Reklama

Po spotkaniu w Paryżu. Europa nie odda Ukrainy

Zaraz po wstrzymaniu walk Kijów otrzyma gwarancje bezpieczeństwa Europejczyków. Po raz pierwszy Stany Zjednoczone zapowiedziały, że się do nich przyłączą.

Publikacja: 06.01.2026 20:50

Jakie obietnice bezpieczeństwa otrzyma Ukraina po wstrzymaniu walk?

Jakie obietnice bezpieczeństwa otrzyma Ukraina po wstrzymaniu walk?

Foto: PAP/EPA

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie obietnice bezpieczeństwa otrzyma Ukraina po wstrzymaniu walk?
  • Jakie były kluczowe cele spotkania w Paryżu dotyczącego Ukrainy?
  • W jaki sposób Europa i Stany Zjednoczone planują monitorować zawieszenie broni na Ukrainie?
  • Jakie role w planowanej misji pokojowej przyjmują różne kraje: Francja, Niemcy czy Turcja?
  • Jakie gwarancje prawne ma uzyskać Kijów w razie zawieszenia broni?
  • Dlaczego stanowisko Polski w sprawie Grenlandii jest istotne dla europejskiego sojuszu?

Emmanuel Macron już właściwie nie ma żadnego pola manewru w sprawach krajowych. Ale w polityce zagranicznej właśnie odniósł poważny sukces. W ten mroźny wtorek do Paryża przyjechali przedstawiciele 35 państw „koalicji chętnych”, w tym 27 na poziomie przywódców państw i rządów. Cel: zaoferować Ukraińcom takie zabezpieczenia, aby Rosja nie wykorzystała ewentualnego zawieszenia broni dla przegrupowania swoich wojsk i wznowienia inwazji.

Prezydent Macron:  – W ciągu minionych 15 lat Rosja łamała wszystkie umowy pokojowe. W Gruzji, Mołdawii, na Ukrainie. Musimy z tego wyciągnąć wnioski.

– Spotkanie w Paryżu osiągnęło dwa poważne cele. Po pierwsze jasno pokazało, że winnym temu, iż wojna trwa, jest Władimir Putin. Zachód i Ukraina oferują bowiem pokój. Po wtóre szczyt zapobiegł podziałowi w sprawie ukraińskiej Ameryki i wolnej Europy – uważa znany politolog i wiceszef paryskiej Fundacji na rzecz Badań Strategicznych (FRS) Bruno Tertrais.

Czytaj więcej

Unia Europejska ratuje Ukrainę. Ale z własnych środków
Reklama
Reklama

Macron rozpoczął kampanię dyplomatyczną dla powołania europejskiej misji pokojowej jeszcze przed końcem 2024 r.. Teraz prace te zdają się dobiegać końca. Plan zakłada, że po wstrzymaniu walk to ukraińska, wzmocniona armia będzie rozlokowana wzdłuż 1400-kilometrowego frontu. Jednak Europejczycy przy wsparciu Amerykanów zajmą się monitorowaniem, czy nie dochodzi tu do naruszenia zawieszenia broni. To właśnie mnogość takich incydentów spowodowała, że zawarte w 2015 r. porozumienia w Mińsku ostatecznie załamały się.

Amerykanie będą brali udział w monitorowaniu ewentualnego zawieszenia broni

Drugim elementem planu jest rozmieszczenie w głębi Ukrainy misji międzynarodowej. Liczyłaby ona od 10 tys. do być może nawet 30 tys. żołnierzy. Pilnowaliby oni strategicznych dla bezpieczeństwa kraju obiektów. Gros kontyngentu mają zapewnić Francuzi i Brytyjczycy. Oba kraje powołały w tym celu wspólny sztab w Mont Valérien na zachód od Paryża.

Foto: PAP/EPA

Turcja zobowiązała się natomiast do patrolowania w ramach tej operacji Morza Czarnego. Po raz pierwszy Niemcy nie wykluczyły udziału w takiej lądowej operacji, choć wymagałoby to zgody Bundestagu. Sygnałem, że Berlin przejmuje centralną rolę w tym przedsięwzięciu jest udział obok Emmanuela Macrona, premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera oraz ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego, kanclerza Friedricha Merza w końcowej konferencji prasowej paryskiego spotkania. Zdaniem „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Niemcy rozważają także rozmieszczenie swoich wojsk w jednym z krajów sąsiadujących z Ukrainą, aby w razie konieczności szybko przyjść z odsieczą Ukraińcom. Krajem tym mogłaby być Polska.

Po raz pierwszy w szczycie Koalicji Chętnych wzięli udział Amerykanie. W zastępstwie sekretarza stanu Marco Rubio, który jest zajęty kryzysem wenezuelskim, Waszyngton reprezentował specjalny wysłannik Donalda Trumpa Steve Witkoff oraz zięć prezydenta Jared Kushner. Amerykanie zobowiązali się do zapewnienia „zabezpieczenia” europejskiej misji. Mieliby interweniować, gdyby stała się ona przedmiotem ataku ze strony Rosji. Stany miałyby także wesprzeć inicjatywę Europejczyków danymi wywiadowczymi. Nie wyślą jednak wojsk na Ukrainę w trakcie zawieszenia broni. 

Czytaj więcej

Czas Friedricha Merza. Kanclerz ostatecznie zrywa z polityką wschodnią Angeli Merkel
Reklama
Reklama

Także premier Donald Tusk powtórzył w Paryżu, że Polska nie wyśle swoich wojsk na Ukrainę. Powiedział jednak, że nasz kraj odegra tu wiodącą rolę logistyczną. Wojsk też nie wyślą Włosi.

Bardzo istotne są także gwarancje prawne, jakie Kijów miałby uzyskać w razie zawieszenia broni. Byłyby one wzorowane na artykule 5. Traktatu Atlantyckiego. Jeśli tak, atak na Ukrainę miałby być traktowany jako agresja przeciw całemu Zachodowi. W Koalicji Chętnych biorą bowiem także udział kraje partnerskie jak Japonia czy Nowa Zelandia.

Donald Tusk staje po stronie Danii w sprawie Grenlandii

– Trump każdego dnia zmienia zdanie. Jednego dnia coś jest dla niego białe, drugiego czarne. Ukraina nie może na jego słowie polegać. Bardzo ważne jest więc, aby zobowiązanie Stanów Zjednoczonych zostało ratyfikowane przez Kongres. Aby to były gwarancje udzielone przez Amerykę jako państwo a nie tylko amerykańskiego prezydenta – podkreśla Bruno Tertrais.

W podobny sposób miałaby też wyglądać procedura udzielenia gwarancji przez kraje europejskie.

Czytaj więcej

Szczyt „koalicji chętnych” w Paryżu. Donald Tusk: Za wcześnie na optymistyczne komunikaty

Tertrais podkreśla jednak, że paryskie spotkanie nie oznacza, iż pokój jest blisko. Do tego Moskwa musiałaby zrezygnować ze swoich maksymalistycznych żądań.

Reklama
Reklama

Na horyzoncie pojawiła się też nowa przeszkoda. W niedzielę Trump podkreślił, że „ze względów bezpieczeństwa” Ameryka „potrzebuje Grenlandii”. Mette Frederiksen, premier Danii, do której należy ta gigantyczna wyspa, ostrzegła, że ewentualna amerykańska inwazja na terytorium kraju sojuszniczego oznaczałaby koniec NATO.

Rzecz bardzo znacząca, w tym kluczowym momencie Polska zdecydowanie stanęła po stronie europejskiego alianta. Tusk przyłączył się do przywódców Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, podpisując deklarację jednoznacznego wsparcia dla Kopenhagi. Co prawda oświadczenie wskazuje na strategiczne znaczenie bezpieczeństwa w regionie Arktyki i podkreśla w tym przedsięwzięciu kluczowe znaczenie Ameryki. Daje także do zrozumienia, że nie można dopuścić do ingerencji w ten rejon świata obcych potęg, jak Rosja czy Chiny. Ale jednocześnie Europejczycy zapowiadają, że będą bezwzględnie bronić zasad integralności i nienaruszalności przebiegu granic w Arktyce. Podkreślają także, że los Grenlandii pozostaje wyłącznie w rękach Grenlandczyków i Duńczyków.

Czytaj więcej

Wspólne oświadczenie w sprawie Grenlandii. Jest też podpis Donalda Tuska

Choć w Kopenhadze mało kto spodziewa się bezpośredniej inwazji Stanów, to jednak Amerykanie starali się nawiązać bezpośrednie relacje z grenlandzkimi władzami a także wesprzeć ruch niepodległościowy. Trump mianował także specjalnego wysłannika ds. kontaktów z Grenlandią tak jakby wyspa nie należała do Królestwa Danii.

– Żaden członek NATO nie może zagrozić innemu – powiedział jeszcze przed odlotem do Paryża premier Tusk. 

Polityka
Rosyjski deputowany: Stany Zjednoczone w euforii bezkarności
Polityka
Amerykańsko-rosyjskie zaoczne starcie na morzu
Polityka
Donald Trump: Jedynym narodem, którego Chiny i Rosja się boją, są odbudowane przeze mnie USA
Polityka
Donald Trump do republikanów: Jeśli nie wygramy, czeka mnie impeachment
Polityka
Interwencja Donalda Trumpa w Wenezueli wywołuje sprzeciw części jego zwolenników
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama