Mimo 25-letniego rekordu inflacji (17,2 proc. r/r we wrześniu), środa przyniosła niespodziewane zatrzymanie cyklu podwyżek stóp procentowych NBP. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła główną stopę na poziomie 6,75 proc. Do tej pory przez rok podnosiła ją, jak w zegarku, co miesiąc (z przerwą urlopową w sierpniu). W ciągu 12 miesięcy stopy skoczyły już o 6,65 pkt proc. Było to bezprecedensowe tempo, ale jeszcze szybciej rosła inflacja – w rok aż o 10,3 pkt proc.

Czy wobec tego dzisiejsza decyzja, by tym razem stóp nie ruszać, nie okaże się błędem? Wiele wskaźników ekonomicznych pokazuje spowolnienie aktywności gospodarczej, wręcz techniczną recesję. Górę wziął więc pogląd, że w takim otoczeniu ceny powinny w naturalny sposób spowolnić. Jednak z drugiej strony są sygnały, że popyt nadal jest silny, co może dawać paliwo inflacji. Część ekonomistów traci wiarę, że osiągnęła ona już szczyt i czeka nas co najwyżej jeszcze jeden pik na początku roku – wynikający z podwyżek cen regulowanych energii elektrycznej i gazu.

Czytaj więcej

Niespodziewana decyzja RPP. Pozostawiła stopy na niezmienionym poziomie

Chociaż inflacyjny impuls przyszedł z rynku energii, to szybko rosnąca inflacja bazowa (bez cen energii i żywności, które są najbardziej zmienne) pokazuje, że procesy inflacyjne coraz głębiej zakorzeniają się w naszej gospodarce. Przyczyna? Choć RPP do tej pory robiła swoje, to rząd i partia rządząca ciągnęli – i ciągną dalej – w przeciwną stronę, forsując proinflacyjną politykę powszechnych transferów mających zrekompensować wzrost cen wszystkim (bez limitów dochodu) i na wszystko. Kampania wyborcza sprawia, że robią to na coraz szerszą skalę i z coraz większą determinacją. Wystarczy wspomnieć o dodatku węglowym po 3 tys. zł dla każdego, kto ma w domu choćby kozę lub kominek, o planie zostawienia 14. emerytury na stałe i o proponowanej hojnej podwyżce emerytur, łamiącej reguły waloryzacji.

W takiej sytuacji RPP – chcąc zneutralizować te wspierające inflację działania – musiałaby zamiast wstrzymywać cykl podwyżek, dużo bardziej niż dotąd podnosić stopy, by schłodzić wciąż mocny popyt. Ale droga od droższego kredytu do niższego popytu jest długa i w obecnych okolicznościach polityczno-ekonomicznych niepewna. Ekonomiści wręcz zastanawiają się, czy ten kanał oddziaływania polityki pieniężnej się u nas nie zatkał.

Na domiar złego NBP przez zmienne i budzące zdziwienie wypowiedzi swojego szefa, Adama Glapińskiego, ma problem z wiarygodnością. A przecież wiarygodność jest najważniejszą bronią każdego banku centralnego, pozwalającą kształtować oczekiwania inflacyjne konsumentów i wpływać na zachowanie rynków. Dlatego słuszny jest postulat dopuszczenia do głosu na konferencjach prasowych prezesa NBP także innych członków RPP.

Ale Rada nie da rady, jeśli nie pomoże jej rząd, ograniczając swoje proinflacyjne działania. Dla przypomnienia: choć wedle konstytucji to NBP ma obowiązek dbać o wartość polskiego pieniądza, nigdzie w ustawie zasadniczej nie jest napisane, że rząd ma prawo mu w tym przeszkadzać.