Nie wiemy, czy napadnie na nas Rosja, czy Ameryka nas będzie bronić, czy konflikt na Bliskim Wschodzie rozleje się na Europę. Nie wiemy, czy przyjdzie kolejny krach finansowy lub pandemia.
Oczywiście są specjaliści głoszący słuszne poglądy na wszystko i wielu z nas udało się im zwerbować. Poglądów jednak nie należy utożsamiać z wiedzą. Prawdę odsłonią dopiero kolejne lata, a w międzyczasie będziemy działać po omacku pod wpływem impulsu i strachu. Czy jest recepta na życie w erze chaosu? Obserwuję trzy przyjęte postawy.
Jak radzić sobie w erze chaosu? Ucieczka od polityki lub w politykę
Postawa pierwsza przyjmuje strategię wyłączenia ze spraw publicznych. Odwracamy się plecami od problemów tego świata, przestajemy śledzić złe informacje w mediach, uwagę koncentrujemy na rodzinie, sporcie czy pracy. Na politykę mamy przecież wpływ ograniczony i nie warto się nią podniecać. Co będzie, to będzie. Cieszmy się życiem, koncentrując się na sprawach, na które mamy jakiś wpływ, jak wychowanie dzieci, relacje z szefem czy wakacje.
Postawa druga przyjmuje strategię zaangażowania po „właściwej” stronie konfliktu. Wybieramy, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem, i robimy wszystko, by wygrali „nasi”. Strategia ta zakłada, że cel uświęca środki. Nie rządy prawa, a prawo pięści decyduje o zwycięstwie, a moralność jest dla naiwniaków. Trzeba budować mury, a nie mosty. Mobilizacja i stan alertu w grupie „naszych” powinny być permanentne, bo nie wiadomo, kiedy przeciwnik uderzy.
Koncentracja na dobrach wspólnych: pokoju, dobrobycie, demokracji
Postawa trzecia sugeruje koncentrację na dobrach wspólnych: pokoju, dobrobycie, demokracji. Ta opcja zakłada konieczność kompromisu pomiędzy zwaśnionymi stronami, bez którego nie sposób realizować dóbr wspólnych. Kompromis wymaga dialogu, poświęceń niektórych ideałów czy interesów, kulturowej tolerancji. W tej opcji prawo, etyka i równe zasady politycznej konkurencji mają rolę kluczową, bo chronią interesy słabszych, utrudniają oszustwa i ograniczają chaos.
Czytaj więcej
Tonący brzytwy się chwyta – głosi słynne przysłowie. Pytanie tylko, czy jest jeszcze brzytwa dla demokracji liberalnej w Polsce.
Każda z tych postaw ma plusy i minusy, lecz mnie najbardziej odpowiada ta trzecia. Postawa pierwsza oznacza wyrzeczenie się praw obywatelskich, o które ciężko walczyły kolejne pokolenia Polaków. Druga prowadzi do jeszcze większego chaosu poprzez nakręcanie spirali nienawiści, wyścig zbrojeń i obustronne prowokacje. Postawa trzecia nie daje gwarancji na sukces, lecz daje na ten sukces szansę. Zwycięstwo „naszych” na gruzach gospodarki i demokracji nie przemawia do mnie. Podobnie nie przemawia do mnie chowanie głowy w piasek.