Jarosław Kaczyński zdążył nas przyzwyczaić, że kandydat, który nam się nie podoba, może wygrywać wybory. Choć nie wszyscy się tego nauczyli, bo po ostatnich wyborach prezydenckich wciąż wielu było zdziwionych. Ma szczęście czy szczególną wiedzę o Polakach? Jedni tę lekcję pokory odrabiają, inni nie chcą przyjąć do wiadomości, że wyborcy chodzą własnymi ścieżkami – niekoniecznie tymi samymi, które wybraliby choćby warszawscy publicyści.
Czytaj więcej
Lider PiS wybrał: Przemysław Czarnek, czyli przede wszystkim partia. Jarosław Kaczyński rezygnuje tym samym z jakichkolwiek starań o centrum. Kandy...
To jedna z pułapek, w jaką można wpaść, oceniając wybór Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera. Tu nie ma prostych przełożeń. Nie owijając w bawełnę: uważam go za bardzo antypatycznego polityka. Ale moja opinia nie ma dla wyborcy żadnego znaczenia.
Donald Tusk nie przelicytuje Przemysława Czarnka
Przemysław Czarnek oznacza powrót sporów ideologicznych, w które może wciągać Koalicję Obywatelską. Z jednej strony, będzie ona mobilizować rozczarowanych wyborców, strasząc już nie dwiema, a trzema Konfederacjami. Z drugiej, istnieje ryzyko, że stanie się reaktywna, zamiast opowiadać o swoich osiągnięciach. Jeśli politycy Koalicji Obywatelskiej będą biegać od jednej do drugiej – coraz to ostrzejszej – wypowiedzi kandydata PiS na premiera, połamią sobie przy tym nogi.
Nie sposób też – jeśli ktokolwiek miałby taką pokusę – przelicytować polityka, który startuje z hasłem „OZE-sroze”. Póki co, najrozsądniej Przemysławowi Czarnkowi odpowiedziała wicepremier w rządzie Zjednoczonej Prawicy Jadwiga Emilewicz, mówiąc „Gazecie Wyborczej”, że program energetyczny „Mój prąd” był „jednym z najbardziej udanych” w ostatnich latach, a w branży działa dziś ok. 18 tys. firm. Przykład SAFE pokazał, że opowieść o rozwoju polskiego przemysłu – w tym przypadku zbrojeniowego – zagospodarowuje potrzeby i emocje większej części polskiego społeczeństwa.