest nie mniejsze niż 50 proc.. Trzydzieści rozpoznanych wirusów może się szybko rozprzestrzenić na całym świecie. Dr Anthony Fauci, który w czasie pandemii był na pierwszym froncie walki z COVID-em wyznał nam, że został później ukąszony w swoim waszyngtońskim ogrodzie przez komara z Zachodniego Nilu i o mało co nie umarł.
Wenecja jest właściwym miejscem do dyskusji na temat pandemii. Czarna śmierć w XIV wieku zabiła połowę mieszkańców tego wspaniałego miasta, choć wprowadzono po raz pierwszy czterdziestodniową izolację chorych pod nazwą „quarantena” [kwarantanna]. W XVII wieku jedna trzecia mieszkańców Wenecji zginęła od pandemii, choć już używano maseczki do zapobiegania szerzeniu się choroby. Po kolejnych pandemiach wznoszono kolumny i budowano kościoły, by upamiętnić ich ofiary. W Wenecji takim przykładem jest piękna bazylika Santa Maria della Salute. Słynne kolumny upamiętniające historyczne pandemie są w centrum Wiednia i Pragi. A w Polsce? Jak upamiętniamy ostatnią pandemię, która zabiła pomiędzy 120 a 170 tys. rodaków?
Wiedza jest, ale brakuje politycznej woli
Naukowcy twierdzą, że mają wiedzę, jak zapobiec kolejnej pandemii, lecz brakuje politycznej woli, by ich wysiłki wspierać. Wysiłki te zaczynają się w odległych zakątkach świata, gdzie trzeba monitorować życie i śmierć dzikich zwierząt, bo to one są często źródłem groźnych wirusów przechodzących na ludzi. Postępujące zmiany klimatyczne są w tym kontekście poważnym zmartwieniem. Brak interesów komercyjnych, by produkować różnego rodzaju lekarstwa i szczepionki też jest przedmiotem troski. Jednak największym zmartwieniem współczesnych epidemiologów jest dezinformacja i ideologia. Jak społeczeństwa czy nawet władze kwestionują prawdy naukowe, to nie ma szans, by z pandemią wygrać.