Bannery reklamowe stały się plagą szpecącą miasta i drogi. Ale korzyści reklamodawców, firm reklamowych i właścicieli budynków niweczą wysiłki włodarzy miast i protesty mieszkańców, pozbawianych dziennego światła i narażanych na przeszkadzające oświetlenie nocą.
Wielkoformatowa reklama piwa zawisła na budynku wspólnoty mieszkaniowej w Warszawie 1 lutego 2009 r. Ale sprawę zakończył dopiero wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 8 sierpnia 2014 r.
Zamiar zamontowania siatki winylowej z nadrukiem reklamowym o wymiarach 15 m x 9 m, z lampami halogenowymi, zabezpieczającej ocieplanie i remont elewacji, zgłosiła do prezydenta Warszawy spółka mająca je wykonywać. Zgodnie z rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych i administracji z 16 sierpnia 1999 r. w sprawie warunków technicznych użytkowania budynków budynek wielorodzinny musi mieć nieograniczone oświetlenie dzienne mieszkań. Mogą być na nim instalowane nośniki reklamowe, ale tylko wtedy, gdy nie ograniczają oświetlenia dziennego mieszkania. W § 14a ust. 4 rozporządzenie przewiduje jednak, że takie ograniczenie nie obowiązuje w razie wykonywania robót budowlanych dotyczących elewacji.
Ustalono, że remont elewacji został już zakończony. Zdjęcia z 2009 r. pokazują budynek po remoncie, a fotografie z 2011 r. z pełną elewacją i reklamą. Prezydent Warszawy uznał więc, że zgłoszenie dotyczy robót, które naruszą przepisy dotyczące oświetlenia dziennego mieszkań, i wniósł sprzeciw. Stwierdził, że zakończenie robót wyłącza stosowanie ust. 4 § 14a rozporządzenia. Prawomocnym wyrokiem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę spółki.
Ponieważ reklama okazała się samowolą budowlaną, organy nadzoru budowlanego nakazały wspólnocie mieszkaniowej jej rozbiórkę.
Wspólnota zaprotestowała. Jej zdaniem nakaz wydano bezpodstawnie, gdyż siatka z reklamą została zainstalowana w związku z remontem elewacji. Błędnie też zinterpretowano art. 52 prawa budowlanego, ponieważ obowiązek demontażu banneru nie może obciążać właściciela budynku, lecz właściciela reklamy.
Kolejna sprawa w WSA, tocząca się tym razem ze skargi wspólnoty na nakaz rozbiórki, zakończyła się także niepomyślnie dla wspólnoty. WSA, a następnie NSA uznały tę decyzję za zgodną z przepisami.
Sędzia NSA Andrzej Gliniecki ocenił, że zarzuty wspólnoty służą jedynie przedłużeniu postępowania (sygnatura akt: II OSK 1090/13). Przypomniał, że zgodnie z art. 52 prawa budowlanego inwestor, właściciel, zarządca obiektu budowlanego obowiązani są na swój koszt dokonać nakazanej rozbiórki. Nakaz może być jednak skierowany do osób, które mają tytuł prawny do nieruchomości. A więc w tym przypadku do wspólnoty. To, kto go fizycznie wykona, jest kwestią drugorzędną.