Niedawno na ulicach Warszawy sadownicy rozsypali jabłka – ta grupa społeczna jest kolejną, która ma powody do niezadowolenia. Szczególnie że rząd przygotował zmiany w prawie, które pogorszą ich sytuację – pisze prezes Krajowej Izby Gospodarczej.Na razie rządzący zapowiedzieli pomoc dla hodowców świń i krów, jednak to uprawiający owoce mogą mieć powody do największego niezadowolenia. Szczególnie że to rząd przygotował zmiany w prawie, które pogorszą ich sytuację.

Ceny skupu owoców osiągają swoje historyczne minima. Polska jest liderem w produkcji jabłek, czarnej porzeczki czy aronii. Jednak rynek wewnętrzny nie wystarczy, by pochłonąć całość wyprodukowanych owoców. W zeszłym roku mieliśmy do czynienia z klęską urodzaju.

Równocześnie eksport nie jest ratunkiem dla sadowników. Od 2014 r. nieprzerwanie trwa rosyjskie embargo na polskie owoce. Wcześniej Rosja była jednym z większych odbiorców polskich plonów. Nasze jabłka muszą również rywalizować na rynkach zagranicznych z tanią produkcją z Chin oraz Ukrainy. W tej sytuacji wydaje się, że ochrona rynku wewnętrznego i próba sprzedania jak największej ilości jabłek w kraju powinny być priorytetem.

Wyższy VAT na napoje uderzy w branżę

Tymczasem sadownicy są kolejną grupą społeczną, o której problemach coraz częściej będziemy słyszeć na ulicy. Rząd przygotował projekt ustawy, przez którą 150 tys. ton owoców nie znajdzie rynku zbytu. Mowa o propozycji podwyżki VAT na napoje owocowe o wysokiej zawartości soku z 5 proc. na 23 proc. Od końca zeszłego roku branża producentów ostrzegała o konsekwencjach tej zmiany. Jest oczywiste, że wzrost cen napojów o 1,3 zł na litrze oraz obniżenie zawartości naturalnego wkładu owocowego w napojach, wpłynie na spadek zapotrzebowania na owoce. Nie tylko sadownicy powinni interesować się planami zmiany VAT na napoje owocowe. W Polsce mamy unikalną strukturę konsumpcji, która sprawia, że napoje z naturalnym wkładem są bardziej popularne niż produkty sztuczne i gazowane.

Ale w najnowszych badaniach opinii prawie jedna trzecia konsumentów stwierdziła, że wybierze tańsze napoje gazowane, jeżeli wzrośnie cena napojów owocowych. Równocześnie z rynku mogą zniknąć produkty bogate w zdrowe składniki spożywcze, np. napoje o zawartości soku na poziomie ok. 60 proc. Zastąpią je produkty z zawartością zbliżoną do średniej europejskiej, czyli ok. 10 proc.

Ministerstwo Finansów nie przejmowało się badaniami i statystykami przywoływanymi przez ekspertów i forsowało swój projekt. Nie pomogły protesty resortu rolnictwa czy dezyderat do premiera, skierowany przez sejmową Komisję Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Projekt został też skrytykowany przez opozycję w I czytaniu. Do głosowania nad zmianą nie doszło, partia rządząca zdjęła nowelę z planu obrad. Czy sadownicy mogą jednak być spokojni?

Zostawcie sadowników

Nieznane są dalsze losy nowej ustawy VAT. W założeniach Ministerstwa Finansów, zwiększenie o ok. 400 mln zł przychodu z podatku od napojów miało finansować inne obniżki, np. zmniejszenie VAT-u na chipsy, wafelki i słone przekąski. Ten krok pomógłby głównie producentom żywności wysokoprzetworzonej, którą w Polsce dostarczają wielcy producenci, głównie zagraniczni. By ministerstwo mogło dalej pracować nad zmianami w VAT, musi zwiększyć podatek na jakąś grupę produktów – na razie próbowało finansować zmiany kosztem polskich sadowników.

Pozostaje mieć nadzieję, że rząd zrozumie, że nie powinien szukać pieniędzy wśród grupy, która już jest w złej sytuacji. Łatwiej jest nie szkodzić, niż potem szukać rozwiązania w nowym programie Jabłko+.