Bułgaria to kraj, który jest nam z wielu powodów bliski – i jednocześnie daleki. Bliskie wielu Polakom są wspomnienia czarnomorskich wakacji, Bułgarzy wciąż szanują pamięć Władysława Warneńczyka. Ale dużo więcej wspólnych wspomnień nie ma.
Za to wiele nas zawsze dzieliło. Bułgarzy też są Słowianami, ale nawet ich plemienna nazwa nie jest słowiańska (pochodzi od wojowniczych najeźdźców, którzy przybyli 1600 lat temu z Azji i podbili Słowian). Należą od ponad tysiąca lat do europejskiego kręgu kulturowego, ale swoje wzorce (wraz z obrządkiem religijnym i alfabetem) zaczerpnęli nie z Rzymu, ale z Konstantynopola. Gdy myśmy budowali swoje państwo, oni je akurat tracili (podbici najpierw przez Bizantyjczyków, a potem przez Turków). Odzyskali je dopiero w XIX wieku dzięki pomocy Rosjan, których darzyli od tego momentu dużą sympatią.
Potem, po wojennym epizodzie współpracy z państwami Osi, znaleźli się razem z nami w obozie socjalistycznym. Ale kiedy myśmy się buntowali, oni siedzieli cicho, a ich komunistyczni władcy prosili nawet o przyjęcie kraju do ZSRR. Nam pod koniec komunizmu gospodarka się zawaliła, oni osiągnęli poziom PKB na głowę mieszkańca o jedną trzecią wyższy, niż w Polsce. Dopiero w obecnym wieku losy Polski i Bułgarii zaczęły się nieco do siebie zbliżać – oba kraje przeszły transformację i wstąpiły do NATO i do Unii Europejskiej.
A jednak nadal wiele nasze kraje różni. Oba mają gospodarkę rynkową, ale Bułgaria rozwijała się znacznie wolniej, więc teraz ma PKB na głowę mieszkańca o jedną czwartą niższy niż w Polsce. Na początku zawinił brak konsekwencji w transformacji. Kiedy po serii kryzysów udało się wreszcie ustabilizować gospodarkę, a w 2007 r. dołączyć do Unii, wydawało się, że powinien rozpocząć się szybki rozwój. I rzeczywiście, rozwój przyspieszył, ale nadal był rozczarowująco słaby, a Bułgaria pozostaje najuboższym członkiem UE. Od 1990 r. ponad milion Bułgarów wyemigrował, a populacja skurczyła się o jedną czwartą i należy dziś do najstarszych w Europie (przeciętny Bułgar jest o 4 lata starszy od Polaka).
Zwolennicy prostych wyjaśnień makroekonomicznych mogą mieć problem z wytłumaczeniem tego fenomenu. Bułgaria ma najniższe płace w Unii (o 40 proc. niższe niż w Polsce) i mniejsze obciążenie transferami socjalnymi, więc powinna być bardzo atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Jako najuboższy członek otrzymuje też, w relacji do PKB, najwyższe fundusze unijne. Podatki są niskie, a ich konstrukcja prosta (10 proc. liniowego PIT i CIT, 20 proc. VAT). Finanse są stabilne, deficyt budżetowy nie przekracza 3 proc. PKB, a dług publiczny nie sięga 30 proc. PKB (w Polsce 60 proc.). Również waluta, od ćwierć wieku stabilna wobec euro, jest mniej podatna na inflację od złotego.