Ale jako że z powodu paskudnej pogody mam melancholijny nastrój, chciałbym wyrazić nadzieję, że jeśli się zdarzy, iż któryś z prezesów spółek notowanych na giełdzie, albo nie daj Boże kilku prezesów, skrytykuje rząd najjaśniejszej RP, minister skarbu państwa nie będzie próbował renacjonalizować GPW, albo nie złoży do sądu gospodarczego wniosku o wykreślenie jej z rejestru spółek. Dlaczego o tym piszę? Zupełnie nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy.
Innym tematem poruszającym całą dzisiejszą prasę jest wczorajsze posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. A ściślej brak jednego z zaproszonych, puste krzesło po Jarosławie Kaczyńskim, który stwierdził, że rezygnuje z członkostwa w tym towarzystwie tłumacząc, iż nie chce żyrować polityki zagranicznej prezydenta.
„Bronisław Komorowski zaprosił do Rady przywódców opozycji, by mogła się stać forum wymiany poglądów, uzgadniania stanowisk i przekazywania opozycji informacji w najważniejszych dla Polski sprawach. Nie stanie się, gdyż Kaczyńskie obraził się na prezydenta, z którym przegrał wybory, i na państwo, które prezydent reprezentuje” – pisze w Gazecie Wyborczej Witold Gadomski. Na pierwszy rzut oka można się z tym komentarzem zgodzić. Faktycznie można odnieść wrażenie, że lider PiS jest obrażony na państwo i nie przestanie go ignorować, dopóki go nie odzyska. Ale zgodzić się z tym można tylko na pierwszy rzut oka. Bo warto się zastanowić nad założeniem ukrytym w słowach Gadomskiego. Jeśli wspaniałe państwowotwórcze pomysły prezydenta Komorowskiego jest w stanie storpedować sam jeden Jarosław Kaczyński, to albo lider opozycji jest tak potężny, że może jednym swym dąsem psuć państwo, albo to państwo jest tak słabe, że cała polityka to tylko taki teatrzyk, a odmowa występów szefa PiS sprawia, że szoł się nie udaje. Strach byłoby pomyśleć, że prawdziwe jest jedno i drugie.
Inna sprawa, że na wczorajszym posiedzeniu nie widziałem lidera PSL wicepremiera Pawlaka. A nie słyszałem, by ktoś twierdził, by szef ludowców niszczył państwo.
W Gazecie Wyborczej najnowszy sondaż. Platforma Obywatelska spada o 2 pkt. i może liczyć na 38-procentowe. poparcie. PiS mimo zamieszania z wyrzuceniem dwóch posłanek zatrzymał się na 22 procentach. SLD spada (ma teraz 9 proc.). Wzrost zanotowało wyłącznie PSL, znalazło się wreszcie na granicy progu wyborczego, a nie pod nią – 5 proc. Jaki z tego morał? Skorzystali ludowcy na propozycji przygarnięcia wyrzuconych z PiS pań polityczek, a bijące na alarm z powodu zachowania Jarosława Kaczyńskiego PO i SLD straciły poparcie. Sam zaś PiS ani drgnie. Decyzja o pozbyciu się medialnych posłanek nie przysporzyła mu nowych zwolenników, ale też nie odstraszyła dotychczasowych.