Reklama

Zmarł wybitny chicagowski bluesman Magic Slim

Chciagowski gitarzysta i wokalista bluesowy Morris Holt znany jako Magic Slim zmarł wczoraj w Filadelfii. Miał 75 lat. Jego stan zdrowia pogorszył się w czasie ostatniej trasy koncertowej kilka tygodni temu i trafił do szpitala, poinformowała jego managerka Marty Salzman.

Publikacja: 22.02.2013 11:56

Magic Slim & The Teardrops wystąpili w warszawskim klubie Palladium 24 kwietnia 2009 r. Podczas Blues Rock Jazz Warsaw Festival tego samego wieczoru sędziwy muzyk dzielił scenę ze wschodzącą gwiazdą bluesa Joe Bonamassą. Z trudem wszedł na scenę i przez cały koncert nie podniósł się ze stołka. Mimo braku małego palca prawej dłoni zręcznie grał ekspresyjne chicagowskie bluesy. Ale serca publiczności podbił najwolniejszymi tematami. Powoli, smętnie snuł opowieści o dolach i niedolach życia, bo przecież do tego blues nadaje się najlepiej. Każdemu wersowi odpowiadała gitarowa fraza, tak rzewna, że musiała wzruszyć najtwardsze serca.

Reklama
Reklama

Surowe, elektryczne brzmienie, jakie wypracował Magic Slim, jest do dziś wzorem do naśladowania dla nowych pokoleń bluesmanów. Nie używał żadnych przestawek modyfikujących gitarowe riffy. Osiągnięcie wysokiego poziomu wirtuozerii nie przyszło mu łatwo, bo jako dziecko stracił mały palec prawej dłoni w maszynie do bawełny zwanej odziarniarką.

Od wczesnych lat życia przejawiał muzyczny talent i brał lekcje gry na pianinie. W wyniku wypadku musiał porzucić ten instrument, ale nie zniechęciło go to uprawiania muzyki. W 1955 r. Morris Holt, bo tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko, pojechał do Chicago, gdzie jako basista współpracował z Magic Samem, przyjacielem z rodzinnego Torrence, w stanie Missisipi. A że był wtedy wysoki i szczupły, lider przezwał go Magic Slimem. Magic Sam dał mu też sakramentalną radę: „Graj tak, jak nikt inny".

Magic Slim zrozumiał, że jeśli chce być kimś w świecie bluesa, musi grać na gitarze. Zaczął opracowywać własną technikę gry. Trudno stwierdzić, czy brak palca pomógł osiągnąć Magic Slimowi tak oryginalne brzmienie. Z pewnością nikt nie brał tego za jakiekolwiek ograniczenie. Jego gitara brzmiała jak żadna inna.

Pierwszego singla „Scufflin'" nagrał w 1966 r. dla małej wytwórni Wes. Pierwszy album „Born Under A Bad Sign" ukazał się dopiero w 1977 r. Magic Slim nagrywał dla francuskiej wytwórni MCM, bo w Europie cieszył się większą popularnością niż w USA. Dopiero, gdy zauważyła go amerykańska wytwórnia Alligator, specjalizująca się w bluesie, zaczął budować karierę, na jaką zasługiwał. Uhonorowaniem jego zasług dla bluesa była prestiżowa nagroda W. C. Handy Award. Ponownie otrzymał ją razem z zespołem The Teardrops w 2003 r.

Reklama
Reklama

Kiedy w 1990 r. przeniósł się do wytwórni Blind Pig Records rozpoczął się najważniejszy z artystycznego punktu widzenia okres w jego karierze. Album „Gravel Road" zyskał entuzjastyczne recenzje i trafił do pierwszej dziesiątki najlepszych płyt bluesowych. W 1996 r. jego kariera zatoczyła koło w momencie wydania albumu „Scufflin'", na którym po mistrzowsku zinterpretował swoje pierwsze nagranie sprzed 30 lat. W 2005 r. na płytach CD i DVD ukazał się zapis koncertu „Anything Can Happen".

Magic Slim udzielił kiedyś prostej rady muzykom: „Jeśli chcesz grać bluesa, graj, ale jeśli nie czujesz bluesa, porzuć zamiary bo nigdy go nie zagrasz, jeśli nie poczujesz bluesa".

Magic Slim & The Blue Jeans - I'm A Bluesman

Magic Slim & The Teardrops wystąpili w warszawskim klubie Palladium 24 kwietnia 2009 r. Podczas Blues Rock Jazz Warsaw Festival tego samego wieczoru sędziwy muzyk dzielił scenę ze wschodzącą gwiazdą bluesa Joe Bonamassą. Z trudem wszedł na scenę i przez cały koncert nie podniósł się ze stołka. Mimo braku małego palca prawej dłoni zręcznie grał ekspresyjne chicagowskie bluesy. Ale serca publiczności podbił najwolniejszymi tematami. Powoli, smętnie snuł opowieści o dolach i niedolach życia, bo przecież do tego blues nadaje się najlepiej. Każdemu wersowi odpowiadała gitarowa fraza, tak rzewna, że musiała wzruszyć najtwardsze serca.

Reklama
plakat
Andrzej Pągowski: Trzeba być wielkim miłośnikiem filmu, żeby strzelić sobie tatuaż z plakatem do „Misia”
Patronat Rzeczpospolitej
Warszawa Singera – święto kultury żydowskiej już za chwilę
Kultura
Kultura przełamuje stereotypy i buduje trwałe relacje
Kultura
Festiwal Warszawa Singera, czyli dlaczego Hollywood nie jest dzielnicą stolicy
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Kultura
Tajemniczy Pietras oszukał nowojorską Metropolitan na 15 mln dolarów
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama