Pod naciskiem rynków finansowych przywódcy Unii Europejskiej od pięciu lat stopniowo przekazują kolejne kompetencje Brukseli. Nie mają wyboru, jeśli chcą, aby strefa euro uniknęła rozpadu. Muszą gwałtownie ograniczać wydatki na obronę. I, jak pokazuje bezsilność Zachodu wobec dramatu Syrii, są zmuszeni do coraz większych kompromisów, gdy idzie o prawa człowieka, bo nie stać ich na niezwykle kosztowną interwencję zbrojną.
„Czerwone linie”, poza którymi o suwerenności trudno mówić, nie zostały jednak – na szczęście – jeszcze przekroczone przez większość krajów zjednoczonej Europy, w tym przez Polskę. Jak je zdefiniować?