Do tej pory było tak, że galopującej inflacji w Polsce i potwornej drożyźnie winni byli wszyscy i wszystko, tylko nie rząd i Narodowy Bank Polski, który odpowiada za utrzymanie w ryzach wzrostu cen towarów i usług. Ceny rosły więc przez pandemię, wojnę w Ukrainie, drożejące na świecie paliwa, surowce energetyczne i żywność, no i oczywiście przez opozycję. PiS zdecydowanie odrzucało zarzuty ekonomistów o bagatelizowanie zagrożenia inflacyjnego przez szefa NBP, ale też rząd, i zbyt późne podjęcie walki ze wzrostem cen. Lekceważyło głosy protestów przeciwko nadmiernemu pompowaniu wydatków państwa, druku pustego pieniądza i wręcz rozrzucaniu go z helikopterów w ramach różnych programów osłonowych i socjalnych.

Dziś znaleźliśmy się w sytuacji, gdy z jednej strony NBP i Rada Polityki Pieniężnej gwałtownie podnoszą stopy procentowe, co dramatycznie pustoszy portfele osób, które spłacają kredyty, bo ich raty mocno rosną. Działanie to ma powstrzymać akcję kredytową, czyli zahamować dopływ pieniędzy do naszych kieszeni i w konsekwencji ograniczyć popyt. Cóż z tego jednak, gdy drugą ręką rząd cały czas rozrzuca pieniądze. Tylko w ostatnich dniach i tygodniach pojawiły się czternasta emerytura, mocna obniżka stawki PIT czy wakacje kredytowe. To napędzało i dalej napędza popyt. – Rząd utrudnia nam walkę z inflacją – ostrzegł w rozmowie z TVN24 Ludwik Kotecki, członek RPP.

Czytaj więcej

Grzegorz Siemionczyk: Od tarczy antyinflacyjnej dostaniemy rykoszetem

Głosy te wreszcie chyba dotarły do szefa Prawa i Sprawiedliwości. – Jesteśmy w rozkroku w walce z inflacją – przyznał w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Jarosław Kaczyński. Równocześnie zapowiedział jednak, że podatki nie zostaną podniesione, a świadczenia socjalne będą utrzymane.

Jesteśmy w trudnym momencie. I konieczne są trudne decyzje. To trudne dla rządu populistów, ale czas dziś na zaciskanie pasa. Koniec rozdymania wydatków i obniżki podatków należy zdecydowanie odłożyć na później. Programy socjalne wymagają racjonalizacji, wprowadzenia kryteriów dochodowych. Programy osłonowe muszą być adresowane jedynie do tych, którzy bez pomocy państwa rzeczywiście sobie nie poradzą. To konieczne. Jeśli PiS chce powszechnego programu osłonowego, to byłaby nim obniżka marż PKN Orlen. Oznaczałaby spadek cen paliw, czyli przy okazji działałaby antyinflacyjnie, bo drogie paliwa przekładają się na koszty transportu, a co za tym idzie na ceny niemal wszystkich towarów.

Niestety wygląda na to, że poza przyznaniem się do stania w rozkroku w walce z inflacją i wzięcia wreszcie na siebie części odpowiedzialności za galopujące ceny, niewiele zmieni się w polityce rządu. A to oznacza, że czekają nas nie tylko najdroższe w historii wakacje, ale też ciężka jesień i zima. To, co potem, też nie napawa optymizmem.