W niedawnym wywiadzie Donald Trump powiedział: „Nigdy nie byłem fanem NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys – i Putin też o tym wie”. Sfrustrowany brakiem wsparcia dla operacji Epicka Furia w Iranie dodał: „Musicie nauczyć się walczyć o siebie. USA nie będą już przy was, żeby wam pomagać, tak jak wy nie byliście przy nas”.

Reklama
Reklama

NATO to sojusz obronny w obszarze atlantyckim, a nie narzędzie do pogłębiania chaosu na Bliskim Wschodzie

Europejscy wyborcy nie chcą dźwigać ogromnych kosztów wojny, która nie była z nimi konsultowana i której nie sposób wygrać na powszechnie przyjętych zasadach. Stąd ich odmowa, by zaangażować się zbrojnie. Niektóre państwa nawet odmówiły udzielenia swoich baz dla wojsk USA. Większość przywódców Starego Kontynentu nie chce drażnić Amerykanów, przypominając grzecznie, że NATO to sojusz obronny w obszarze atlantyckim, a nie narzędzie do pogłębiania chaosu na Bliskim Wschodzie. Jedynie premier Hiszpanii zdobył się na odwagę, nazywając atak na Iran „nielegalnym, lekkomyślnym i nieusprawiedliwionym”.

Czytaj więcej

Trump mówi, że NATO to „papierowy tygrys”. Europejscy sprzymierzeńcy USA bronią Sojuszu

Oczywiście w Europie – a zwłaszcza w Polsce – nie brakuje osób gotowych skoczyć za Trumpem nawet do piekła. Ich argument jest prosty: bez NATO nie ma bezpieczeństwa, a NATO to Ameryka. Spytajmy jednak: Czy Trump uważa Polskę za ważniejszą od Rosji? A może prezydent Karol Nawrocki ma większy wpływ na decyzje Trumpa niż prezydent Rosji? Pozytywna odpowiedź na te pytania sugeruje, że żyjemy w świecie politycznej fantazji.

Dlaczego Polska musi budować wspólną obronę z europejskimi partnerami

Cała konstrukcja odstraszania NATO opierała się na założeniu, że artykuł 5. zadziała automatycznie i bez wahania, nawet w wypadku groźby konfrontacji nuklearnej. Dziś wiemy, że to założenie przestało być oczywiste dla Putina i samego Trumpa, który nie myśli o poświęceniu Nowego Jorku dla Warszawy.

Dopóki Ameryką rządzą politycy pokroju Trumpa, stoimy przed dwiema możliwościami: albo zbudujemy europejski system obrony, albo będziemy zdani wyłącznie na siebie. Jednak ci sami politycy, którzy przyjmują uległą postawę wobec Trumpa, nie są gotowi oddać choć części naszej suwerenności na rzecz realnej współpracy z europejskimi instytucjami. Być może liczą na kolejny „cud nad Wisłą”, bo przecież sto lat temu Polska potrafiła samodzielnie powstrzymać Rosję. Wolałbym jednak, aby bezpieczeństwo narodowe nie zależało od cudów. Wspierajmy Ukrainę wszelkimi dostępnymi środkami, bo jej heroiczny opór wytraca impet rosyjskiej machiny wojennej. Jednocześnie budujmy wspólną obronę z europejskimi partnerami, bez dąsów i grymasów.

Autor

Jan Zielonka

Profesor na uniwersytetach w Oksfordzie i Warszawie