Od dawna się na to zanosiło, ale w tej kampanii wyborczej granica została przekroczona. Dziennikarze, którzy od dawna już służyli politycznemu establishmentowi, zirytowani słabą kampanią wyborczą rządzącej partii, zastąpili ją w roli jednej ze stron sporu. Po raz pierwszy też jednak przeciwko mediom zasiedziałym na rynku od czasów prosperity III RP, walczącym o jak najlepszy wynik wyborczy władzy, wystąpiły inne media, jasno już głoszące, że powstały z misją „obalenia podstaw ustrojowych" i wyzwolenia Polski.
Jedne i drugie, otwarcie odrzucając zasady rządzące dziennikarstwem w normalnym kraju demokratycznym, motywują to koniecznością obrony demokracji. Dla mediów Agory i ITI, dla większości dziennikarskich gwiazd, które zawdzięczają sławę dobremu miejscu w systemie zbudowanym na bazie umowy okrągłego stołu, imperatywem jest obrona demokracji przed Jarosławem Kaczyńskim. – Gdy PiS zostanie sprowadzony poniżej 10 proc., będzie można zacząć krytykować PO – zadeklarowano w jednej z rozmów „politbiura", jak przyjęło się określać piątkowe pogadanki Jacka Żakowskiego, Tomasza Lisa, Tomasza Wołka i Wiesława Władyki w Radiu TOK FM.
Podobną, tylko odwrotną postawę przyjmuje „Gazeta Polska" i jej wprowadzony na rynek krótko przed wyborami dziennik, a także media związane z Radiem Maryja i różne inicjatywy internetowe.