Śledzenie rywalizacji najlepszych szachistów globu jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Rozwój technologii zamienił elitarną rozrywkę w widowisko dostępne dla każdego amatora.

Potężne silniki podczas meczu Magnusa Carlsena z Janem Niepomniaszczim na bieżąco analizowały sytuację na szachownicy. Widzieliśmy potencjalne najlepsze ruchy oraz ocenę szans na zwycięstwo. Może właśnie ta perspektywa sprawiła, że choć w Dubaju mierzyły się umysły wybitne, to w kluczowych momentach mogliśmy w obu geniuszach dostrzec zwykłych ludzi, no prawie zwykłych.

Ruchom Carlsena i Niepomniaszczego pod koniec szóstej partii – wyniszczającej, blisko ośmiogodzinnej, najdłuższej w dziejach meczów o mistrzostwo świata – daleko było do ideału. – Chciałem wydłużyć grę, abyśmy obaj w krytycznym momencie byli jak najbardziej zmęczeni – tłumaczył potem Carlsen.

Zawiódł procesor w głowie

Presja czasu oraz stawka meczu wymusiły niedokładności i choć według algorytmów partia niemal do samego końca zmierzała ku remisowi, to jednak maszyna nie wzięła pod uwagę tego, że może zawieść procesor w głowie Niepomniaszczego.

Wycieńczony pretendent zaczął się mylić, Carlsen wykorzystał z zimną krwią ten spadek formy Rosjanina. To była bitwa, która rozstrzygnęła wojnę. – Tego dnia był na świecie tylko jeden zawodnik, z którym Jan mógł przegrać. Na jego nieszczęście siedział po drugiej stronie szachownicy – przyznał po meczu były mistrz świata Hindus Viswanathan Anand.

Nie było serii remisów i klinczu, w jakim trzy lata temu złapał Carlsena Fabiano Caruana. Norweg już przed meczem podkreślał, że Niepomniaszczi gra nierówno, a jedno niepowodzenie może go zepchnąć na liny. Miał rację. Przegrana partia wywołała kaskadę błędów. Carlsen wygrał trzy z pięciu kolejnych starć i mecz rozstrzygnął przed czasem.

Czytaj więcej

Magnus Carlsen po raz piąty został mistrzem świata

Niewykluczone, że Niepomniaszczi przeżył trzy najbardziej bolesne załamania formy w całej historii walki o mistrzostwo świata. – Zdarzało mi się głupio przegrywać partie, ale nigdy tak wielu w tak krótkim czasie. To nie miało nic wspólnego z szachami – przyznał później Rosjanin.

Szósta partia

Carslen przed meczem przyznawał, że obecny format rywalizacji go nie porywa. – Gra nie sprawia mi przyjemności, bo wiem, że chodzi o biznes – narzekał. Sam już dawno rozkochał się w szachach szybkich i błyskawicznych, gdzie nie ma czasu na szukanie w pamięci jedynego optymalnego rozwiązania. Ograniczony czas dynamizuje grę, zmusza do improwizacji.

Perfekcja Carlsena na tle zapaści rywala wybrzmiała jeszcze mocniej. Możliwe, że szósta partia meczu była tą, która na zawsze zdefiniuje jego karierę i będzie kluczem do dyskusji o wyższości Norwega nad Bobbym Fischerem czy Garrim Kasparowem.

Starcie Carlsena z Niepomniaszczim jednocześnie rozwiało obawy, że szachy dotarły do granicy, gdzie perfekcyjne przygotowanie wsparte mocą obliczeniową komputerów sprawi, że najlepsi zaremisują się na śmierć. Zobaczyliśmy przy szachownicy ludzi, a wygrał ten, kto popełnił mniej błędów. Śledziliśmy ludzki dramat rozgrywający się w erze superkomputerów.

Łamanie schematów

Ta rozpoczęła się tak naprawdę w 1997 roku, kiedy Kasparow przegrał z silnikiem Deep Blue i królewska gra już nigdy nie była taka sama. Dziś niezbędnym atrybutem w arsenale każdego arcymistrza jest umiejętność zarządzania olbrzymią bazą potencjalnych rozwiązań przygotowanych przez komputery. To elementarz.

Czytaj więcej

Szachy na sterydach. Plaga oszustw w królewskiej grze

Bycie mistrzem świata wymaga jednak czegoś więcej, nie chodzi tylko o to, aby grać tak perfekcyjnie, jak wskazuje silnik, mistrzostwo wymaga łamania schematów i odnalezienia takiej sekwencji ruchów – może teoretycznie wcale nie optymalnych – na którą rywal nie jest przygotowany. Paradoksalnie, czym większą rolę odgrywa technologia w królewskiej grze, tym ważniejszy staje się czynnik ludzki.

– Carlsen sam często powtarza z dumą, że wśród czołowych szachistów świata to on pracuje z silnikami najmniej. Woli ufać własnej ocenie sytuacji. Każdy z nas mógłby po prostu kopiować ruchy wskazywane przez komputer. A to, co dzieje się w umyśle Magnusa, wie tylko on sam – przyznaje w rozmowie z „Wall Street Journal” jeden z trenerów Norwega Peter Heine Nielsen.

Mistrz świata umie wytrącić rywala ze strefy komfortu. Oferuje mu wycieczki w miejsca, gdzie czeka nieznane. – Mówi się, że szachy to ciemny las pełen węży i cierni. Jeżeli faktycznie tak jest, to Carlsen za każdym razem próbuje wciągnąć swojego rywala do tego lasu – mówi ekspert serwisu chess.com Danny Rensch.

Teraz Warszawa

Norweg ściga się dziś już tylko z legendami. Został mistrzem piąty raz z rzędu, rządzi królewską grą od ośmiu lat. Jest szachistą totalnym – kolekcjonuje tytuły we wszystkich odmianach: szachach tradycyjnych, szybkich, błyskawicznych. Gra oraz organizuje turnieje, a między rywalizacją z innymi arcymistrzami lubi stawiać czoła amatorom.

Został milionerem i trafił na listę stu najbardziej wpływowych ludzi świata tygodnika „Times”. Znalazł dla szachów przyczółek w świecie show-biznesu, ale wciąż nie jest postacią globalnie rozpoznawalną. Francuska sportowa gazeta „L’Equipe” opisała niedawno, jak norwescy dziennikarze wyłuskali go z tłumu kibiców podczas Euro 2016, gdzie był anonimowym członkiem chóru fanów francuskiego piłkarza Dimitriego Payeta.

Carlsen za zwycięstwo nad Niepomniaszczim w Dubaju zarobił 1,2 mln dolarów. Hucznego świętowania nie planuje. Już zapowiedział, że najlepszą okazją do celebracji będą dla niego mistrzostwa świata w szachach szybkich i błyskawicznych, bo to one dają mu najwięcej radości.

Ograniczenia związane z rozwojem pandemii sprawiły, że z organizacji imprezy zrezygnował Kazachstan. Dziś już wiemy, że za kilkanaście dni – rywalizację rozpisano na 25–31 grudnia – najtęższe szachowe umysły świata zjadą do Warszawy.

Alireza już czeka

Do kolejnej walki o obronę tytułu w szachach klasycznych Carlsen przystąpi za dwa lata. Niewykluczone, że czeka go wyzwanie trudniejsze niż kiedykolwiek, bo już czai się na niego nowy, szalenie groźny rywal. Alireza Firuzdża, który uciekał z Iranu i występuje dziś pod francuską flagą, pobił niedawno rekord Carlsena i został najmłodszym szachistą w historii, który przekroczył 2800 punktów w rankingu FIDE.

18-latek najpierw będzie musiał jednak wygrać przyszłoroczny Turniej Pretendentów. To wydarzenie, które powinno rozgrzać także nas. Już dziś wiadomo, że jednym z jego uczestników będzie zwycięzca ostatniego Pucharu Świata Jan-Krzysztof Duda.