Sądy konsumenckie, których jest 31 w całym kraju, działają przy biurach Inspekcji Handlowej (w każdym mieście wojewódzkim). W tym roku (do końca października) trafiło do nich 2100 skarg. Wystarczy wypełnić prosty formularz wniosku, żeby ją złożyć. Połowa dotyczy wad butów.

Zaletą sądów konsumenckich jest to, że ich wyroki mają moc równą rozstrzygnięciom sądów powszechnych. Za złożenie skargi nie trzeba płacić, sprawy toczą się też szybciej i w mniej sformalizowany sposób niż na tradycyjnej sali sądowej.

Obok sądów konsumenckich działają też m.in. arbiter bankowy, sąd przy Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, przy rzeczniku ubezpieczonych itp.

Oprócz zalet są też i wady takich sądów. Na rozstrzyganie sprawy przez sąd konsumencki musi się zgodzić nie tylko klient, ale też sprzedawca lub usługodawca. Problem w tym, że nie wszystkie firmy chcą, aby sprawę załatwiał sąd polubowny.

– Nawet nie uzasadniają odmowy, działają na zasadzie „nie, bo nie”. Zgodnie z prawem nie muszą nawet odpowiadać na wezwanie sądu polubownego – podkreśla Hieronim Ostrowski, ekspert w dziedzinie sądownictwa polubownego.

Zgody na arbitraż odmawia ok. 40 proc. firm. Dlatego Ostrowskiemu podoba się pomysł czarnych list firm, które notorycznie ignorują sądy polubowne. Nie wiadomo, czy listy takie byłyby skuteczne, choć 72 proc. Polaków sądzi, że dobrze świadczy o firmie, gdy dobrowolnie zobowiązuje się poddać rozsądzeniu sporu przez sąd polubowny.

– Inaczej jest natomiast w arbitrażu bankowym – zaznacza arbiter bankowy Katarzyna Marczyńska. – Przy wstępowaniu do Związku Banków Polskich jego członkowie godzą się bowiem, aby ich ewentualne spory z klientami o wartości do 8000 zł trafiały do arbitrażu.

Orzeczenie arbitra bankowego nie ma jednak mocy równej wyrokowi zwykłego sądu.

Sprawa w arbitrażu nie oznacza automatycznej wygranej klienta z przedsiębiorcą. W pierwszym półroczu tego roku sądy polubowne wydały 152 wyroki. Tylko 27 z nich uznawało roszczenia konsumentów. Było też 519 ugód, co oznacza, że konsumenci nie do końca wywalczyli to, co chcieli.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Opinie o tych sądach są różne. Paweł Popławski, konsument z Warszawy, który bezskutecznie reklamował wadliwe drzwi, jest zadowolony, choć nie wie, czy rzeczywiście, pomimo orzeczenia, uda się jego sprawę do końca załatwić.

– Zmarnowałam prawie rok na te pozorne działania arbitrażu bankowego i wyeksploatowałam się emocjonalnie – uważa jedna z naszych czytelniczek z Pomorza, która długo czekała na rozstrzygnięcie i nie była nim usatysfakcjonowana. Uważa, że zwykły sąd to nie ostateczność, ale konieczność.

Aleksander Soczewko, główny inspektor Inspekcji Handlowej, jest też zadowolony z bezpłatnych mediacji prowadzonych przez Inspekcję Handlową. Taką metodą udaje się pozytywnie zakończyć ok. 68 proc. spraw.

Konsument może skorzystać z mediacji, gdy przedsiębiorca nie uznał jego pretensji. Wniosek o mediację nie jest jednak odwołaniem od reklamacji. Inspekcja Handlowa nie rozstrzyga bowiem, która ze stron ma rację, ale zajmuje pozycje rozjemcy. Pomaga stronom dojść do porozumienia. Wadą mediacji jest, że nie można tą drogą zobowiązać sprzedawcy do uwzględnienia roszczeń konsumenta nawet wtedy, gdy z pewnością ma on rację.

Tylko 1/4 Polaków wie o istnieniu sądów konsumenckich. Jednym z powodów małej ilości spraw są kłopoty z wyrażaniem zgody na tę formę rozstrzygania sporów przez przedsiębiorców. Jak to rozwiązać? Być może należałoby wprowadzić domniemanie zgody przedsiębiorcy na rozstrzyganie skargi konsumenckiej przez sąd polubowny. Tak jest m.in. w Danii. W przyszłości można również pomyśleć o rozwiązaniu stosowanym obecnie przez inne państwa – czyli o czarnych listach przedsiębiorców, którzy notorycznie nie zgadzają się na udział w polubownych sądach konsumenckich.

wyślij pytanie do autora: m.kosiarski@rp.pl