Ponad 250 dzieł kuratorka Monika Przypkowska rozmieściła we wschodnim i południowym skrzydle zamkowym w kilkunastu salach, w których spotykają się ze sobą i konfrontują sztuka, rzemiosło i moda.
Na ekspozycję podzieloną na siedem części wydzielonych także kolorem ścian („Kostium władzy”, „Rycerskie manewry”, „Flora – transgresje”, „Historie futrem podszyte”, „Kostium filozofa”, „W pułapce buduaru”, „Zorientowani?”, „Niech nas widzą!”) składają się dzieła sztuki od XVI wieku aż po współczesność, w tym także nietuzinkowe stroje haute couture i akcesoria modowe z kolekcji Adama Lei.
widok wystawy "Niech nas widzą!"
Nauka kontestacji wizerunków
Nie jest to jednak wystawa o modzie. W tym przypadku stanowi ona jedno z narzędzi do uświadomienia, że za pomocą wkładanych strojów ludzie kreowali i kreują nadal swój wizerunek – nawet jeśli nie zawsze sobie to uświadamiają. Ekspozycja pokazuje także, jak zmieniało się przez lata znaczenie poszczególnych części stroju (m.in. gorsetu, kiedyś symbolu kobiecego ucisku, dziś – kobiecej niezależności). Ubrania o nas opowiadają.
– Mówimy często, że wizerunek to potęga, zwłaszcza w mediach – przypomina kuratorka. – Szczególnie w przypadku polityków, celebrytów, ludzi kultury, wszystkich, którzy z różnych powodów – zawodowych czy prywatnych – chcą opowiedzieć o sobie przy pomocy mediów społecznościowych. Osacza nas natłok tych wizerunków. Mnogość obiektów na wystawie, narzędzi, którymi posługują się artyści, rodzaju sztuk, które są prezentowane – ma odzwierciedlać tę mnogość. Dajemy ikonografię, dzięki której łatwiej rozczytywać wizerunkowość ludzi, instytucji. Ta wiedza może być przydatna, by unikać poddawania się różnym mistyfikacjom wizualnym.