Czytaj więcej
24 lutego Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Donbas pozostaje epicentrum rosyjskich ataków na Ukrainie.
Przed południem zaczęły nadchodzić informacje o dywersji, jaką rosyjskie wojska robią na własnych tyłach.
W ciągu godziny okazało się, że Rosjanie wysadzili w powietrze dwa mosty prowadzące z Chersonia do Berysławia – drugiej co do wielkości miejscowości na przyczółku. Berysław leży pięć kilometrów na północ od zachodniego krańca tzw. tamy kachowskiej. Z dwóch mostów jeden prowadził przez największą rzekę na przyczółka Ingulec, a drugi przez bardzo szerokie i głębokie ujście niewielkiej rzeczki Tiahinki.
Czytaj więcej
Ukraina oskarża Rosję o grabienie opuszczonych przez mieszkańców domów w Chersoniu i zajmowanie ich przez żołnierzy, którzy przebierają się w cywil...
Zniszczenie obu przepraw oznacza odcięcie Chersonia od północno zachodniej części przyczółku. Nie wiadomo jednak, po co Rosjanie to robią. Na razie wygląda to tak, jakby chcieli wycofać się z większości terenu zajętego na prawym brzegu rzeki i z jednego, dużego przyczółka zrobić dwa małe. Pierwszy, większy, byłby w okolicach samego Chersonia a drugi (mniejszy) wokół Berysławia i tamy kachowskiej.
Jednak i w okolicach Chersonia Rosjanie zaczęli wysadzać mosty. W powietrze wyleciała jedna z przepraw przez kanał na południe od Sniehiriwka. Sama miejscowość znajduje się 50 kilometrów na północ od Chersonia. We wtorek przed południem rosyjscy propagandyści nieoficjalnie poinformowali, że ukraińskie oddziały wdarły się na północne jej krańce i walki trwają już między budynkami. Sniehiriwka jest największym węzłem kolejowym na przyczółku, bez niej Rosjanie stracą możliwość zaopatrywania swych wojsk.
Ale nie wiadomo jeszcze, jak dzisiaj wygląda sytuacja w miejscowości bronionej przez oddziały dwóch rosyjskich samodzielnych brygad zmotoryzowanych. Czy Ukraińcy posunęli się do przodu, czy może zostali wyparci.
W obu przypadkach całkowicie niejasne jest, po co Rosjanie wysadzili most na kanale na bezpośrednim zapleczu swych własnych oddziałów. Czy miał to być sygnał dla nich, że nie wolno się cofać? Część ukraińskich wojskowych podejrzewa, że do Sniehiriwki rosyjska armia wysłała dużo świeżo zmobilizowanych żołnierzy, a wycofała stamtąd bardziej doświadczone i wartościowe oddziały. „Mobiki” (jak ich nazywają w Rosji) mają być tylko „mięsem armatnim” utrudniającym poruszanie się ukraińskim żołnierzom w kierunku Chersonia a wysadzenie mostu uniemożliwi im ucieczkę i zmusi do zajadłej walki.
Dowództwo w Kijowie zaś zastanawia się, czy tego rodzaju „zachęty” ze strony Rosjan, by zaatakować Chersoń nie są pułapką mająca na celu wciągnięcie Ukraińców w krwawe i wyczerpujące walki o miasto.