Zaczynamy od sprawy najważniejszej dla tej opcji politycznej, czyli seksu. – Czy pani syn Jerzy miał możliwość nauczyć się wychowania seksualnego w szkole? – zapytał towarzysz Grzegorz wprost Monikę Olejnik, pokazując, że jest do rozmowy świetnie przygotowany, bo zna imię syna dziennikarki.
– Myślę, że sobie jakoś dał radę – powiedziała wyraźnie zbita z tropu pani redaktor. – Ja też nie miałem takiej możliwości – załkał nad swoim losem przewodniczący.
Muszę niestety zastąpić prowadzącą “Kropkę nad i” i zadać podchwytliwe pytanie: to jakim cudem pan poseł ma dwie córki?
Drugim ważnym problemem lewicowej formacji jest, jak zwykle, głęboka troska o naród: – Czy Polacy dadzą sobie radę z takim, co chwila wyciąganym, jakimś brudem, który zburza tak naprawdę debatę polityczną i publiczną.
I tu też, jak zwykle, lewicowcy wolą zamiatać brudy pod dywan, bo wtedy nic się nie “zburza”.
Wreszcie wątek trzeci podjęty przez następcę Olejniczaka, jakże żywo od lat dyskutowany – korzenie formacji. – Ja się z żadnego pnia nie wywodzę. Proszę mi nie imputować takich rzeczy! – szedł w zaparte Napieralski.
No cóż, towarzyszu przewodniczący, w życiu tak bywa, że człowiek nie do końca zna swój rodowód i nie zawsze zdaje sobie sprawę, pod jakim sztandarem idzie. Pewna mała wieś nazywała się przed laty Wieprzów. Jej dumni mieszkańcy szli w pochodzie pierwszomajowym pod transparentem “Gromada Wieprzów”. Nie rozumieli, dlaczego gawiedź zgromadzona wzdłuż trasy pokłada się ze śmiechu. Mądra władza poradziła sobie z tym bolącym problemem. Nazwę zmieniono na Wieprzyce, a gromadę wchłonęło duże miasto.
Może już nadszedł czas na zmianę nazwy SLD?