Rzeczpospolita: Po roku 1944 komuniści znieśli przedwojenne święta państwowe – 3 Maja i 11 Listopada. Jaki był status tych dat w życiu publicznym PRL?

Pojawiły się nowe święta państwowe – 1 maja i 22 lipca. Przez większość dziejów PRL nie było żadnych niezależnych obchodów zniesionych świąt. Pojawiły się na widoczną skalę dopiero w połowie lat 70. wraz z kształtowaniem się opozycji demokratycznej i stanowiły wyraz sprzeciwu wobec systemu. Te niezależne obchody nie mogły się jednak odbywać w otwartej przestrzeni publicznej, więc odbywały się tam, gdzie w ówczesnych warunkach było to możliwe, czyli w kościołach. Zdarzało się jednak, że tłum wychodził ze świątyń na ulice, jak w roku 1979. Władze od pewnego momentu starały się uwzględnić dawne święta, ale nigdy nie nadały im charakteru państwowego.

Jakie były przejawy tych starań?

Na przykład 11 listopada organizowano akademię albo konferencję naukową, składano kwiaty. Ale nie było przemówień głowy państwa czy defilad.

Komuniści zatem próbowali Święto Konstytucji 3 Maja i Święto Niepodległości zawłaszczać...

Warto podkreślić, że sytuacja, o której rozmawiamy, dotyczy końcówki PRL. Przed upadkiem komunizmu 11 listopada było ostatni raz obchodzone państwowo i publicznie w Lublinie w roku 1944. Nawet Józef Stalin przysłał depeszę gratulacyjną. Po długiej przerwie, właściwie dopiero w roku 1981 – a więc gdy istniała już Solidarność – władze podjęły próbę wchłonięcia Święta Konstytucji 3 Maja i Święta Niepodległości, chociaż interpretowały je zgodnie z ideologią i językiem reżimu. To działo się zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego, gdyż generał Wojciech Jaruzelski zdawał sobie sprawę ze znaczenia symboli. I tak Konstytucja 3 maja była przypominana jako zwieńczenie oświeceniowej, „postępowej" tradycji polskiej, dążeń do modernizacji kraju, likwidacji barier stanowych. Z kolei 11 listopada łączono z rewolucją październikową – podkreślając, że to bolszewicy uznali prawo Polaków do własnego państwa.

Tymczasem wprowadzone przez komunistów nowe święta były zaszczepianiem na gruncie polskim czegoś zupełnie obcego...

1 Maja, zanim stało się w PRL świętem państwowym, miało już w Polsce długą tradycję. Nawiązywało ono do masakry strajkujących robotników w Chicago w roku 1886 i było świętem ruchu robotniczego. W II Rzeczypospolitej obchodziły je partie lewicowe, od komunistów po PPS. W założeniu święto to miało więc łączyć wszystkich „ludzi pracy" na całym świecie. I tak też było w PRL. Notabene warto zaznaczyć, że 1 Maja miało charakter państwowy w III Rzeszy. Bo przecież rządziła nią formacja, która w swojej nazwie była narodowo-socjalistyczną partią robotników.

A jak było w PRL z rocznicami wybuchu Powstania Warszawskiego?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Powstanie miało jednak inny wymiar. Nie miało takiego znaczenia dla dziejów państwa polskiego jak 3 Maja i 11 Listopada, które były rocznicami wydarzeń przełomowych dla całego narodu. Jeśli chodzi o stosunek władz komunistycznych do Powstania Warszawskiego, w okresie stalinowskim przez parę lat próbowano je zaanektować. Potem jednak wszelkie publiczne uroczystości 1 sierpnia – a więc i na Powązkach, gdzie są mogiły wielu powstańców – były zakazane. Natomiast po roku 1956 przyzwalano na obchody, ale z taką tendencją, żeby po pierwsze ograniczyć je wyłącznie do Warszawy, a po drugie, żeby odróżniać dzielny lud stolicy, który chwycił za broń przeciwko okupantowi, od „sprzedawczyków" z dowództwa i Londynu, którzy dla własnych celów politycznych powstanie wywołali. Taki podział „klasowy" funkcjonował w zasadzie aż do roku 1989, a nawet odbija się czkawką do dziś.

W jaki sposób – skoro propaganda komunistyczna odeszła w przeszłość?

Świadczą o tym niektóre wypowiedzi podważające racjonalność i sensowność powstania. Traktowane jest ono jako nieszczęście, jako winni go wskazywani są dowódcy czy polski rząd na uchodźstwie, natomiast podkreśla się odwagę żołnierzy walczących w powstaniu i cierpienia ludności cywilnej, które zostały spowodowane taką nieodpowiedzialną kalkulacją polityczną elit II Rzeczypospolitej.

—rozmawiał Filip Memches

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95