Tłumaczą, że muszą zgromadzić i przeanalizować archiwalne dokumenty.
W styczniu br. urzędnicy obiecywali, że sprawę załatwią w drugim kwartale. Na początku marca wiceprezydent stolicy Andrzej Jakubiak deklarował, że na jej zakończenie potrzeba nie więcej niż pół roku. Dziś urzędnicy prolongują termin do trzeciego kwartału.
O sprawie pisaliśmy na początku roku. Nasz czytelnik ubiega się o zwrot działek, które zostały przejęte na rzecz Skarbu Państwa w 1978 roku.
– Miały być przeznaczone pod rozbudowę ówczesnych Zakładów Mechanicznych PZL-Wola – opowiada wywłaszczony właściciel ziemi (nazwisko do wiadomości redakcji). – Zakłady sprzedały jednak teren po cenie wolnorynkowej, niezgodnie z decyzją wywłaszczeniową.
Nasz czytelnik wniosek o zwrot 13 774 mkw. ziemi złożył w ratuszu w sierpniu 2004 r. We wrześniu 2008 r. urzędnicy poprosili wolską delegaturę Biura Gospodarki Nieruchomościami o dokumenty – m.in. akta wywłaszczeniowe.
Tak długi czas rozpatrywania wniosku urzędnicy tłumaczyli... nieobecnością w pracy urzędnika, który się sprawą zajmował. Dziś zaś twierdzą, że można mówić jedynie o przewidywanym terminie zakończenia sprawy, bo nie ma... „jednoznacznie określonego przedmiotu postępowania”.
– Wniosek [o zwrot ziemi – red.) zawierał wyłącznie wstępne dane, niewystarczające do uzyskania materiałów archiwalnych pozwalających na ocenę stanu prawnego nieruchomości – tłumaczy dziś Jan Budniak, naczelnik miejskiego Wydziału Nieruchomości Skarbu Państwa (WNSP). Dodaje, że wywłaszczony właściciel był wzywany do uzupełnienia wniosku.
– To prawda. Zgodnie z żądaniami urzędników dostarczyłem m.in. decyzję wywłaszczeniową i poświadczony notarialnie akt własności – mówi nasz czytelnik. Po kilku latach urzędnicy stwierdzili, że znów czegoś brakuje.
– Wywłaszczenia w latach 60. i 70. były przeprowadzane w masowej skali z małą starannością w archiwizacji wydanych dokumentów – wyjaśnia Jan Budniak. – Dotyczy to zarówno dokumentacji prawnej, geodezyjnej, jak i architektonicznej. W postępowaniach o zwrot nieruchomości największy wpływ na rozstrzygnięcie ma tymczasem analiza dokumentacji archiwalnej w odniesieniu do dzisiejszego stanu formalnoprawnego nieruchomości. Poważną trudność sprawia oczywiście nie sama analiza materiału, lecz odnalezienie właściwych dokumentów źródłowych – podkreśla.
Miasto, jak podaje naczelnik, musi dotrzeć m.in. do archiwalnej dokumentacji budowlanej czy planów inwestycji, jakie miały być prowadzone na przejętej przez państwo ziemi.
– Od czasu wywłaszczenia zmieniała się nomenklatura oznaczania nieruchomości i jej granice – tłumaczą urzędnicy. Podkreślają, że dziś muszą zweryfikować właśnie informacje dotyczące m.in. geodezyjnego oznaczenia działek. – Musimy też uzyskać stanowisko PZL-Wola dotyczące inwestycji, o której była mowa w decyzji lokalizacyjnej będącej podstawą wywłaszczenia – mówi naczelnik WNSP.
Co w tym roku urzędnicy zrobili w tej sprawie? Jak wyliczają, rozesłali wiele pism – np. do dzielnicy Wola czy do Zakładów Mechanicznych, z prośbą o dokumenty. Na długiej liście sukcesów znalazły się też odpowiedzi na pytania „Rz” dotyczące sprawy.
– Pismem z 10 marca 2009 r. zamówiono odbitki mapy sytuacyjnej powołanej w decyzji wywłaszczeniowej, a 30 marca przekazano ją służbom geodezyjnym – wyliczają urzędnicy.
– Mam nadzieję, że sprawa zakończy się w tym roku – mówi nasz czytelnik. Wiceprezydent miasta deklarował o jej załatwieniu do jesieni.