Poseł Konfederacji Artur Dziambor ogłosił nawet triumfalnie: „Wczoraj był dobry dzień. W całym tym bagnie i bałaganie, do ustawy #lexTVN przeszła poprawka #Konfederacja, którą nazwaliśmy #LexTVP  dzięki której praktycznie likwidujemy Radę Mediów Narodowych i odpolityczniamy Krajową Radę Radiofonii i Telewizji”

Poseł Dziambor jest doskonałym przykładem, dlaczego opozycja jest rozgrywana przez Naczelnika Państwa z łatwością, lubością i bez umiaru.

Poseł Dziambor nie wie bowiem, co pisze i nie umie liczyć do pięciu, a w szczególności nie wie, czym się różni większość zwykła od kwalifikowanej oraz ile wynosi 2/3 od liczby 5 (w polityce 4).

Tym samym poseł Dziambor URATOWAŁ posadę rzekomo znienawidzonego przez Konfederację Jacka Kurskiego. I jeśli ta poprawka przejdzie, zdjęcie Pana Posła znajdzie się w mojej prywatnej galerii Doszczętnie Oskubanych Orłów Polityki (w skrócie Galeria DOOP).

Rada Mediów Narodowych została bowiem ustanowiona ustawą, która wskazuje na dwa wykluczające się przekonania jej Autora (Krzysiu, pozdrawiam): że rządzić będziemy tylko jedną kadencję, albo że rządzić będziemy wiecznie. Nie ma ona żadnego sensu dla partii, która zakłada rządzenie przez dwie kadencje, a następnie powrót do władzy po nieuniknionym okresie w opozycji.

Od pozycji towarzyskiej oraz przekonań politycznych zależy więc ocena ówczesnych nastrojów Krzysztofa Czabańskiego – albo był skrajnym pesymistą, albo jako dobry znajomy Naczelnika Państwa sądził, że raz zdobytej władzy nie oddaje się nigdy.

Ustawa zakłada, że 3 z 5 członków wybiera Sejm, a dwóch Prezydent - uwaga! – spośród kandydatów opozycji. Układ jest dla PiS bardzo stabilny, bo decyzje podejmuje się zwykłą większością głosów, więc opozycja jest, ale żadnego głosowania nigdy nie wygrała ani nie wygra.

Po wstępnej mordędze konkursowej umęczona Rada zdecydowała się oszczędzać energię i na nową kadencję powołała Zarząd TVP bez konkursu. Co oznacza, że także bez konkursu, z dnia na dzień, Zarząd może zostać odwołany przez tę samą Radę. Albo NOWĄ. Bo w czerwcu przyszłego roku kończy się kadencja członków Rady i trzeba będzie wybrać nowych.

W międzyczasie większość PiS-u w Sejmie stopniała do tego stopnia, że klucz w ręku trzyma Paweł BBOU Kukiz (przy czym od razu wyjaśniam, że skrót BBOU oznacza tutaj Były Buntownik Obecnie Udomowiony).

Tak się składa, że facet który zamierzał rozwalić system, a do którego byli przyjaciele muzycy zwracają się obecnie słowami powszechnie uważanymi za obelżywe, nienawidzi Kurskiego równie mocno co TVN i być może nawet z tych samych powodów.

Psychologia stanów pourazowych nie jest jednak moją mocną stroną, więc wróćmy do arytmetyki na poziomie I klasy podstawowej.
Otóż Kukiz za Kurskim raczej nie zagłosuje, mimo mocno zmiętoszonego kręgosłupa, więc PiS nie może być pewnym, że po odejściu Gowina zbierze niezbędny plankton, by obsadzić w Sejmie wszystkie trzy miejsca w Radzie Mediów Narodowych. Może się nawet zdarzyć, że w radzie po wyborach zasiądzie aż 5 przedstawicieli opozycji, jeśli ów plankton od opozycji wytarguje więcej. I następnego dnia Jacek Kurski zostanie odwołany, a pełniącym obowiązki prezesa zostanie członek Rady Nadzorczej powołany trzy minuty wcześniej.

Dlatego pojawiła się pilna potrzeba poputczika czyli mówiąc precyzyjniej piękną mową ojczystą - pożytecznego idioty.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji też ma 5 członków, ale zgodnie z ustawą istotne decyzje kolegialne podejmuje większością 2/3 głosów czyli… 4! W polityce bowiem się nie zaokrągla, więc skoro 3 na 5 to mniej niż 2/3, głosów potrzeba aż cztery.
Z tego właśnie powodu nie odebrano jeszcze koncesji TVN 24, choć 3 na 5 członków Rady chciałoby to zrobić. Jeden się wstrzymuje, jeden jest przeciw, więc trzech hunwejbinów nic nie może.

A kto powołuje członków KRRiTv? Dwóch Sejm – więc chwilowo nie wiadomo kogo, jednego Senat – więc wiadomo, że kogoś z opozycji i dwóch Mój Ulubiony Pan Prezydent, czyli – hurra, koniec z niepewnością – wiadomo kogo. Osoby o nieposzlakowanej wiedzy i głębokiej opinii.

Naczelnik Państwa będzie więc posiadał minimum dwa głosy pozwalające mu blokować wybór JAKIEGOKOLWIEK nowego zarządu w jakimkolwiek mediów publicznym i przez cały czas istnienia Rady rządzić będzie Jacek Kurski i ta pani z radia, co postanowiła je własnoręcznie zaorać.

Jeśli Senat uwierzy posłowi Dziamborowi i nie odrzuci tej poprawki; jeśli posłom innych partii opozycyjnych udzieli się entuzjazm nieuków z Konfederacji, to Jacek Kurski wyśle całej opozycji duży kosz kwiatów.

Czy Kurski to zrobi, nie wiem. Ale Kuzyn Naczelnika na pewno.

Opozycja zaś jak zwykle poniewczasie, będzie tylko prosić, żeby kwiatki były w płynie, bo tak łatwiej zalać troski związane z upadkiem demokracji w Polsce.

Czytanie ustaw jest bowiem mocno przereklamowane.