[b]17 listopada ukazała się czwarta studyjna płyta Nory „The Fall”. Dla naszych czytelników mamy 4 płyty - czytaj niżej.[/b]

Na okładce najnowszego, wydanego właśnie albumu jest ubrana jak panna młoda. Pytam, czy to zapowiedź rychłego zamążpójścia.

– Teraz to raczej strój marzeń. Mówiąc serio: żart. Pomysł fotografa. Nie mam planów matrymonialnych. Chcę się zająć podróżami i muzyką – mówi jak przystało na dzisiejszych trzydziestolatków.

Kiedy dopytuję, czy w dzisiejszych czasach trudniej o stabilizację i znalezienie ukochanej osoby na całe życie, Jones odpowiada: – Nie wiem. Nie myślę o tym. Może kiedyś założę rodzinę. – I ucina szybko rozmowę.

Wcale się nie dziwię. Na kilka tygodni przed premierą „The Fall” płyta została nazwana przez „Rolling Stone’a” albumem pożegnań. Gwiazda rozstała się ze swoim wieloletnim narzeczonym, a jednocześnie współkompozytorem i basistą Lee Alexandrem, a także grupą muzyków, którzy towarzyszyli jej od pierwszej sesji nagraniowej „Come Away with Me” w 2002 roku.

– Dwa lata temu po długim tournée zaczęliśmy być sobą zmęczeni – powiedziała artystka „Rolling Stone’owi”. – Ale pozostaliśmy przyjaciółmi. Utrzymujemy kontakty. Wszyscy są zadowoleni. Chcemy jeszcze razem pomuzykować w przyszłości. Teraz potrzebowałam jednak złapać nowy oddech. Chciałam wyrwać się z muzycznego kręgu, w którym tkwiłam od lat.

Znamienny jest teledysk do pierwszego przeboju z nowej płyty – „Chasing the Pirates”. Nora znajduje przed drzwiami mieszkania tajemniczą butelkę, a w niej mapę – zaproszenie do dalekiej podróży. Wkłada piracki kostium, wbiega na dach i chwyta stery wirtualnego statku-kamienicy. Wypływa na szerokie wody.

Przed premierą mówiło się też o rockowej rewolucji w muzyce Amerykanki. Po przesłuchaniu albumu można uznać te zapowiedzi za przesadę, choć rzeczywiście jest bardziej gitarowy od poprzednich.

– Po raz pierwszy komponowałam z gitarą, nie korzystając z fortepianu – wyjaśnia. Postanowiła też znaleźć rockowego producenta. – Zadzwoniłam do Jacquire’a Kinga, który odpowiadał między innymi za płyty rockowego kwartetu Kings of Leon oraz „Mule Variations” Toma Waitsa. To mój ulubiony album od wielu lat.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

[srodtytul]Rockowe upodobania[/srodtytul]

JJones zaczarowała świat aksamitnym głosem i kameralnym, wręcz intymnym klimatem nagrań. Najpierw była największym objawieniem 2002 r., potem okazało się, że całej dekady. Artystka wydaje piosenki w zasłużonej jazzowej wytwórni Blue Note, mającej w katalogu największe tuzy gatunku: Cassandrę Wilson, Herbiego Hancocka, Bobby’ego McFerrina czy Dianne Reeves. Gdy okazało się, że jazzowa etykietka nie pomaga w sprzedaży, nagrania opatrzono nalepką „pop”. Marketingowy pomysł chwycił. Album podbił serca fanów jazzu i popu – przestały liczyć się muzyczne podziały. Cieszył się większym powodzeniem niż przeboje największych gwiazd – Springsteena czy U2. „Come Away with Me” zdobyło osiem nagród Grammy i sprzedało się na świecie w ponad 18 milionach egzemplarzy.

Miałem szczęście widzieć jeden z pierwszych europejskich koncertów Jones, który odbył się w Berlinie. Przyszły panie w wieczorowych toaletach, panowie w krawatach. Jak do filharmonii. Norah była wyraźnie stremowana taką atmosferą. Ale grała swoje. Zapytała widownię, czy zna Led Zeppelin i AC/DC. Poza młodzieżą nie odpowiedział nikt. Zaczęła grać akordy heavymetalowej ballady „Ride on”. Już wtedy zdradzała zainteresowanie rockiem.

A kiedy w grupie dziennikarzy spotkaliśmy się z nią po koncercie – zaskoczyła nas nieśmiałością. Dziś okazuje dystans do gwiazdorskiej sławy. Nie jest osobą, która uwielbia pozowanie do zdjęć i rozdawanie autografów.

[srodtytul]Wyzywające pończochy[/srodtytul]

Muzyczny talent odziedziczyła po ojcu. Jest nieślubną córką Ravi Shankara, najsłynniejszego hinduskiego muzyka na świecie, który zrewolucjonizował rocka lat 60.: był mentorem bitelsa George’a Harrisona i jego nauczycielem gry na sitarze.

– Ojciec mówił mi, że George nigdy nie był dla niego wielkim bitelsem, tylko sympatycznym facetem, który nie chce rujnować sławą prywatnego życia – powiedziała „The Observer”.

Ale kiedy pytam Jones o największy życiowy autorytet, bez namysłu wspomina mamę. Była kolejno pielęgniarką, tancerką, producentką. W latach 60. była hipiską. Zwracała uwagę płomiennie rudymi włosami. Związała się z Shankarem na dziewięć lat. Kiedy się rozstali, ciężko pracowała, żeby wychować córkę. Ojciec odwiedzał ją, gdy była dziewczynką. Potem nastąpiła dziewięcioletnia przerwa w kontaktach. Aż do osiemnastego roku życia.

Norah wcześnie zaczęła muzyczną edukację. Mając pięć lat, śpiewała w chórze. Lekcje gry na pianinie rozpoczęła dwa lata później. Uczyła się w ekskluzywnej szkole Booker T. Washington, której absolwentką jest m.in. Erykah Badu. Pierwszy koncert zagrała w małej kafejce, kiedy miała 16 lat. Trzy lata później wyjechała do Nowego Jorku. Zarabiała jako kelnerka w Metropolitan Art Gallery. Dostawała dwa dolary za godzinę plus napiwki. Dziennie wyciągała 50 dolarów.

Zapytana o sposób na sukces pierwszej płyty odpowiada mi z prostotą: – Starałam się pisać piosenki, które zrelaksują bądź wzruszą słuchaczy. Pomagał mi narzeczony Lee Alexander, zaufała firma płytowa. Marzenia się spełniły.

Drugi album, „Feels like Home”, wydany w 2004 r. sprzedał się w milionie egzemplarzy w ciągu tygodnia. Przyniósł więcej countrowych brzmień, ale Norah miała powoli dość przesłodzonego wizerunku. Opowiadała:

– Można się wściec, gdy ludzie ciągle mówią: uwielbiam się kąpać przy twojej muzyce. A kobiety wyznają, że rodziły dzieci przy moich nagraniach.

Przyszedł czas na zmianę. Na razie podczas koncertów. Kiedy na kilka dni przed światową premierą trzeciego albumu „Not Too Late” (2007) oglądałem występ Amerykanki w Baden-Baden, przeżyłem szok.

Za czarnym fortepianem zobaczyłem inną Norah Jones. Włożyła wyzywające czerwone pończochy, wysokie czarne buty na obcasie i czarną minisukienkę podkreślającą biust oraz mocno wciętą talię. Styl gry był bardziej drapieżny, zmysłowy i uwodzicielski niż kiedyś.

Największe wrażenie robił głos: niesamowicie głęboki, mocny, a jednocześnie kobiecy. Norah wypełniała salę głośnymi, agresywnymi akordami elektrycznego pianina Wurlitzera.

– Co jest?! Otwórzcie drzwi, niech tu przyjdą inni! – krzyczała do zaskoczonej widowni, widząc, że reakcje nie są równie gorące jak jej muzyka.

W piosenkach opowiadała o trudnych związkach, rozstaniach i zdradzie. Zaangażowała się w politykę. Najbardziej drapieżny na płycie był song „Sinkin’ Soon” – o Ameryce końca prezydentury George’a Busha. Zwracała uwagę dekadencka, kabaretowa muzyka przypominająca dokonania Kurta Weila. Refren „Idziemy na dno” mówił wszystko.

[srodtytul]Filmowy pocałunek[/srodtytul]

W 2007 r. Norah Jones przyjechała po raz pierwszy do Polski. Wystąpiła w Operze Leśnej. Nie zapanowała nad publicznością, która piła piwo i oczekiwała na rytmiczną muzykę wywołującą słynną sopocką falę. Gadała podczas występu. Muzykom trudno było się skupić. Ale kiedy spytałem Jones, czy pamięta tamten koncert, odpowiedziała jak gdyby nigdy nic: – Ależ oczywiście, było bardzo przyjemnie. Opera Leśna jest naprawdę pięknym miejscem.

W tym samym roku na festiwalu filmowym w Cannes odbyła się premiera „Jagodowej miłości” Wong Kar-Waia, filmowego debiutu Nory. Romantycznej historii w konwencji kina drogi, w której zagrali również Natalie Portman i Jude Law.

– Na początku usłyszałam, że zaprasza mnie na rozmowę Wong Kar Wai – wspomina wokalistka. – Nic o nim nie wiedziałam, dlatego obejrzałam „Spragnionych miłości”. Jak się okazało, najpiękniejszy film, jaki widziałam. Myślałam, że reżyser chce mnie poprosić o muzykę, tymczasem zapytał, czy zagrałabym u niego główną rolę!

Film stał się również sensacją towarzyską – ze względu na finałową scenę długiego i namiętnego pocałunku Nory z Jude’em Law.

– Wszystkie moje koleżanki były podniecone tym, że mogłam pracować z Jude’em. To nie było tak, że całowaliśmy się przez wiele tygodni pracy na planie. Dopiero na koniec i tylko w ostatnim ujęciu – mówi Norah Jones.

Praca nad nim trwała jednak aż trzy dni! Kręcono z wszystkich możliwych perspektyw. Pikanterii dodawało, że Law zlizywał z Nory bitą śmietanę. Zjadł jej podobno aż pół kilo.

– Wszystkim było smutno przy rozstaniu – wspomina gwiazda.

Czwarta płyta będzie sprawdzianem popularności Norah Jones. Tegoroczny album U2 „No Line on the Horizon”, pomimo gigantycznego tournée, sprzedał się w Ameryce tylko w milionie egzemplarzy. Słabiej od poprzednich.

– Jeśli już miałabym wskazać kogoś, kto mnie inspiruje w show-biznesie, to raczej Bob Dylan niż Bono – powiedziała „Rz” Nora. – Słucham go od lat. A lubię za to, że jest nieprzewidywalny. Spotkaliśmy się raz i choć nie spędziliśmy razem dużo czasu, byłam pod wielkim wrażeniem – mówi Norah.

Zapytana o trudną sytuację na rynku fonograficznym, odpowiedziała:

– Komponowanie muzyki i sukces – to dwie różne sprawy. Prawdopodobnie nie odniosę już wielkiego sukcesu. Dlatego, że go nie pragnę.

[ramka]Największe przeboje wokalistki

? Come Away with Me – tytułowa piosenka z debiutanckiej płyty z 2002 r.

? Don’t Know Why – drugi wielki hit z debiutanckiej płyty

? Sunrise – kompozycja, która wypromowała „Feels like Home” z 2004 r.

? Thinking about You – z trzeciej płyty „Not Too Late” z 2007 r.

? Chasing the Pirates – promuje nowy album „The Fall”[/ramka]

[ramka] [b]KONKURS[/b]

Dla naszych czytelników mamy 4 płyty Norah Jones „The Fall”.

Wygrają 4 pierwsze zgłoszenia na adres [mail=kultura@rp.pl]kultura@rp.pl[/mail].

[b]Znamy już zwycięzców, poinformujemy ich drogą elektroniczną. Dziękujemy za udział w konkursie :)

Start konkursu 11.12 (piątek), godz. 12.00.[/b]

[link=http://www.facebook.com/pages/Serwis-Kulturalny-rppl/140157390741]Zostań fanem serwisu na Facebooku[/link] - informacje o konkursach - zaproszenia na koncerty, do teatru, ciekawe książki.[/ramka]