Reklama

Ameryka wyciąga rękę do Europy. Co Marco Rubio powiedział w Monachium?

Los Stanów Zjednoczonych i Europy jest powiązany - zapewnił na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium sekretarz stanu Marco Rubio. Ale Europejczycy chcą teraz równego partnerstwa, nie dawnej podległości Amerykanom.

Publikacja: 14.02.2026 12:21

Sekretarz stanu USA Marco Rubio

Sekretarz stanu USA Marco Rubio

Foto: REUTERS/Liesa Johannssen

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie wyzwania stoją przed relacjami transatlantyckimi między USA a Europą?
  • W jaki sposób sekretarz stanu USA Marco Rubio próbuje naprawić stosunki z Europą?
  • Czy istnieje możliwość samodzielnego działania Europy w kwestiach bezpieczeństwa?
  • Jakie są wizje przyszłej współpracy międzynarodowej prezentowane przez Europę i USA?
  • Co oznaczają nowe deklaracje Francji w kontekście odstraszania nuklearnego?
  • Jakie zmiany gospodarcze sugeruje Europa w kontekście uniezależnienia się od USA?

Na sali najpierw zapadła cisza. Potem jakby czuć było ulgę. Aż wreszcie deklaracje Rubio przyjęto oklaskami. Nawet na stojąco. 

Bo też szef amerykańskiej dyplomacji robił, co mógł, aby choć po części zasypać przepaść, jaka powstała w relacjach transatlantyckich w ciągu roku rządów Donalda Trumpa.

– Naszym domem jest półkula zachodnia, ale zawsze pozostaniemy dziećmi Europy – powiedział w jednej z licznych emocjonalnych formuł, do których sięgnął w tym przemówieniu. I wdał się w opis długiej listy europejskich odkrywców, przedsiębiorców czy naukowców, którzy zbudowali to, czym są dziś Stany Zjednoczone. Choć w wywiadzie sprzed kilku dni dla „Rzeczpospolitej” ambasador USA Thomas Rose zapewniał, że Polska jest dla Ameryki wzorem alianta, który powinna naśladować cała wolna Europa, o polskim udziale w budowie Stanów Marco Rubio nie wspomniał.

– Przeszłość bezpowrotnie odeszła. A przeznaczenie czeka! – tak sekretarz stanu wezwał Europę do budowy wspólnej przyszłości. I zapewnił: Jeśli będzie trzeba, sami tę walkę podejmiemy. Ale chcemy to zrobić razem z naszymi europejskimi aliantami.

Reklama
Reklama

Drogo zapłacimy za urojenie końca historii – uznał Rubio

To była zawoalowana odpowiedź na deklarację kanclerza Niemiec Friedricha Merza z poprzedniego dnia. Niemiecki polityk ostrzegł, że „w świecie rywalizacji potęg bez wsparcia europejskich sojuszników Stany Zjednoczone wkrótce dojdą do kresu swoich możliwości”.

Nie była to jedyna odpowiedź amerykańskiego sekretarza stanu. Podczas gdy szef niemieckiego rządu ostrzegł, że „ruch MAGA (Make America Great Again, Uczyńmy Amerykę Znów Wielką – red.) to nie jest nasza narracja. Dla nas wolność słowa kończy się, gdy w grę wchodzi godność ludzka. Nie wierzymy w protekcjonistyczne cła, ale w wolny handel. I w to, że tylko działając wspólnie możemy powstrzymać klimatyczną katastrofę”, szef amerykańskiej dyplomacji mówił o wspólnej cywilizacji Zachodu. Posunął się nawet do tego, że dziękował Brytyjczykom za wszczepienie Amerykanom pojęcia rządów prawa. Konceptu, który, zdaniem bardzo wielu, Trump teraz systematycznie niszczy. 

Czytaj więcej

Merz ostrzega Amerykę

Rok temu z tego samego miejsca wiceprezydent USA J.D. Vance sięgał po najtwardsze słowa, aby potępić Europę za niekontrolowaną politykę migracyjną czy rzekome ograniczenie wolności słowa. Ton Rubio, ale przede wszystkim sedno jego przesłania, były zupełnie inne. Wspominał o „urojeniu końca historii”, którym dał się uwieść cały Zachód, a nie tylko Europejczycy. Jego zdaniem chodzi o przekonanie, że wolny handel jest przyszłością świata, choć autorytarne reżimy (na czele z Chinami) wykorzystują go, aby nieuczciwymi metodami budować swoją potęgę. Dalej o układzie, w którym doszło do outsourcingu bezpieczeństwa wielu krajów do organizacji międzynarodowych (NATO) o coraz mniejszej wiarygodności. Kolejny punkt: walka o powstrzymanie zmian klimatycznych, podczas gdy Rosja czy Chiny garściami wykorzystywały kopalne źródła energii, aby zyskać przewagę cenową. I niekontrolowana imigracja, która może zniszczyć podstawy zachodniej cywilizacji.

Tyle że Rubio nie wspomniał, iż to przede wszystkim Ameryka poszła tą drogą. Dziewięciu kolejnych prezydentów USA kontynuowało po Richardzie Nixonie politykę bliskiej współpracy gospodarczej z Pekinem, bo przenoszenie produkcji do Chin oznaczało kolosalne korzyści dla amerykańskich koncernów. A i zdanie się Europejczyków na gwarancje NATO było jednym z najważniejszych narzędzi wpływów Ameryki na świecie. I Waszyngton nie miał nic przeciw temu, dopóki nie okazało się, iż przez wyzwanie rzucone przez Chiny Ameryka dłużej nie jest w stanie samodzielnie gwarantować bezpieczeństwa Europejczykom. 

Mleko się rozlało. Europa dawnej roli już nie zaakceptuje

Czy za deklaracją Rubio pójdą czyny? W końcu sekretarz stanu jest uważany za jednego z bardziej pojednawczych wobec Europy członków administracji Trumpa i jego przemówienie nie musi oznaczać, iż Vance czy sam prezydent USA zmienili nastawienie do Europy. Jednak przynajmniej w dwóch punktach szef amerykańskiej dyplomacji dał sygnały, że to nie tylko słowa. W sprawie Rosji przyznał, że „nie wiadomo, czy Moskwa poważnie chce pokoju, czy nie”. Zapowiedział dalsze zwiększanie presji Ameryki na Kreml, wymieniając kolejne sankcje czy wymuszenie na Indiach, aby nie kupowały rosyjskiej ropy. A wcześniej nazwał Związek Radziecki „bezbożnym imperium zła”. A to przecież jest projekt, z którego czerpie Władimir Putin, i który chce w jakiś sposób odbudować. Można więc odnieść wrażenie, że groźba rosyjsko-amerykańskiego porozumienia ponad głowami Europejczyków nie musi się spełnić. 

Reklama
Reklama

Rubio wspomniał także o „ogromnym potencjale” takich organizacji międzynarodowych, jak ONZ. Organizacji, które jednak jego zdaniem wymagają zasadniczej przebudowy. Do tej pory sądzono, że dla Trumpa te organizacje są martwe.

Czytaj więcej

Czy Emmanuel Macron zdoła przekształcić UE w potęgę równą USA?

Tyle że mleko się rozlało. Polityka Trumpa, której sednem jest groźba aneksji Grenlandii, tak przeraziła Europę, że powrót do dawnego układu w relacjach transatlantyckich nie jest możliwy. O tym w piątkowy wieczór mówił w Monachium Emmanuel Macron. Wskazał, że Europejczycy do tego stopnia potrafili się zmobilizować, iż od przeszło roku to już właściwie tylko na ich barkach spoczywa wsparcie finansowe i wojskowe dla Ukrainy (Donald Trump nie uruchomił żadnych nowych programów wsparcia wojskowego dla Kijowa). Prezydent Francji zwrócił uwagę na masowy program zbrojeń, jakie uruchomiło wiele krajów europejskich. Podkreślił, że Unia potrafiła w krótkim czasie zbudować nowy model gospodarczy, wolny od zależności od rosyjskich nośników energii. 

Teraz Europejczycy chcą pójść o krok dalej. Macron zapowiedział, że w nadchodzących tygodniach zaproponuje wybranym krajom europejskim (przypuszczalnie także Polsce) większy udział we francuskim odstraszaniu nuklearnym. Prezydent uznał też, że Europa musi szykować się do udziału w kształtowaniu porządku bezpieczeństwa na naszym kontynencie po wygaszeniu wojny w Ukrainie. Ostrzegł, że tym razem, inaczej niż w czasach Zimnej Wojny, porozumienia w tej sprawie nie zostaną wynegocjowane ponad głowami Europejczyków przez Waszyngton i Moskwę. I przede wszystkim podkreślił, że bez zgody Europy wojna w Ukrainie nie zakończy się, bo to Europa dziś w największym stopniu wspiera Ukrainę i nakłada najsurowsze sankcje na Rosję.

Niemcy, jak Francja, chcą budowy europejskiej potęgi

Tandem niemiecko-francuski przeżywa dziś kolejny kryzys. Paryż stawia na protekcjonizm, Berlin na wolny handel. Kuleją wspólne projekty rozwoju uzbrojenia. Ale jednak nigdy Niemcy i Francuzi nie byli tak zgodni w sprawie fundamentalnej: konieczności budowy niezależnej, europejskiej potęgi.

– Więź transatlantycka nie jest już gwarantowana – oświadczył otwarcie w Monachium kanclerz. I przedstawił szeroki program postawienia na nogi Europy. Teoretycznie w ramach NATO. Ale także na wypadek, gdyby sojusz z Ameryką został zerwany. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Chiny stoją przed dylematem, czy zaryzykować ostateczną konfrontację z USA

Niemcy mają znaleźć się w środku tego planu „przebudzenia Europy”. Ze względu na swój potencjał, historię, geografię. Kanclerz podkreślił, że jego zamiarem jest przekształcenie Bundeswehry w najpotężniejszą siłę konwencjonalną w Europie. Uznał, że także gospodarczo Europa zbyt długo dała się uzależnić od Stanów. I teraz musi stawiać na współpracę z nowymi partnerami, od Mercosuru po Indie.

Ale Friedrich Merz bardzo starannie podkreślił, że w tym procesie Niemcy „nigdy nie będą szły same, zawsze ze swoimi aliantami”. – Nie wrócimy do utopii samodzielnego hegemona– zaznaczył. Zaapelował do pozostałych wielkich krajów europejskich, w tym Polski, o przyłączenie się do budowy tej „suwerennej Europy”. I przypomniał słowa Radosława Sikorskiego sprzed 15 lat o tym, że bardziej obawia się niemieckiej bezczynności niż niemieckiej potęgi. 

Europa z pewnością nie odtrąca więc ręki wyciągniętej przez Rubio. Ale chce partnerskich relacji. Czy to dla Trumpa do przełknięcia, nie wiadomo. 

Polityka
Minister obrony Szwecji dla „Rzeczpospolitej”: Rosja nie wygrywa wojny z Ukrainą
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Polityka
Iran zawarł z Rosją tajną umowę na dostawę pocisków. Prezydent Trump „jest ciekawy”
Polityka
Co się stało na Grenlandii? Donald Trump wysłał tam amerykański statek szpitalny
Polityka
USA-Izrael. Donald Trump na zawsze z Beniaminem Netanjahu
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama