Powiedzmy sobie wprost: tegoroczne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos tylko z nazwy było forum ekonomicznym. W praktyce stało się spotkaniem władzy – miejscem demonstracji siły, testowania lojalności i sprawdzania, kto w globalnej grze rozdaje karty. W Alpach mniej było rozmów o wzroście gospodarczym, inflacji, produktywności czy reformach strukturalnych, a znacznie więcej polityki. I to w jej najbardziej surowej, transakcyjnej postaci. Davos było w tym roku przede wszystkim spotkaniem Ameryki z Europą, któremu reszta świata uważnie się przyglądała.
Czytaj więcej
Ostentacyjne wyjście prezes EBC, Christine Lagarde z kolacji z sekretarzem handlu USA Lutnickiem,...
Na drugim planie – choć w długim horyzoncie będzie to zapewne kluczowy wątek – toczyła się rozmowa o biznesie. Sztuczna inteligencja była jedynym tematem, który naprawdę łączył polityków, inwestorów i menedżerów. Już nie jako futurystyczna obietnica, lecz jako infrastruktura nowej gospodarki: centra danych, energia, robotyka, produktywność. Jedni ostrzegali przed społecznymi kosztami automatyzacji, inni widzieli w AI „szansę raz na pokolenie”. Wszyscy byli zgodni co do jednego: kto przegapi ten moment, wypadnie z globalnej gry.
Davos: scena politycznej siły, nie biznesowych debat
Miastem zawładnęła jednak amerykańska delegacja, bodaj najliczniejsza w historii. Show na scenie skradł zaś Donald Trump. Na szczęście, bo świat na własne oczy zobaczył, jak wygląda jego prezydentura „na żywo”. Bez dyplomatycznych półtonów, bez przywiązania do multilateralnych rytuałów. Bo przecież według Trumpa polityka jest kontraktem, dotychczasowe sojusze to układy warunkowe, a bezpieczeństwo nie jest już wartością, a argumentem w negocjacjach handlowych. Symbolem tej filozofii i testem odporności Zachodu stała się Grenlandia.
Europa odpowiedziała inaczej, niż można było się spodziewać. Zamiast nerwowej defensywy doszło do zwarcia szeregów. Od francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, przez Barta De Wevera, premiera Belgii, po szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, u wszystkich europejskich przywódców wybrzmiewał spójny przekaz: suwerenność nie jest przedmiotem targów, a prawo siły nie może zastąpić siły prawa. Dzięki temu Davos 2026 może zapisać się w historii jako moment, w którym Unia po raz pierwszy od dawna przestała reagować, a zaczęła odpowiadać.