Ponad 250 dzieł kuratorka Monika Przypkowska rozmieściła we wschodnim i południowym skrzydle zamkowym w kilkunastu salach, w których spotykają się ze sobą i konfrontują sztuka, rzemiosło i moda.
Na ekspozycję podzieloną na siedem części wydzielonych także kolorem ścian („Kostium władzy”, „Rycerskie manewry”, „Flora – transgresje”, „Historie futrem podszyte”, „Kostium filozofa”, „W pułapce buduaru”, „Zorientowani?”, „Niech nas widzą!”) składają się dzieła sztuki od XVI wieku aż po współczesność, w tym także nietuzinkowe stroje haute couture i akcesoria modowe z kolekcji Adama Lei.
widok wystawy "Niech nas widzą!"
Nauka kontestacji wizerunków
Nie jest to jednak wystawa o modzie. W tym przypadku stanowi ona jedno z narzędzi do uświadomienia, że za pomocą wkładanych strojów ludzie kreowali i kreują nadal swój wizerunek – nawet jeśli nie zawsze sobie to uświadamiają. Ekspozycja pokazuje także, jak zmieniało się przez lata znaczenie poszczególnych części stroju (m.in. gorsetu, kiedyś symbolu kobiecego ucisku, dziś – kobiecej niezależności). Ubrania o nas opowiadają.
– Mówimy często, że wizerunek to potęga, zwłaszcza w mediach – przypomina kuratorka. – Szczególnie w przypadku polityków, celebrytów, ludzi kultury, wszystkich, którzy z różnych powodów – zawodowych czy prywatnych – chcą opowiedzieć o sobie przy pomocy mediów społecznościowych. Osacza nas natłok tych wizerunków. Mnogość obiektów na wystawie, narzędzi, którymi posługują się artyści, rodzaju sztuk, które są prezentowane – ma odzwierciedlać tę mnogość. Dajemy ikonografię, dzięki której łatwiej rozczytywać wizerunkowość ludzi, instytucji. Ta wiedza może być przydatna, by unikać poddawania się różnym mistyfikacjom wizualnym.
Między płaszczem koronacyjnym Stanisława Augusta a gorsetem Paco Rabanne
Punktem wyjścia do budowania narracji wystawy jest kolekcja warszawskiego Zamku Królewskiego – jak podkreśla kuratorka. Pierwszą odsłonę dialogu tradycji, dziedzictwa i przeszłości ze współczesnością rozpoczyna rozdział „Kostium władzy”, wyjątkowo bogato i ciekawie zilustrowany. W centrum sali rozpoczynającej wystawę umieszczony został ozdobiony 34 orłami haftowanymi srebrną nicią płaszcz koronacyjny Stanisława Augusta, ostatniego króla Polski, związanego z historią Zamku Królewskiego w Warszawie. Opodal w gablocie zamówiony przez tego króla miecz ceremonialny Orderu Orła Białego na uroczystości towarzyszące jego koronacji w 1764.
widok wystawy "Niech nas widzą!"
To oczywiste symbole władzy, ale są i mniej spodziewane: w tej części przyjrzeć się też można fioletowym pantofelkom noszonym przez księżną Windsoru Bessie Wallis Warfield-Spencer-Simpson, czyli słynną kochankę księcia Walii Edwarda VIII, która dopiero po jego abdykacji została żoną.
Czas uaktualnił rzeźbę „Golden Boys: Putin, Trump” Pawła Kowalewskiego pokrytą płatkami 24-karatowego złota. Dwie wykonane w 2017 r. wykrzywione grymasami twarzy główki przywódców wykrzykują do siebie zawieszone po dwóch stronach.
W „Kostiumie władzy” znalazł też miejsce obraz współczesnej artystki Moniki Misztal „Głowa w koronie” przedstawiający leżącą na wznak głowę, sugerując jej upadek. Jest i portret „Henryka Walezego” Karola Radziszewskiego, który od lat tworzy wizerunki nieheteronormatywnych postaci z historii Polski. To wszystko zaledwie fragment pierwszego rozdziału.
Z uwagi na urodę strojów i akcesoriów z kolekcji Adama Lei trudno nie wspomnieć o poświęconej paniom, osobnej salce „Rycerskich manewrów”. W jej centrum znajduje się piękna suknia wieczorowa nawiązująca do rycerskich kolczug ze zwiewną powłóczystą jasną spódnicą, 2007, model haute couture z Domu Mody Jean-Louis Scherrer. Równie wspaniałe są dwie kreacje Paco Rabanne, czerpiące z klimatu rewolucji seksualnej lat 60. XX wieku, w których istotnym elementem jest metal, nie mówiąc o niezwykłym gorsecie tego projektanta.
widok wystawy "Niech nas widzą!"
Potęga bez przesytu
W przestrzeni jednej wystawy ogromna rozpiętość artystów i dzieł: od szkicu do portretu koronacyjnego Stanisława Augusta wykonanego przez Marcello Bacciarellego, poprzez asamblaż „Adoracja ostatniego króla” Władysława Hasiora, damskie buciki z odciśniętymi palcami Vivienne Westwood, porcelanowe figurki z Królewskiej Manufaktury Porcelany w Miśni, lwi szturmak all’ antica cesarza Karola V Habsburga, przestrzenną rotundę Marii Pinińskiej-Bereś z metalowym dzwoneczkiem zawieszonym w środku krynoliny-klatki, lorgnon i etui ze skóry krokodyla i skorupy żółwia, na tryptyku fotograficznym Natalii LL i namalowanym przez Edwarda Dwurnika „Wysokim, czystym, trzeźwym robotniku” kończąc. Trudno pozostać obojętnym na same obiekty – czasem uwodzące pięknem albo zaskakujące wyrafinowaniem. Tu każdy wybiera sam, a jest w czym.
Poddane przez kuratorkę tropy i zderzenia otwierają pulę interpretacji i skojarzeń własnych.
widok wystawy "Niech nas widzą!"
Pojemność znaczeniową wystawy pokazuje też reklamujący ją plakat. Została na nim umieszczona praca „Wspaniałość siebie III” Zofii Kulik, czyli czarno-biały fotograficzny kolaż przedstawiający kobietę odzianą w strój pełen przepychu. Wykańczająca go kryza pokryta jest zwielokrotnioną sylwetką męską, wykonującą dziwne gesty (modelem był Zbigniew Libera).
Trzeba wspomnieć o wypożyczeniach z 30 instytucji (w tym z paryskiego Luwru, Galerii Obrazów Starych Mistrzów w Dreźnie, wiedeńskiego Kunsthistorischesmuseum), od 22 kolekcjonerów i artystów, i 102 nazwiskach osób bezpośrednio zaangażowanych w tworzenie wystawy.
Cieszyć się należy, że liczba przeszła tym razem w jakość, a to naprawdę rzadkie. Trzeba zobaczyć.
Wystawę „Niech nas widzą! Wizerunek, strój, ciało” można oglądać do 8 lutego 2026 r.