Reklama

Autostopowe eldorado

Rozmowa: Bogusław Laitl, pierwszy autostopowicz w PRL
Dziś podróże autostopem są czymś powszechnym

Dziś podróże autostopem są czymś powszechnym

Foto: Głos Szczeciński, Marcin Bielecki Mar Marcin Bielecki

W Polsce wraca moda na autostop, powstają nawet tzw. serwisy carpoolingowe, gdzie skrzykują się kierowcy i podróżni szukający podwózki. Pan już w 1957 r. wyruszył w pierwszą podróż autostopem po Polsce. Dlaczego nikt przed panem nie podróżował w ten sposób?

Bogusław Laitl:

Jeżdżenie na tzw. łepka, czyli po prostu bycie podwożonym w szoferce bez stosownych dokumentów podróży, było w tamtych czasach zabronione. Gdy milicja zatrzymywała samochód do kontroli, a w środku siedział taki „łepek”, to kierowca mógł mieć spore problemy.

Ale czy na pewno przed panem nikt nie ryzykował i autostopem nie jeździł?

Pewnie jeździł, tylko że to nie były żadne podróże, najwyżej krótkie trasy. My z kolegą Tadeuszem zdecydowaliśmy się na podróż dookoła Polski. Żeby milicja nie cofnęła nas już na rogatkach Krakowa, poszliśmy na posterunek i zgłosiliśmy oficjalnie chęć takiej podróży.

Reklama
Reklama

Tak z ulicy poszedł pan na milicję, by pozwolili panu jeździć autostopem?

Mniej więcej. Byliśmy do tej rozmowy dobrze przygotowani. Opowiadaliśmy, że chcemy zwiedzać po drodze zakłady pracy, spotykać się z notablami, podziwiać „pięknie kwitnącą socjalistyczną Polskę”. Milicjant napisał nam więc na kartce: „Stwierdza się, że student AGH ob. Laitl Bogusław i ob. Sowa Tadeusz, również student Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zgłosili swą podróż dookoła Polski samochodami-autostopem”.

Nic nieznaczący papierek...

To był klucz do wszystkich bram! Milicja w całej Polsce nie dość, że nas nie zatrzymywała, to jeszcze podwoziła na noclegi. Sypialiśmy w domach studenckich, na plebaniach, a raz nawet w izbie wytrzeźwień, ale byliśmy całkowicie trzeźwi! Mamy nawet potwierdzenie tego w naszym dzienniku podróży.

Ma pan ten dziennik do dzisiaj?

Oczywiście. Zapisywaliśmy tam wszystko. Z początku nawet dane personalne kierowców, którzy nas podwozili, i numery rejestracyjne ich samochodów. Potem odpuściliśmy sobie taką skrupulatność.

Reklama
Reklama

A huty zwiedziliście?

Nie, to był tylko fortel. Choć zaraz, w Częstochowie zwiedziliśmy, ale w Warszawie już woleliśmy obejrzeć fabrykę FSO. Zwiedzaliśmy też teatry, gdzie witano nas z honorami, bo już kilka gazet o tej naszej podróży napisało i staliśmy się trochę sławni.

Inni poszli w wasze ślady i też zaczęli podróżować autostopem?

Rok po naszej podróży, w 1958 r., władza zalegalizowała i zinstytucjonalizowała autostop w PRL. Powstał Społeczny Komitet Autostopu i zaczęły funkcjonować tzw. książeczki autostopu, które gwarantowały podróżującym ubezpieczenie, a kierowcom pozwalały gromadzić specjalne kupony za podwożenie podróżnych. Potem z tymi kuponami mogli brać udział w losowaniu nagród. Polska stała się autostopowym eldorado.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Kraj
Weekend pod znakiem słońca. Czy po nim wrócą dwucyfrowe mrozy?
Materiał Partnera
O magii spełniania marzeń
Kraj
Warszawa stała się centrum produkcji gier wideo. Jak wygląda ten rynek?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama