Reklama

Media na tropie antyrządowego spisku

Od dziesięciu dni na usta wielu ciśnie się pytanie, kto za tym wszystkim stoi. Kto odpowiada za to, że najlepszy rząd w dziejach Polski został tak brutalnie zaatakowany?

Aktualizacja: 09.10.2009 21:46 Publikacja: 09.10.2009 21:44

Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i nowego tygodnika "Uważam Rze"

Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i nowego tygodnika "Uważam Rze"

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

[b][link=http://blog.rp.pl/lisicki/2009/10/09/media-na-tropie-antyrzadowego-spisku/]skomentuj na blogu[/link][/b]

Dlaczego „Rzeczpospolita” opublikowała stenogramy rozmów polityków PO z biznesmenami od hazardu? Odpowiedź, iż opublikowała je dlatego, że pokazywały stopień zepsucia władzy i opinia publiczna miała prawo wiedzieć, jak postępują wybrańcy narodu, mało kogo przekonuje. Każdy odpowiada tak, jak mu na to jego horyzonty intelektualne i zdolność rozumienia świata pozwalają.

Najjaśniej zdołał się w tej sprawie wyrazić były już minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, który uznał, że afera ujrzała światło dzienne za sprawą „pisowskiego »Völkischer Beobachter«” zwanego „Rzeczpospolitą”. Piękna ta fraza raz jeszcze potwierdza, że człowiek całe życie musi uważać na to, co mówi, i żadne przeszłe zasługi nie chronią go przed głupotą i kompromitacją. Wszakże skoro ta postać opuściła już stanowisko ministra, można jej słowa puścić w niepamięć.

Tym bardziej że w roli badaczy tropiących, jak doszło do publikacji w „Rzeczpospolitej”, wystąpili niektórzy dziennikarze. I tak z „Newsweeka” dowiedziałem się, że afera hazardowa „to właśnie sposób, w jaki szef CBA politycznie zagrał materiałami zgromadzonymi w śledztwie, najprawdopodobniej w porozumieniu z PiS. W dniu publikacji tych informacji w »Rzeczpospolitej« wszyscy liderzy PiS, łącznie z rzadko bywającym w Polsce Zbigniewem Ziobrą, byli akurat w Warszawie, by móc zorganizować wspólną, efektowną konferencję na ten temat”. No, przejrzałem na oczy. Dzięki krytycznemu i analitycznemu zmysłowi dwóch wybitnych śledczych sprawa jest jasna. Najpierw PiS zleciło Kamińskiemu uderzenie w PO. Potem (lub na tym samym etapie) do spisku dołączyła „Rzeczpospolita”. Specjalnie wybrała dzień publikacji tak, by nieobecny zwykle w Warszawie Zbigniew Ziobro mógł sprawę skomentować. Na tym właśnie polega afera hazardowa.

O ile w przypadku „Newsweeka” „Rzeczpospolitej” przypisano udział w ataku na rząd, o tyle znawcy przedmiotu z „Polityki” widzą sprawę bardziej jednoznacznie: to CBA wydrukowało tajne stenogramy z podsłuchów w „Rzeczpospolitej”, która wystąpiła nie w roli spiskowca, lecz słupa ogłoszeniowego.

Reklama
Reklama

A więc sprawa jasna. Afera hazardowa przestaje być problemem rządu, a staje się opowieścią o tym, jak to PiS, CBA i „Rzeczpospolita” – w roli czynnej lub biernej – postanowiły pogrążyć premiera. Nie jest istotne to, że panowie Chlebowski i Drzewiecki być może chcieli zmienić ustawę sejmową na zlecenie Rysia i Jasia od hazardu – tym w ogóle poważni publicyści nie powinni się zajmować – ale to, że powiadomiono o tym opinię publiczną. Najlepiej, gdyby ta nic nie wiedziała. A jeśli już, to żeby ją poinformował sam premier Tusk albo wyznaczona przez niego osoba. I to tak, żeby w Warszawie akurat nie było Ziobry.

Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czy SOR to musi być horror?
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Komentarze
Bogusław Chrabota: Polski SAFE bez Europy się nie uda
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Dlaczego Jarosław Kaczyński może stracić, atakując Niemców?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Aleksiej Nawalny znalazł czuły punkt Władimira Putina
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama